Szósty zmysł. Niezwykła moc nieświadomości

Sprawia, że wiemy więcej, niż sądzimy. Pozwala przewidywać przyszłość i ostrzega przed zagrożeniami. Dzięki niemu wychwytujemy spojrzenia osób, które ukradkiem nas obserwują. Czy szósty zmysł jest rezultatem paranormalnych zdolności człowieka? Nic z tych rzeczy! Prezentujemy najnowsze ustalenia naukowców.

Ryk silników skutecznie zagłuszał kibiców zebranych wokół toru w Monako. Argentyńczyk Juan Fangio był zdeterminowany: zamierzał zająć pierwsze miejsce w najbardziej prestiżowym wyścigu Formuły 1. Za moment miał wyjechać z tunelu i wcisnąć gaz do dechy, lecz nagle gwałtownie zahamował. Usłyszał świst wyprzedzających go maszyn, a parę sekund później – potężny huk.

Dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego, że kilkadziesiąt metrów przed nim doszło do kraksy. Gdyby nie zatrzymał swojego bolidu, z pewnością roztrzaskałby się o samochody przeciwników. Lecz właściwie dlaczego wyhamował, zamiast spieszyć po upragnione zwycięstwo?

Reklama

– Posłuchałem głosu intuicji, zrobiłem to automatycznie – tłumaczył później Fangio. Co uratowało mu życie? Umiejętność czytania w myślach? A może zdolność jasnowidzenia? Wyjaśnienie tej historii jest dużo bardziej racjonalne...

Jak dostrzegamy niewidzialne?

Niecodziennym zdarzeniem zainteresowali się psycholodzy. Pierwsze rozmowy z kierowcą nie zbliżyły ich do rozwiązania zagadki, ale po kilku próbach mężczyźnie udało się odtworzyć w pamięci ostatnie sekundy przed wjazdem do tunelu.

– Kątem oka zobaczyłem kibiców. Zachowywali się inaczej niż zwykle. Nie machali do mnie, tylko patrzyli gdzie indziej, a na ich twarzach malowało się przerażenie – opowiadał.

Przypadek argentyńskiego rajdowca to wzorcowy przykład fenomenu określanego niekiedy mianem szóstego zmysłu. Jak go wytłumaczyć? Intuicja to coś w rodzaju wew­nętrznego systemu alarmowego, który ostrzega nas przed niebezpieczeństwem.

W sytuacjach zagrożenia, gdy możemy stracić życie lub zdrowie, ten niezwykły mechanizm w pewnym sensie przejmuje kontrolę nad umysłem i podejmuje decyzje zamiast niego – błyskawicznie analizuje bodźce płynące z otoczenia, pomijając struktury odpowiedzialne za świadome myślenie.

Tę wersję zdają się potwierdzać badania ­neurologiczne: nie wszystko, co zarejestrują nasze oczy, trafia do kory mózgowej. Część komunikatów przekazywana jest drogą „na skróty” – bezpośrednio do ciała migdałowatego. Dopiero stamtąd impulsy nerwowe są przesyłane do ośrodka decyzyjnego, który aktywowany jest nie przez intelekt, lecz emocje.

Skąd się biorą ­przeczucia?

Profesor David G. Myers z Hope ­College w Michigan uważa, że istota szóstego zmysłu polega na odmiennych sposobach przetwarzania informacji: na jednym poziomie myślenie, pamięć i reakcje funkcjonują świadomie, na drugim zaś – automatycznie.

Gdy konieczna jest błyskawiczna odpowiedź, mózg korzysta z nieuświadomionych (a więc poniekąd ukrytych) zasobów zdobytej wcześniej wiedzy.

Ta szczególna zdolność charakteryzuje przede wszystkim osoby, które – na przykład ze względu na wykonywany zawód – są często zmuszane do szybkiego działania. Lekarze, ­piloci czy policjanci w krytycznej sytuacji nie mają czasu na zastanawianie się, co robić. Podobnie rzecz ma się w przypadku strażaków.

