Szkolna miłość. Czy to może się udać?

Kiełkuje powoli, całymi latami. Szkolna albo studencka miłość. On i ona rozstają się, tracą kontakt, czasem mają swoje rodziny, dzieci. A ich dawna fascynacja dojrzewa. Natalia późno zrozumiała, że mężczyzną jej życia jest chłopak, który kiedyś, zakochany po uszy, pomagał w matmie. Monika odzyskała byłego narzeczonego, który po rozpadzie małżeństwa wreszcie jej powiedział „kocham”. Jeśli więc on mówi: „Kiedyś będziemy razem”, nie wzruszaj ramionami. Nigdy nie wiadomo.

Tekst: Katarzyna Troszczyńska

Reklama

„Kiedyś się z tobą ożenię”, wyznaje Jacek. „Zwariowałeś! Nie kocham cię. To tylko przyjaźń”, odpowiada Natalia. Jest rok 1998. On ma lat 20, ona 19. Od tamtego dnia minęło 15 lat. Są małżeństwem, mają trzy córki, ale wciąż, tak jak dzisiaj, chodzą na randki.

Do stolika podchodzi kelner. Podaje kolację. Jedzenie z talerza Jacka znika powoli. Jeden kęs, drugi, trzeci. Kiedyś Natalię do szaleństwa doprowadzał ten sposób jedzenia. Dziś się uśmiecha. Najwyżej nie zdążą do kina. Ważne, że dziewczynki zostały z nianią, a oni mają swój czas. Patrzy na męża. „Miłość nie jest uczuciem, lecz aktem woli”, przeczytała kiedyś.

– Niewysoki, krępy, z długimi rękami. W szarych spodniach i kraciastej koszuli. Tak go pamiętam z liceum – wspomina Natalia. – Zeszytów nie nosił w plecaku, tylko w teczce. Chodził do o rok wyższej klasy, a ja kochałam się w jego kumplu, najprzystojniejszym chłopaku w szkole. „Piękny i Bestia”, mówiłyśmy o nich z przyjaciółką i obserwowałyśmy na przerwach. Tyle że Piękny nie zwracał na mnie uwagi.

Zima 1996 roku. Kiermasz w szkole. Natalia pomaga przy stoisku z ozdobami świątecznymi. „Zrobiłaś chociaż którąś sama?”, słyszy żartobliwy głos. Obok niej staje przyjaciel Pięknego. „Szukam czegoś dla babci”, mówi. Natalia rozgląda się. Niestety, przyszedł sam. „A jaka jest twoja babcia? Ciepła czy raczej surowa”, dopytuje. W końcu wybierają ręcznie robioną bombkę. Natalia zawija ją w papier. „Jacek”, przedstawia się on. „Słyszałam, że udzielasz korepetycji z matmy, wpadłbyś w sobotę, mam klasówkę?”, wypala Natalia.

Po latach on wyzna: „Tego dnia się zakochałem. „Pięknie tu”, kilka dni po kiermaszu Jacek rozgląda się po dużym domu na wrocławskim Zaciszu. Mamę Natalii całuje w rękę. Ona zaprasza na obiad. Przy stole Jacek bawi rodziców rozmową. „Wspaniały chłopiec. Tak dobrze wychowany”, mówi mama po jego wyjściu. „To tylko kolega. Przyszedł pomóc mi w matmie”, mówi naburmuszona Natalia. Ale tamtego dnia nie rozwiązali nawet jednego zadania. Rozmawiali o Gombrowiczu i wyborach samorządowych. No i oczywiście o Mateuszu, czyli Pięknym.

„Bardzo mi się podoba”, wyznała ona. „Tobie też?”, zaśmiał się Jacek. Wychodząc, rzucił: „Nie zrobiliśmy tej matmy, może wpadnę jutro?”. Natalia: – Ułożony, spokojny, świetnie się uczył. Moje przeciwieństwo, bo od zawsze byłam królową chaosu. W towarzystwie Jacka czułam się bezpiecznie. Zaprzyjaźniliśmy się. I to on dawał mi więcej. Nie umiałam rozwiązać zadań z matematyki? Tłumaczył przez telefon. Zapomniałam wypożyczyć lektury? Jechał do biblioteki. Pasjami graliśmy w scrabble’a. W szkole raczej udawaliśmy, że się nie znamy. Tylko „Cześć”, „Cześć”.

