Zimbardo. Nieśmiały mężczyzna?

Nie potrafią rozmawiać ani prawić komplementów. Nie podrywają, nie flirtują. Młodzi mężczyźni alienują się i zmieniają w samotników – alarmuje znany psycholog Philip G. Zimbardo w rozmowie z Karoliną Święcicką.

Philip G. Zimbardo – amerykański psycholog, znany z przeprowadzenia tzw. stanfordzkiego eksperymentu więziennego, autor przełomowej książki „Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?”, a ostatnio współautor głośnej „Gdzie ci mężczyźni?”. Twórca i patron Kliniki Nieśmiałości i Centrum Zimbardo w Katowicach.

Reklama

Kobiety lepiej się uczą, rozwijają zdolności społeczne, są bardziej pracowite. Już wkrótce zabraknie odpowiednich mężczyzn dla tych wspaniałych kobiet.

P: Pana książka „Gdzie ci mężczyźni?” zawiera poruszające dane. Chłopcy radzą sobie w szkole gorzej od dziewczyn, są mniej ambitni, mniej pracowici, niedostosowani. Potem, już jako mężczyźni, słabo radzą sobie z życiem w ogóle, uciekają w gry i pornografię. Dlaczego odpływają w wirtualny świat?

Philip G. Zimbardo: Mamy sfeminizowany system szkolnictwa, zmianę norm kulturowych, upadek męskich wzorców i coraz trudniejszą sytuację na rynku pracy. To sprawia, że codzienność młodego mężczyzny nie jest łatwa. Z drugiej strony są pornografia i gry – to gigantyczny biznes, a w biznesie zrobisz wszystko, żeby przyciągnąć klienta. Producenci filmów porno i gier komputerowych rozumieją potrzeby mężczyzn lepiej niż kobiety i dostarczają im w skondensowanej formie to, co lubią.

Gry są oparte na tradycyjnych męskich wartościach, dla których jest coraz mniej miejsca we współczesnym świecie – współzawodnictwie, agresji, walce o dominację. Szybko odkrywasz, że im więcej grasz, tym jesteś lepszy, i że tylko tu wszystko tak prosto działa, bo prawdziwe życie jest bardziej skomplikowane.

Poza tym granie jest przyjemne. I ta przyjemność jest łatwiej osiągalna niż inne. Na tej samej zasadzie działają inne uzależnienia: seks, hazard, narkotyki. Pozostałe sprawy tracą na wartości. Gry komputerowe to współczesny narkotyk. Tańszy od twardego i powszechnie dostępny.

A pornografia?

To też narkotyk poza kontrolą. Nie ma nic złego ani w pornografii, ani w grach jako takich. Problem polega na tym, że przejście pomiędzy użytkowaniem umiarkowanym a ekstremalnym jest niezauważalne. Kiedyś można było mieć dostęp do pornografii, kupując pisemko lub bilet do kina z filmami porno – to ostatnie było dosyć wstydliwe. Dziś każdy, kto ma internet, ma też możliwość oglądania pornografii – przez całą dobę, za darmo.

Z badań wynika, że w sieci mają z nią styczność nawet sześciolatki. To bardzo groźne, szczególnie dla młodych chłopców, którzy z początku traktują to jak wślizgnięcie się do zakazanego świata dorosłych. O ile kobiety dość dobrze radzą sobie z nowymi technologiami (telewizją, grami, portalami społecznościowymi), bo w dużym stopniu wykorzystują je w celach społecznych, o tyle mężczyznom służą one do alienacji.

Pisze Pan o nowym rodzaju męskiej nieśmiałości. Na czym ona polega?

Strach przed społecznym odrzuceniem – bo tym jest nieśmiałość – rośnie wraz z rozwojem technologii ograniczających kontakty z innymi. Mam na myśli takie kontakty, jak: rozmowy, zadawanie pytań, chodzenie na zakupy albo wypożyczanie książek w bibliotece. W sieci robi się to wszystko szybciej i bez praktykowania kontaktów społecznych.

Nowa odmiana nieśmiałości wyłania się więc nie z pragnienia nawiązania relacji przy jednoczesnym strachu przed odrzuceniem, lecz z niechęci do nawiązywania kontaktów społecznych na skutek niewiedzy, jak się zachować, co powiedzieć. Czyli po prostu z braku wprawy. Mężczyźni przez wycofanie ze świata tracą kontakt z tym, co rzeczywiste. Weźmy na przykład pornografię.

Ona nie ma nic wspólnego z prawdziwą relacją kobiety i mężczyzny, nie ma tu wątków romantycznych ani rozmowy, słów „kocham cię”, pocałunków, często nawet imion. Wszystko to, co tradycyjnie prowadziło do zbliżenia, jest tu nieobecne. To czysto fizyczne przedstawienie.

Tymczasem młody mężczyzna, który jeszcze nie miał kontaktów seksualnych, nabiera przeświadczenia, że seks wygląda właśnie tak: obcy ludzie przechodzą natychmiast do rzeczy, a finał to zwykle orgazm mężczyzny. Młode kobiety często skarżą się, że na randkach oczekuje się od nich właśnie takich zachowań. To nie buduje więzi.