Gdy wokół szaleje ogień, nie można tracić cennych sekund na rozmyślania. Amerykański psycholog Gary Klein dokładnie przeanalizował osobliwe zachowanie pewnego dowódcy zastępu. W trakcie gaszenia pożaru nagle wydał rozkaz natychmiastowego opuszczenia budynku.

Jego podwładni wykonali polecenie, choć nie rozumieli, dlaczego mają przerwać akcję. Przecież wszystko przebiegało jak zawsze! Kilka sekund później usłyszeli huk. Podłoga w pomieszczeniu, w którym przed chwilą walczyli z płomieniami, zapadła się. Wyszło na jaw, że źródło ognia znajdowało się w innym miejscu, niż przypuszczali – w piwnicy, a nie na parterze. Na pozór irracjonalna decyzja szefa o ewakuacji uratowała im życie.

Choć początkowo dowódca zarzekał się, że zagrożenie wyczuł dzięki postrzeganiu pozazmysłowemu, podczas sesji prowadzonej przez Kleina dotarło do niego, co faktycznie się wydarzyło. Otóż wydało mu się podejrzane, iż gaszenie ognia trwa dłużej niż zwykle. Poza tym temperatura w pokoju była zbyt niska, a odgłosy pożaru – za ciche.

Zarejestrował to poza świadomością, nie zastanawiał się nad szczegółami w trakcie akcji. Po prostu w głowie uruchomił mu się alarm: „natychmiast się wycofać!”. Nagromadzona przez lata pracy „utajona” wiedza nakazała mu ucieczkę. Do podobnych wniosków doszła Beth Crandall.

Zastanawiało ją, dlaczego pielęgniarkom neonatologicznym z długim stażem wystarczyło jedno spojrzenie na wcześniaka, by zorientować się, że jego życie jest w niebezpieczeństwie. Czy chodziło tylko o doświadczenie? A może odgrywał tu rolę szósty zmysł? Bez dokładnych badań trudno jest rozpoznać pierwsze symptomy zakażenia około­porodowego.

Tymczasem odsetek prawidłowych „intuicyjnych” diagnoz stawianych przez pielęgniarki był zaskakująco wysoki. Psycholog przeprowadziła z nimi szczegółowe wywiady. Ich wyniki były zdumiewające.

Początkowo większość kobiet nie potrafiła wyjaśnić, co skłoniło je do powiadomienia lekarza o konieczności interwencji, lecz podczas kolejnych rozmów przypominały sobie o ledwo dostrzegalnych objawach sugerujących, że coś jest nie w porządku.

Co ciekawe, niektóre z tych obserwacji nie były dotąd opisane w literaturze medycznej! Neo­natolodzy potwierdzili, że doświadczone pielęgniarki odkryły nieznane wcześniej symptomy infekcji.

Czym jest kobieca intuicja?

Krążą o niej legendy. Jest obiektem setek niesamowitych opowieści i równie dużej liczby dowcipów.

Czy rzeczywiście istnieje? I tak, i nie. Zdaniem części naukowców płeć piękna posiada coś w rodzaju specyficznego szóstego zmysłu, ale „dochodzi on do głosu” tylko przy odczytywaniu przekazów niewerbalnych – a więc zawartych w gestach, mimice czy intonacji. U mężczyzn ta umiejętność jest nieco słabiej rozwinięta. Skąd bierze się różnica?

Istnieją trzy hipotezy na ten temat. Pierwsza dotyczy odmiennego sposobu wychowywania dziewczynek, którym pozwala się na bardziej otwarte okazywanie uczuć niż chłopcom. Zachęca się je też do koncentracji na emocjach, co z kolei ma „uwrażliwiać” na pozasłowną komunikację. Badania psycho­logiczne wskazują jednak, że rodzice traktują dzieci obu płci podobnie.

Druga teoria odnosi się do ról społecznych. Kobiety jako matki odbywają swoisty „trening” komunikacji niewerbalnej, opiekując się niemowlęciem. Ich partnerzy zostają pod tym względem w tyle. Z tym że różnice między­płciowe ujawniają się już w piątym miesiącu życia – a więc na długo przed przyjęciem przez człowieka jakiejkolwiek roli.