Wstydziłam się tej znajomości. Ja, atrakcyjna dziewczyna, i on, Bestia? Ale liczyłam, że poznam Mateusza. Jacek się jednak nie palił, by mi w tym pomóc. Mówił: „Mat często zmienia dziewczyny, za wrażliwa jesteś dla niego”. Mieszkanie w wieżowcu. Z mnóstwem książek. Jacek organizuje urodziny. Zaprosił ludzi z klasy i Natalię. Stoi sama w kuchni, gdy podchodzi piękny Mateusz. „Co tam? Nudzisz się z nami? Ciekawe dlaczego twój chłopak tak mało o tobie mówi?”, zagaduje. Pierwszy raz od miesięcy obdarza ją dłuższym spojrzeniem. „To nie mój chłopak!”, Natalia się oburza i nie może uwierzyć we własne szczęście.

On tuż przed jej wyjściem wyznaje „Nie wiedziałem, że jesteś taka fajna”. Prosi: „Zostawisz numer?”. – Kolejne tygodnie żyłam jak na skrzydłach. – opowiada Natalia. – Pierwsza randka, pocałunek. Kwiaty i teksty angielskich piosenek, które Mateusz zapisywał na kartkach i dawał mi z dedykacją. Jacek zszedł na dalszy plan. „Gdyby dzwonił, powiedz, że wyszłam. Nie mam dla niego czasu. Jest nudny”, mówiłam mamie. I opowiadałam, jak na imieniny dał mi skrzynkę znalezioną na strychu, z przyklejoną w środku żabką. Nie to co Mateusz, romantyk. Tylko że pół roku później ten wspaniały Mateusz mnie zostawił.

„Zejdziesz do mnie, proszę”. W niedzielny wieczór Natalia stoi zapłakana pod blokiem Jacka. „Dobrze, zaraz”, wzdycha on do domofonu. „Mówiłem ci”, tłumaczy później. Spacerują nad Odrą, on wyciąga chusteczkę, próbuje zetrzeć z jej twarzy łzy. „On się w tobie kocha”, wyrokuje Beata, przyjaciółka. „Niech spada”, burczy Natalia i czuje wstyd. Nie powinna tak mówić o przyjacielu. Nie odzywała się do niego wiele tygodni. Ale wystarczyło, by wykonała jeden ruch i on jest, by ją wspierać.

Natalia: – Znów widywaliśmy się kilka razy w tygodniu. Zwykle Jacek przychodził do mnie. Białe kubki z herbatą, ciasteczka, świeczka – rekwizyty naszych spotkań. Czy wtedy uwierzyłam przyjaciółce? Nie zastanawiałam się. Miałam złamane serce. Ale przestałam wstydzić się znajomości z Jackiem. Mijały miesiące. On zdał na ekonomię, ona przygotowywała się do matury. Wciąż byli nierozłączni. To jemu pierwszemu opowiedziała, że jej rodzice się rozwodzą. To on poszedł z nią na uniwersytet dowiedzieć się, czy zdała na socjologię. I pocieszał, gdy okazało się, że nie dostała dostatecznej liczby punktów.

Fizyczność? – Tylko raz, niedługo po moich nieudanych egzaminach – opowiada Natalia. Początek lipca, pociąg relacji Warszawa–Hel. O świcie, we Władysławowie, na Natalię i Beatę czeka Jacek. Mieszka na polu namiotowym, pływa na desce. Jest instruktorem. „Są jacyś przystojni surferzy?”, dopytuje przyjaciółka. „Ja nie wchodzę w grę?”, pyta Jacek. Dziewczyny parskają śmiechem. Ale wieczorem Natalia się nie śmieje.

Na plaży dochodzi do wniosku, że Jacek nie ma już za długich rąk. Ma za to fajne ciało i świetnie pływa. Potem jest mnóstwo alkoholu, impreza surferów trwa do rana. W środku nocy wymykają się we dwójkę na plażę. „Raz, dwa, trzy”, liczą z Jackiem spadające gwiazdy. „Chciałabym się zakochać”, mówi ona. I całuje pierwsza. Budzi się z bólem głowy i wyrzutami sumienia. „Kiedyś się z tobą ożenię”, wyznaje dwa dni później Jacek, żegnając ją na dworcu. „To była tylko jedna noc. Nic z tego nie będzie”, Natalia unika jego wzroku.

Oboje wiedzą, że długo się nie zobaczą. Ona nie dostała się na studia i wyjeżdża do Szkocji pracować jako opiekunka i uczyć się angielskiego. W Edynburgu na początku dużo o nim myśli. „Uczę się całymi dniami, wieczorami zmywam w pobliskiej restauracji. Jest zimno i ciemno. Chcę wracać”, pisze do niego w listach. „We Wrocławiu też zimno. Też dużo się uczę, ale to lubię. Uważam, że powinnaś próbować jeszcze raz zdać na studia. Studenckie życie jest fajne”, odpisuje on.