Pan namawia mężczyzn do nauki tańca. Czy po to, żeby przełamywali tę nieśmiałość?

Jestem może staromodny, ale dla mnie to nauka zachowań społecznych, odtwarzania różnych ról. Zawiera się tu cały wachlarz rytuałów. Mężczyzna musi poprosić kobietę do tańca, opanować prowadzenie, a podczas tańczenia uczy się podstaw towarzyskiej rozmowy, zadając partnerce pytania i obserwując jej reakcje: czy podoba ci się ta muzyka, miło mi się z tobą tańczy. To umiejętność społeczna, coś więcej niż opanowanie sztuki poruszania nogami.

W Ameryce w wielu szkołach uczniowie po lekcjach spędzają czas w klubach, niektóre z nich oferują takie zajęcia. Jestem zdziwiony, że w Polsce jest tak niewiele programów pozalekcyjnych dla młodzieży. Pomogłem założyć w katowickiej dzielnicy Nikiszowiec klub dla nastolatków, gdzie co tydzień są zajęcia komputerowe, językowe i właśnie taneczne. Miejsce cieszy się dużym powodzeniem.

A co z dorosłymi mężczyznami? Zastanawiam się, dlaczego globalny kryzys nie budzi ich z tego marazmu. W latach 30. XX wieku był rajem dla twardzieli – rzutkich, lubiących ryzyko, przedsiębiorczych. Co się zmieniło? Czy dziś wyzwania nie motywują mężczyzn?

W tamtych czasach mężczyźni mogli opierać się na tradycyjnych męskich cechach, na przykład na sile fizycznej, pracując na budowie. Byli za to podziwiani. Dziś siła nie jest już postrzegana jako wartość, a świat prac fizycznych się kurczy. Liczą się wykształcenie, umiejętność zarządzania.

Jednak młodzi mężczyźni, wycofując się w rzeczywistość wirtualną, stają się konsumentami technologii i powoli zatracają zdolność tworzenia, działania. Dlatego gdy wypadają z rynku pracy lub systemu szkolnego, nie potrafią konkurować, zawalczyć w prawdziwym świecie. Za to kobiety radzą sobie doskonale. Lepiej się uczą, rozwijają zdolności społeczne, są bardziej pracowite, nabierają wiary w siebie.

Coraz więcej silnych kobiet i coraz mniej silnych mężczyzn?

Już wkrótce zabraknie odpowiednich mężczyzn dla tych wspaniałych kobiet. W Ameryce do niedawna to zjawisko dotyczyło głównie Afroamerykanów. Kobiety zdobywały wyższe wykształcenie, lepszą pracę i szukając partnera wśród równych sobie lub wyżej w hierarchii społecznej, miały ograniczony wybór. Teraz spotyka to również białe kobiety poniżej trzydziestki: zaczynają przerastać swoich rówieśników wykształceniem i zarobkami.

Ona ma firmę, otwiera kolejną franczyzę. On od roku szuka pracy, ale nie może jej znaleźć i spędza czas przed komputerem. Czy ma Pan jakąś instrukcję obsługi, zestaw rad dla silnej kobiety, jak postępować ze słabszym mężczyzną?

Niestety, łatwiej kształtować silne dzieci niż naprawiać załamanych mężczyzn. W mojej książce jest kilka rozdziałów o tym, jak powinny zostać zmienione szkolnictwo, gry komputerowe czy pornografia, cały system, w którym funkcjonujemy.

Bo społeczeństwo – od polityki przez media, szkołę aż po rodzinę – ma udział w tym upadku, hamuje intelektualny, twórczy i społeczny potencjał chłopaków. Sami mężczyźni sobie nie poradzą, ten kryzys nie jest chwilowy. Jeśli w szkole większość nauczycieli będą stanowiły kobiety, które, jak pokazują badania, faworyzują swoją płeć, jeśli do gier nie zostaną wprowadzone inne wartości, takie jak współpraca i komunikacja, a filmy porno będą oderwane od rzeczywistych relacji damsko-męskich, to nic nie zmieni się na lepsze. Kobiety przede wszystkim powinny potraktować to poważnie.

Wykazać się zrozumieniem, bo kryzysy nie znikają dlatego, że je lekceważymy. Co to oznacza w praktyce? Empatia zamiast osądzania i kłótni. Współpraca zamiast rywalizacji. Życzliwość zamiast wrogości. Dr Agnieszka Wilczyńska z Uniwersytetu Śląskiego przeprowadziła badanie, które pokazuje, jak wiele dzieci odczuwa społeczne wykluczenie. Nie czują się częścią żadnej wspólnoty.

Tak samo jak coraz większa liczba dorosłych mężczyzn. Człowiek w kryzysie potrzebuje uznania, poczucia, że jest wart zachodu i że jest dla niego miejsce. Tymczasem wielu współczesnych mężczyzn uważa się za wyrzutków. Brakuje im wskazówki, jak odnaleźć to miejsce.

Pan ma wskazówkę, jak to zrobić?

