Rodzinne sekrety i kłamstwa

Tajemnice są w każdej rodzinie. Romans dziadka, kolaboracja któregoś z kuzynów, grzechy ciotki... Jakaś hańba, jakiś dramat. O tym się nie mówi. A po upływie wielu lat często nawet nie pamięta. Jednak tylko na pozór. Sekrety rodzinne wpływają na twoje życie. Jakby ktoś napisał dla ciebie scenariusz, a ty tylko masz odgrywać zadaną rolę. A jeśli ci ona nie pasuje, jeśli chcesz żyć według własnych reguł? Odkoduj historię rodu, rozwiąż zagadki jak Anna, Ola i Barbara.

Zdjęcie

Tajemnice są w każdej rodzinie /123/RF PICSEL
Tajemnice są w każdej rodzinie
/123/RF PICSEL

Anna była zdziwiona. Od dwóch miesięcy nosiła się z myślą, by powiedzieć matce o rozwodzie. Ale matka... Na samą myśl o jej zdegustowanej minie Ance robiło się słabo. Podejrzewała, co matka powie: „No pewnie, że cię zdradził. A coś ty myślała? Popatrz na siebie!”.

Od najmłodszych lat Anka słyszała tylko, jaka jest do niczego, beznadziejna, tępa, niezgrabnie się rusza, brak jej kobiecego wdzięku w przeciwieństwie do młodszej siostry Madzi. „Rozwodzimy się. On mnie nigdy nie kochał. Niepotrzebnie zmuszałam go do tego małżeństwa” – powiedziała więc Anka i dopiero wtedy nabrała odwagi, by spojrzeć matce w twarz. A ona... płakała. „Dziecko, to moja wina, to wszystko moja wina, gdybyś ty wiedziała, jak ja ci zniszczyłam życie” – wyszeptała tylko i zaczęła córkę tulić, całować po włosach. „Boże, przecież ona mnie od lat nawet nie pogłaskała, co się stało!” – kołatało się Ance w głowie. Bo rozumiała, że zaszło między nimi dwiema coś ważnego.

Reklama

Ale co?

Ola poszła na imieniny ciotki, choć jej się nie chciało. Od dawna właściwie nic już jej się nie chciało. Była w poradni zdrowia psychicznego i nic. Jakby ktoś wymazał z niej mokrą gąbką całą radość istnienia.

W kuchni pomagała ciotce wykładać ciasteczka na patery. Mama i babcia paliły papierosy przy kuchennym stole. „Nie miej takiej ponurej miny, pozbieraj się, bo skończysz jak Janka!” – zawołała ciotka w pewnej chwili. „Cisza! Nie gadaj, Bożena!” – krzyknęła babcia głosem ostrym jak brzytwa. Janka... Ola często słyszała, że ma podobne do niej spojrzenie, że ją przypomina. Ale gdy próbowała dowiedzieć się czegoś więcej o Jance, ciotecznej babce, wszyscy milkli.

Jakby kryła się za tym jakaś tajemnica. Barbara lubiła wizyty u swojego taty. Tym razem oglądali stare zdjęcia. Niewiele ich było, Basia znała je prawie na pamięć, ale teraz dostrzegła szczegół, na który wcześniej nigdy nie zwróciła uwagi. Na pożółkłej fotografii widać roześmianego chłopca siedzącego na drewnianym samochodziku. Ktoś ten samochodzik ciągnął po podłodze, widać było nawet sznurek i dłoń. Dziecięcą.

„Tato, z kim się bawiłeś, kto tu jest?” – zainteresowała się Basia. Ojciec poderwał się z kanapy, wyszarpnął zdjęcie z rąk córki tak gwałtownym ruchem, że przedarło się na pół. „To nikt. Dla ciebie nikt, słyszysz!?!” – krzyknął. Dlatego Basi zapadło to zdarzenie w pamięć: tata nigdy nie podnosił na nią głosu. Czyli to musiał być ktoś ważny, kto ciągnął sznurek z samochodzikiem. Ale kto?

Rodowy dekalog

Od kogo zależymy? Kto wpływa na nasze życie? Wbrew pozorom, nie jesteśmy wcale jak biała, niezapisana karta. W bajce o Śpiącej Królewnie nad kołyską tytułowej bohaterki pojawiają się wróżki z zaklęciami – darami.

W prawdziwym życiu nad twoim łóżeczkiem pojawia się korowód bliskich: krewnych, kuzynów. Twoja edukacja jako członka danej rodziny zaczyna się już w chwili narodzin. Czy twoje przyjście na świat było świętem, czy raczej rozczarowaniem?

Co było ci wolno jako dziecku, a co było niedopuszczalne? Jak powinnaś żyć. Tego wszystkiego uczysz się od maleńkości. Lekcje nie zawsze są łatwe. Rodziny rządzą się swoimi prawami. Przede wszystkim są to zasady rodzinne w większości niepisane, ale znane świetnie domownikom.