Trzecie wyjaśnienie skupia się na kwestiach biologicznych. Według niego panie są ewolucyjnie lepiej przystosowane do obserwowania subtelnych zmian ze względu na to, że przez setki pokoleń trudniły się zbieractwem, podczas gdy mężczyźni zdobywali pokarm jako łowcy.

Ponadto u kobiet nakłady rodzicielskie (ciąża, karmienie piersią, kilkuletni okres pielęgnowania dziecka, zanim osiągnie względną samodzielność) są wysokie, dlatego zależy im na utrzymaniu partnera.

Dobrze rozwinięte zdolności interpersonalne (w tym odczytywanie komunikatów pozawerbalnych) z pewnością w tym pomagają. Każda z tych teorii tłumaczy nieco inny aspekt różnic między płciami, dlatego żadnej nie można obecnie z całą pewnością odrzucić.

Dlaczego czasem lepiej jest nie ­myśleć?

Co zaskakujące, w przypadku intuicji, rozumianej jako korzystanie z nieświadomych zasobów naszej wiedzy, takie różnice w ogóle nie występują! Dowiodła tego dr Agata Sobków z SWPS Uniwersytetu Humanistyczno­społecznego we Wrocławiu.

Podczas eksperymentu prezentowała ochotnikom ciągi liter – pozornie ułożonych przypadkowo. Następnie informowała osoby badane, że kolejnością znaków rządził pewien schemat, lecz żadna z nich nie potrafiła odkryć tej reguły. Później uczestnicy znów zapoznawali się z konfiguracjami liter. Tym razem mieli wskazać, którą stworzono według poprzedniego wzorca. Odsetek poprawnych odpowiedzi był znacznie wyższy, niż gdyby badani wyłącznie zgadywali. Lecz przecież nie znali zasady porządkującej znaki – a przynajmniej nie byli jej świadomi...

Drugie doświadczenie przyniosło podobne rezultaty: na ekranie monitora w różnych miejscach pokazywała się kropka, a uczestnicy mieli w jak najkrótszym czasie wskazać pojawiający się punkt. Wyniki nie pozostawiały wątpliwości – w miarę trwania eksperymentu reakcje były coraz szybsze!

Zupełnie jakby ochotnicy nieświadomie nauczyli się skomplikowanego algorytmu, który odpowiadał za wyświetlanie plamki. W obu testach kobieca intuicja nie dała o sobie znać (panie i panowie byli równie skuteczni), lecz dr Sobków zaobserwowała, że lepsze efekty osiągały osoby, które uznała za otwarte na zdobywanie wiedzy oraz myślące w sposób nieszablonowy. Co więcej, próby racjonalnej analizy – zamiast pomóc – stanowiły przeszkodę.

Skąd się biorą duchy?

To bardzo dziwne uczucie: nagle czujemy na sobie czyjś wzrok. Lekko zmieszani odwracamy głowę i spostrzegamy, że… rzeczywiście ktoś się nam przygląda!

Jak to możliwe? Ronald A. Rensink, kognitywista z kanadyjskiego Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej, twierdzi, że odpowiada za to niezwykła wrażliwość naszych zmysłów, które rejestrują nawet najbardziej subtelne sygnały płynące z otoczenia (na przykład delikatny ruch powietrza albo cichy szmer) i przesyłają je do mózgu.

Określa to zjawisko „wzrokiem umysłu”, lecz jednocześnie przyznaje, że póki co nie jest w stanie go wyjaśnić. Uczony podejrzewa, iż „utajone” bodźce prawdopodobnie trafiają do podświadomości, która – choć nie wie, na czym polega zmiana – nakazuje nam się rozejrzeć. Niektórzy utrzymują, że posiadają szósty zmysł pozwalający im wyczuwać istoty nie z tego świata. Wbrew pozorom wcale nie trzeba ich wysyłać na wizytę u specjalisty.