Korespondują przez pół roku. Ale z czasem ich drogi się rozchodzą – tak myśli ona. Nie chce czytać o znajomych, którzy studiują. Zazdrości im. „Nie wrócę. Nie widzę dla siebie miejsca w Polsce, pojadę do Australii”, pisze w jednym z ostatnich listów. „Tęsknię”, odpowiada Jacek. Ale Natalia poznaje chłopaka, potem drugiego, trzeciego...

Kolejny rozdział w jej życiu – Sydney. Jednak zanim wyjedzie, wpada do Polski. Dzwoni do Jacka: „Jest na wakacjach w Stanach, będzie pod koniec września. Podam ci maila”, mówi jego tata. Natalia nie pisze. Od znajomych dowiaduje się, że Jacek jest zakochany. – Przez kilka dni nie mogłam spać. Może się pomyliłam? Może niepotrzebnie szukam, a to on jest „tym facetem”, myślałam. Nie wiedziała, że jego dziewczyna jest tylko plastrem na miłość do niej. I że on codziennie o niej myśli. Ogląda zdjęcia, czyta listy. Wierzy, że Natalia wróci do kraju.

„Zorganizujemy imprezę na twoją cześć!”, decydują przyjaciółki, gdy Natalia po trzech latach przyjeżdża z Australii do Polski. Obdzwaniają dawnych znajomych. Knajpa w centrum miasta. Przy barze kłębi się tłum. „Bosko wyglądasz”, komplementują ją goście. Nagle wzrok Natalii pada na niewysokiego blondyna, który stoi gdzieś z tyłu. Patrzy na nią zmrużonymi oczami. „ Jacek? Ale się zmieniłeś”, Natalia nie potrafi ukryć zdziwienia. Widzi przystojnego faceta. „Ty też wyglądasz nieźle”, uśmiecha się on. – Usiedliśmy w kącie – opowiada Natalia. – Gadaliśmy pół nocy. I pierwszy raz w życiu to ja słuchałam jego.

„Masz kogoś? – spytałam. – Teraz nie, żadna dziewczyna mi nie pasuje. A ty? – Nie mam”, skłamałam, choć zostawiłam w Sydney narzeczonego. Miesiąc później napisałam do Jacoba: „Zostaję w Polsce”.

Podwarszawskie Łomianki. Dom jest nieduży, ale funkcjonalny. Na górze cztery sypialnie, na dole salon z kuchnią i gabinet do pracy. Natalia parzy herbatę, kroi ciasto marchewkowe. „Mąż je uwielbia”, uśmiecha się. I dodaje: – Nie wiem, jak mogłam przez lata nie zauważyć tak fajnego faceta obok. A może musiałam dorosnąć? Przeżyć kolejne zawody miłosne, wszystko przewartościować? Nasz związek dziś? Właściwie bez kryzysów. Uzupełniamy się. Ja wciąż królowa chaosu znalazłam przy nim równowagę, on mówi, że dzięki mnie odkrywa emocje. Patrząc na rozpadające się pary, wiem, w czym problem. Zaczynają od namiętności i pasji. My mieliśmy najpierw przyjaźń, a po latach miłość. I tak jest lepiej.

„Miłość mojego życia”, mówi o Rafale Monika. Był jej pierwszym „poważnym” chłopakiem, jeszcze na studiach planowali ślub. Ale z dnia na dzień zostawił ją dla innej. Po latach odszukała go na Naszej klasie. Znów są razem. Za miesiąc urodzi im się syn. Skrzydło samolotu przechyla się raz w jedną, raz w drugą stronę. „Zaraz spadniemy”, denerwuje się Monika. Rafał łapie ją za rękę. „To turbulencje, zamówię ci wino”. Ich wyjazd na zgodę. Kierunek: Szwecja, jej ukochany kraj, do którego on nigdy nie chciał polecieć. Rok wcześniej. Monika rozlewa kawę z filiżanki. Drżą ręce, choć w środku jest spokojna. „Zakochałam się? – śmieje się wyniośle.