„Ojcu nie zawracaj głowy swoimi głupotami, mężczyźni są od innych spraw” – krótko rzucała do Anki matka, gdy mała dziewczynka szła do taty opowiedzieć, co w szkole. „Nie maż się. Kobieta musi być silna” – to z kolei mówiono Oli, która na podwórku zdarła kolana do krwi. „Umiesz liczyć? Licz na siebie” – słyszała Basia. A jeszcze inne przekazy: „Z ludźmi należy dobrze żyć, bądź dla innych miła”, „Nie pożyczaj”, „Nie ufaj obcym”, „W naszej rodzinie mężczyźni źle kończą”.

Każdy, kto chwilę zastanowi się nad tym, co słyszał od krewnych i kuzynów, przypomni sobie morały historii opowiadanych przy okazji świąt, imienin, Zaduszek, uświadomi sobie istnienie własnego rodzinnego dekalogu. Nie wszystkie zasady są wypowiadane na głos – o niektórych członkowie rodziny po prostu wiedzą. Wiadomo, że nikt nie kończy w naszej rodzinie edukacji na liceum. Jest oczywiste, że „my się nie rozwodzimy”. Albo że w naszej rodzinie kobiety potulnie znoszą agresję mężów.

Ten, kto się wyłamie, nie otrzyma od bliskich wsparcia, spotka się z niezrozumieniem, a nawet zostanie potępiony, odrzucony. Bo najważniejszą regułą, zgodnie z którą funkcjonują wszystkie rodziny, jest lojalność wobec swoich. Czyli wobec większości.

Oprócz zasad i mitów rodzinnych, o których się mówi albo których istnienia wszyscy jesteśmy świadomi, choć o tym nie rozmawiamy, jest jeszcze cała sfera tabu. Matka Anny nad łóżeczkiem córki milczała. I potem milczała. „Nigdy nie byłyśmy razem na wakacjach, mamy ledwie kilka wspólnych zdjęć, na wszystkich matka jest skrzywiona, nawet na mnie nie patrzy.

Czułam to, gdy byłam dziewczynką, a dopiero potem zrozumiałam: matka mnie nie kocha. Bo ja się nie nadaję do kochania!” – wspomina Anka. Tak wytłumaczyła sobie oziębłość i niechęć matki już jako dorosła kobieta. Bo za bardzo bolało, tym bardziej że młodszą córkę Madzię matka hołubiła. „Ma oczy jak Janka” – szepnął ktoś z trwogą nad maleńką Olą, której twarz ledwie wystawała spod becika. I niezależnie od tego, czy to była prawda, jedno zdanie rzucone mimochodem stało się programem, według którego potoczyło się odtąd życie Oli.

Im bardziej wszyscy patrzyli, czy aby nie za bardzo przypomina ona Jankę, tym bardziej, paradoksalnie, Ola stawała się do niej podobna. Miała wrażenie, że ciągle jest obserwowana, oceniana. Czuła się obco.

„Z niej taka samotnica – pustelnica. W kogo ona się wrodziła?!” – wzdychała mama, a Ola, już kilkunastoletnia, potrafiła w myślach dopowiedzieć: „Pewnie w tę Jankę”. Coś było nie tak z tą cioteczną babką Janką, o której nikt nie chciał wprost rozmawiać. I co się z nią stało? Jej grobu nie było na miejskim cmentarzu, na którym Ola zapalała znicze zmarłemu dziadkowi, pradziadkowi, prababce...

W historii naszych bliskich, naszych rodów są luki. Białe plamy. Co było tam wcześniej, co tak starannie wyczyszczono? Kto był na zdjęciu razem z maleńkim ojcem Basi? Czyja ręka pociągała za sznurek z samochodzikiem?

Klucz do historii

Rodzina jest systemem, jest jak żywa istota: by trwać w spokoju, musi czasem poświęcić prawdę, a czasem nawet musi poświęcić poszczególnych swoich członków.

Dzieje się tak wtedy, gdy w historii rodu wydarzyło się coś trudnego, nawet strasznego. Wtedy łatwiej jest odciąć to, co boli, a bywa, że i tego bólu sprawcę, niż szukać rozwiązania. Tyle tylko że to, co wyparte i zapomniane, nigdy tak naprawdę nie znika.

Dobrze znasz ten mechanizm z własnego życia: chcesz zapomnieć o byłym mężu, o pracy, w której doświadczyłaś mobbingu, ale im bardziej starasz się nie myśleć o złych doświadczeniach, tym częściej one wracają. We wspomnieniach, w snach, w niezrozumiałych reakcjach, gdy nagle zaczynasz krzyczeć na swojego obecnego męża, bo zrobił coś, co dokładnie tak samo robił tamten poprzedni, i stary ból odżył.