Stworzyłem w San Francisco organizację o nazwie Heroic Imagination Project – Projekt Bohaterskiej Wyobraźni, która działa też w Polsce. Jej ideą jest uczyć ludzi dostrzegania w sobie potencjału bohatera w pokonywaniu zwykłych trudności. Bohaterstwo dnia codziennego to zestaw nawyków i sposób myślenia. Uprzejmość, troska, chęć niesienia pomocy.

To uczy odpowiedniego reagowania w trudnych sytuacjach i w ogóle aktywności. Niestety, znów mamy tu przewagę kobiet, bo one lubią pracę w grupie. Mężczyźni przychodzą znacznie rzadziej. To jest problem. Ci, którzy się pojawiają, wciągani są w pracę zespołową z kobietami. Uczą się np. nieść pomoc, ale też prosić o nią. To nie jest dla nich łatwe.

Nie mają wzorców, wielu wychowało się bez ojca. Gdzie jako dorośli mogą je znaleźć?

W Stanach już 40 proc. dzieci dorasta w domach bez ojców, w Polsce – około 25 proc. Ojciec to nie tylko najważniejszy wzorzec męskości, to także motywator, bo miłość ojcowska jest warunkowa. Matka kocha dziecko za to, że jest. Na miłość ojca trzeba zasłużyć. To on daje zakazy i kary, gdy się nie starasz. Miłość matczyna to baza na całe życie, ale nie zmusza syna do wysiłku i ryzyka.

Dlatego trudno zastąpić ojca inną osobą. Choć są takie próby – powstają organizacje mentoringowe i kluby dla chłopców wychowujących się bez ojca. Oczywiście dorosły mężczyzna mógłby sam szukać mentora, wzorem może być trener, szef, ktoś z rodziny. Ale przekleństwem mężczyzn jest ich samotnicza natura. Oni rzadko się przyjaźnią.

To dziwne, bo kiedyś mężczyźni to potrafili. Literatura jest pełna przykładów braterstwa broni, męskiej przyjaźni na śmierć i życie.

Istnieją wciąż miejsca, gdzie braterstwo, siła i waleczność są wartością: armia, straż pożarna, sport, różne bractwa. Ale tych obszarów jest coraz mniej, zwłaszcza gdy w kraju panuje pokój. Dlatego i spełnionych „prawdziwych mężczyzn” jest coraz mniej.

Tak naprawdę nie mają oni społecznie akceptowanej alternatywy dla bycia wojownikiem lub żywicielem rodziny. Nowe role zagrażają tradycyjnemu ujęciu męskości, a ten, kto je przyjmuje, nie jest tak szanowany przez innych mężczyzn i ma mniej możliwości nawiązania intymnych relacji z płcią przeciwną.

Gdy Jeff Perera z ruchu White Ribbon przepytał chłopców, czego nie lubią w byciu mężczyzną, odpowiadali: tego, że nie można być mamą, nie wolno płakać, trzeba lubić futbol. A czego Pan najbardziej nie lubi?

Najbardziej nie lubię w byciu mężczyzną właśnie tego, że staliśmy się samotnikami. Niewielu z nas ma prawdziwych przyjaciół ze szkoły, studiów, wojska czy klubu sportowego.

Powtarzam studentom, że jeśli nie zawrą przyjaźni w szkole i nie będą jej pielęgnować przez lata, w późniejszym wieku trudno im będzie znaleźć przyjaciół. Kobiety to stworzenia społeczne, im jest łatwiej, nawet w pracy tworzą sieci. Mężczyźni odnoszący sukcesy zwykle pracują wyizolowani, w pojedynkę.

To podsyca tę nową męską nieśmiałość?

Tak. Kobiety, szczególnie pracujące w branży nowych technologii, często narzekają na to, że z kolegami z pracy po kilku zdaniach rozmowa się kończy.

Bo przyzwyczajony do samotności facet nie wpadnie na to, że powinien zapytać koleżankę na przykład o samopoczucie. Odpowie na zadane mu pytania, opisze jej, jak stworzył swoją nową aplikację… i kropka. Mężczyźni nie potrafią rozmawiać, prawić komplementów, flirtować.

Takie właśnie miałam wrażenie, czytając Pana książkę: że współcześni mężczyźni to ludzie, którym na niczym nie zależy – ani na rodzinie, ani na związku, ani na relacjach społecznych.

Mężczyznom bardzo zależy i na rodzinie, i na relacjach społecznych, ale nie zawsze są tego świadomi i, co najważniejsze, coraz częściej nie potrafią się na tym gruncie poruszać. Brak im umiejętności, wyczucia. Jednak to nie znaczy, że im nie zależy.

Na przykład rozwód zwykle jest o wiele bardziej druzgocący dla mężczyzn. Popadają w depresję, zaczynają chorować. Dziesięciokrotnie więcej rozwodników niż rozwódek popełnia samobójstwo. Mężczyźni potrzebują kobiet, aby przetrwać. Potrzebują partnerek. Pytanie, czy kobiety potrzebują dziś mężczyzn. Jestem pewien, że tak.

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Tekst pochodzi z magazynu

Pani
Więcej na temat:

Zobacz również