– Nie muszę się zakochać, żeby wiedzieć, że jest mi z tobą źle i nie mam ochoty dłużej tak żyć”. Rafał patrzy odrętwiały, nie widziała go w takim stanie. „Ale ja chcę z tobą spędzić resztę życia. Powiedz tylko, co zrobić?”. Na spotkaniu u psychologa Monika wyrzuca: „Dlaczego ja mam się starać? Zresztą może mu nie wybaczyłam, że kiedyś odszedł? Chcę wyrównania rachunków”.

Ferie kilkanaście lat temu. Szczyt Kasprowego, Monika wychodzi z koleżankami z kolejki. Widzi smukłego, wysokiego szatyna. „Ale fajny!”, zauważa Monika. Czuje, że szybciej bije jej serce. On też się przygląda, w końcu uśmiecha. „Chyba widzieliśmy się na górze”, pół godziny później zaczepia ją pod wyciągiem. Jeszcze tego samego wieczoru spacerują po Zakopanem, trzymając się za ręce. „M plus R równa się miłość od pierwszego wejrzenia”, pisze on patykiem po śniegu. Do domu wracają jako para. On studiuje architekturę w Warszawie, ona anglistykę w Gdańsku. Przez ponad rok co weekend do siebie jeżdżą.

„Przeprowadź się do stolicy, możesz przenieść się tu na studia”, prosi w końcu on. Siedzą w knajpce w Sopocie, Rafał kładzie jej głowę na kolanach. Wiele lat będzie pamiętała ten gest. Rozmowa z rodzicami. Tata zamyślony, mama sceptyczna: „Monisiu, czy to jest dobry pomysł ryzykować wszystko dla tego chłopca? Nie ufam mu”. Babcia, która przysłuchuje się rozmowie, jest bardziej dosadna. „To mężczyzna musi się starać. Niech on się przeprowadzi”. Ale Monika nie słucha. Przenosi się do Warszawy. Wynajmuje kawalerkę, Rafał często u niej śpi. Ale gdy ona w końcu proponuje: „Zamieszkaj ze mną”, robi uniki.

„Tu się nawet mój komputer nie zmieści”, mówi, ale nie proponuje, żeby wynajęli coś większego. „Nie rozumiem, co się stało, mam wrażenie, że od kiedy jesteśmy bliżej, mniej mu zależy”, Monika wypłakuje się mamie. Kłócą się z Rafałem. Potem on wraca, wyznaje miłość, przez chwilę jest dobrze i znów to samo.

Dworzec Warszawa Centralna, czwarta rano. Monika cieszy się, że już wiosna. Jedzie na kilka dni do Trójmiasta, a morze wiosną pięknie pachnie. Przytula Rafała i pyta: „Powiedz, co się stało? Jakiś dziwny ostatnio jesteś”. „Przepraszam, nic z tego nie będzie, wypaliło się. Jest ktoś inny w moim życiu”, Rafał patrzy na czubki butów. Przez kolejne dni Monika czeka, że on zadzwoni, wyjaśni, to niemożliwe, żeby przestał kochać. Ale on nie dzwoni. Ani tydzień później, ani miesiąc. Książki, płyty, zostawione przez niego ubrania i zielona szczoteczka do zębów.

Monika wkłada wszystko do kartonu i zakleja. Ale nie wyrzuca. Mijają lata. Ona kończy studia, wraca do Trójmiasta, pracuje w szkole językowej. Czasem słyszy coś o Rafale od znajomych. Obronił dyplom, ma dziewczynę, ożenił się. –Wiadomość o jego ślubie była jak zimny prysznic. Ja wciąż marzyłam, że mnie odnajdzie i znów będziemy razem. Wreszcie musiałam zrozumieć, że to mrzonki – mówi. Inne miłości? Miałam kilka przelotnych związków. Z jednym chłopakiem planowałam nawet ślub. Dwa miesiące przed ceremonią babcia spytała: „Czy ty go kochasz?”. Znała mnie. Nie kochałam. Ale miałam 30 lat, chciałam stabilizacji. Krótko po rozmowie z babcią zostawiłam narzeczonego.

W 2008 roku Monika zakłada konto na Naszej klasie. „Można tam znaleźć każdego”, mówi przyjaciółka. Pierwsze hasło jakie wpisuje, to: „Rafał G., Warszawa, architekt”. Trafia na jego profil. „Odezwać się?”, radzi się przyjaciółki. „Jak ma cię to męczyć, to tak”. Zanim Monika wyśle wiadomość, myśli: „Ma na pewno wielki brzuch, trójkę dzieci, a wieczory spędza przed komputerem”. Odpowiedź przychodzi następnego dnia: „Byłem wczoraj z córeczką w kinie. Co u ciebie? Masz dziecko?”.