Naukowe wyjaśnienie obecności duchów przedstawił jakiś czas temu profesor Richard Wiseman z Uniwersytetu w Hertfordshire. Uważa on, że za większością zjawisk para­normalnych stoją… infradźwięki. Jego zdaniem fale dźwiękowe o bardzo niskiej często­tliwości (niesłyszalnej dla ludzkiego ucha) mogą wywoływać fizyczne doznania utożsamiane niekiedy z siłami nadprzyrodzonymi.

Brytyjski psycholog poprosił słuchaczy o zanotowanie swoich wrażeń dotyczących poszczególnych utworów bezpośrednio po koncercie. Melomani nie wiedzieli, że w trakcie jednej z kompozycji emitowano infra­dźwięki.

Okazało się, że wywołała ona u osób badanych mrowienie, przyspieszenie tętna, niepokój, a nawet uczucie czyjegoś dotyku. Ale nie tylko niesłyszalne dźwięki mogą powodować bliskie spotkania z niematerialnymi bytami. Profesor Michael Persinger z Uniwersytetu Laurentyńskiego musiał rozwikłać nie lada zagadkę: jego pacjentka była przekonana, że nawiedza ją Duch Święty.

Neurolog przeprowadził wiele żmudnych testów, by wreszcie odkryć przyczynę halucynacji. Odpowiadał za nie elektroniczny zegar znajdujący się w pobliżu łóżka nastolatki – wytwarzał impulsy elektromagnetyczne podobne do tych, które wywołują atak padaczki. Wystarczyło wynieść urządzenie z pokoju i nocne ­wizyty ustały.

Czy mamy wbudowany GPS?

Ludzie od wieków ­obserwowali przyrodę, chcąc poznać ­swoją ­przyszłość. Gdy szczury nagle opuszczały pokład statku, marynarze obawiali się, że łajba zatonie. Kiedy w popłochu uciekały z miasta, wieszczono, iż wkrótce nadejdzie trzęsienie ziemi.

W legendach o szóstym zmyśle zwierząt tkwi ziarno prawdy, już dawno bowiem odkryto, że na przykład delfiny i nietoperze posiadają umiejętność echolokacji, a niektóre ptaki oraz ryby korzystają z magneto­recepcji, umożliwiającej im wykrywanie kierunku pola ­magnetycznego i wędrowanie na duże odległości.

Co ciekawe, tę ostatnią zdolność mogą mieć ­również ludzie. Joseph Kirschvink z Kalifornijskiego Instytutu Technologicznego jest o tym przekonany. Przeprowadził on eksperyment na grupie dwudziestu czterech ochotników.

Aby usunąć wszelkie bodźce zewnętrzne, umieścił uczestników w tzw. klatce Faradaya w podziemnym laboratorium. Podłączył ich do elektroencefalografu, a następnie uruchomił aparaturę do wytwarzania pola magnetycznego i monitorował reakcje mózgów osób badanych. Ku swojemu zaskoczeniu zaobserwował osłabienie fal alfa.

Według naukowca istnieje na to tylko jedno wytłumaczenie: zmianę musiało wywołać nieświadome odczuwanie wygenerowanej siły. Kirschvink uważa, że istnienie tego fenomenu najprawdopodobniej jest zasługą występującego w komórkach człowieka magnetytu, minerału, którego obecność stwierdzono także u wędrownych ptaków i ryb.

Czy dalsze badania doprowadzą do tego, że GPS stanie się zbędnym gadżetem? Niewykluczone, choć na razie raczej się na to nie zapowiada. Być może w niedalekiej przyszłości wszczepione pod skórę chipy dadzą nam doskonałą orientację w terenie, a specjalne czujniki pozwolą niewidomym widzieć.

Jednak nawet najbardziej zaawansowane technologicznie rozwiązania nie będą w stanie zastąpić towarzyszącej człowiekowi od zawsze intuicji. Nasz naturalny szósty zmysł nie podda się tak łatwo...

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Zobacz również