Od tej pory piszą codziennie, wymieniają zdjęcia. Monika: – To była relacja przyjacielska. Przynajmniej z jego strony. Kilka razy wymknęło mu się, że przechodzą kryzys z żoną. Że bywa źle. Koleżanka z Warszawy zaprasza Monikę na weekend. Ta przy okazji umawia się z Rafałem w kawiarni na Nowym Świecie, tam gdzie kiedyś często spędzali czas.

– Wbiegł w garniturze, przytulił mnie, trzęsły mu się ręce. Opowiadał o żonie, że go zdradziła, o córce, że chce o nią walczyć. Wyszłam na miękkich nogach. Napisałam do koleżanki: „To był błąd, nie powinnam się spotykać, jestem rozbita”. Monika przysięga sobie: nie odezwę się pierwsza. Ale jeszcze tego samego dnia pisze: „Zmartwiłeś mnie. Jakby coś, możesz na mnie liczyć”. Niedługo potem Rafał rozstaje się z żoną.

„Przyjedź. Odreagujesz. Jak chcesz, weź córeczkę”, proponuje Monika. Dziewczynka ma pięć lat, jasne włosy i oczy Rafała. Dużo się uśmiecha. „Dlaczego to nie jest moje dziecko?”, Monika nie potrafi pozbyć się natrętnych myśli. Od tego spotkania jest na każde jego zawołanie. Szuka pretekstów, by przyjeżdżać do Warszawy, śpi u niego, ale na kanapie. „Kim ja dla ciebie jestem?”, pyta w końcu. „Najlepszą przyjaciółką”, odpowiada Rafał. Nokaut, przecież nie na to liczyła.

Wraca do Trójmiasta, wyciąga karton z rzeczami Rafała i pali je w ognisku. Stare listy i ciuchy. Następny krok – odcina się. Nie odbiera telefonów, nie odpisuje na maile. Po dwóch miesiącach on przesyła SMS-a: „Chciałbym pogadać, proszę! I Maja za tobą tęskni”. „Przyjedź, jak chcesz”, odpisuje Monika, choć wie, że nie powinna. „Wyjdziesz za mnie? Nie wyobrażam sobie, żeby ciebie nie było”, wyznaje Rafał, kiedy siedzą w ich ulubionej knajpce. – Zgodziłam się – mówi ona. – Ale następnego dnia pomyślałam: to był sen. Cena takiej relacji? Lęk. Że on znów odejdzie, że za chwilę się zakocha.

To Monika angażuje się bardziej, znów jedzie do Warszawy, bo on ma tu córkę i dobrą pracę, a szkoły językowe są wszędzie. A najtrudniejsze są spory o dziecko. Monika z zazdrością patrzy na zaokrąglony brzuch koleżanki. „Też chciałabym być mamą”, mówi głośno. Rafał przytula się do niej: „Nie może być tak, jak jest? Nie chcę już dziecka. Mamy Maję”. „To ty masz Maję!”, złości się Monika. Zaczynają się kłótnie i jego ucieczki. Jak kiedyś, do kolegów, do biura, do córki. Tylko że Monika jest już starsza i silniejsza. Ale przychodzi dzień, gdy trzęsącymi się rękami rozlewa kawę.

Wie, że dłużej nie będzie tak żyć. To on prosi: „Zostań, kocham cię”. I mówi: „Chcę mieć z tobą dziecko”. Monika: – Lekcja wyniesiona z naszego kryzysu? Musiałam uwolnić się od żalu porzuconej kiedyś dziewczyny. Zapomnieć o bólu, który męczył mnie latami. I zrozumieć, czego sama chcę. Zaczęłam od prostego „nie”. Nie – nie pojadę na wakacje w góry, chcę do Szwecji. Nie – nie chcę jutro zapraszać całej twojej rodziny na obiad. Umówmy się na następną niedzielę. „Nie” to i „nie” tamto.

Mówiłam bez strachu, że go rozczaruję. „Jesteś, jaka jesteś”, przekonywał mnie Rafał. Dziś czuję się w końcu jego partnerką. Kocham go, ale już nie obsesyjnie. Wiem, że zawsze mogę odejść. Nie chcę, ale mogę.

Katarzyna Troszczyńska

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Więcej na temat:

Zobacz również

  • Wkrótce po ślubie mój syn wydawał się szczęśliwy. Teraz jednak coraz częściej młodzi się kłócą. Synowa nieustannie go krytykuje i ma mu coś do zarzucenia. Widzę, że on traci cierpliwość. Mojemu... więcej