Rodziny też tak mają. W kolejnych generacjach powraca znany od pokoleń problem. Anne Ancelin Schützenberger, francuska profesor psychologii, autorka bestselleru Tajemnice przodków.

Ukryty przekaz rodzinny (we Francji książka sprzedała się w rekordowym nakładzie pół miliona egzemplarzy), nazywa to zjawisko kryptą i widmem. Jakby z niedomkniętego grobu wymknął się duch człowieka, którego spotkał straszny los, który zhańbił rodzinę, i nawiedza kogoś z żyjących obecnie.

Tyle tylko że to nie żaden duch, to po prostu przestrzeń wokół nas, duszna od sekretów i niedopowiedzeń, sprawia, że wybieramy taką, a nie inną drogę życia i nieświadomie powtarzamy los „widma”.

Po kilku latach wędrówki od jednego specjalisty do drugiego Ola, zupełnie przypadkiem, trafiła do terapeuty rodzinnego, interesującego się psychogenealogią. Już na pierwszej sesji zajęli się rysowaniem genogramu – psychologicznego drzewa genealogicznego, na którym zaznaczamy daty narodzin i śmierci bliskich, ale i ważnych wydarzeń (poronienie, przyjęcie do szpitala psychiatrycznego, emigracja), a także rodzaj relacji łączących poszczególne osoby (bliska, bardzo bliska, konfliktowa, zerwanie więzi). Dopiero patrząc na rysunek, Ola zdała sobie sprawę z tego, jak niewiele właściwie wie o swojej rodzinie.

Jak zmarła prababka? A cioteczna babka Janka? Uderzyło ją coś jeszcze: zarówno prababka, cioteczna babka, jak i ona sama, były bardzo luźno związane z innymi członkami rodziny. Takie właśnie „pustelnice”, odludki. Ale dlaczego?

Ola nie miała pojęcia. Postanowiła więc to wyjaśnić, bliżej przyjrzeć się rodowej historii. Nagle pojęła, że być może w niej właśnie kryje się wyjaśnienie nawracających epizodów depresyjnych, z którymi od tylu lat walczyła. Anne Ancelin Schützenberger radzi, by na psychologicznym drzewie genealogicznym rodziny umieścić jeszcze inne informacje: daty ważnych wydarzeń historycznych (wybuch wojny, powstania, rozruchy, katastrofy naturalne, kryzysy polityczne, gospodarcze).

Czemu to ważne? Bo wszystkie takie rewolucje wpływają też na rodziny. Powodują stres, nieraz nawet wystąpienie syndromu stresu pourazowego. Amerykańska psycholożka i lekarka Josephine Hilgard przebadała kilka tysięcy kartotek zgromadzonych w archiwum jednego ze szpitali psychiatrycznych i stwierdziła, że pojawienie się psychozy w wieku dorosłym może mieć związek z powrotem traumy okresu dziecięcego wywołanej takimi zdarzeniami, jak śmierć jednego z rodziców, zwłaszcza tragiczna, ciężka choroba, wypadek w najbliższej rodzinie.

Zadziwiająco często pacjenci byli przyjmowani do szpitala na leczenie dokładnie w rocznicę takiego wydarzenia. Ola ze zdumieniem odkryła, że w jej przypadku też miało to miejsce: prababka zmarła przecież w czasie wojny, a jej córka, Janka w 1968 roku, w którym w Polsce miały miejsce antysemickie wystąpienia, tysiące osób zmuszono do emigracji. Warto na genogramie wypisać też ważne zasady rodzinne, a także wynotować przedmioty, które zdają się mieć w życiu rodziny szczególne znaczenie, którego być może nie pojmujemy.

W mieszkaniu babki Oli w kredensie, na zaszczytnym miejscu spoczywał... kapelusz.

Należał do jej ojca – tyle Ola wiedziała. Gdy zaczęła interesować się dziejami swojej rodziny, dowiedziała się, że było tak: pradziadek zginął pierwszego dnia powstania warszawskiego, wracał do domu, trafiła go zbłąkana kula. Gdy po upadku powstania rodzina wychodziła z miasta do obozu przejściowego, babci wręczono ten właśnie kapelusz.

Tylko to zostało z jej rodzinnego domu, jedyna pamiątka.

Ten kapelusz był przez całe lata świadkiem wielu ważnych rodzinnych zdarzeń, „uczestniczył”, leżąc na półce w kredensie, widoczny dla wszystkich, w każdej Wigilii, chrzcinach, przyjęciach zaręczynowych.

Ale był też jak przesłanie – nic dziwnego, że w tej rodzinie nadrzędna zasada brzmiała: „Nie łudź się, nie miej nadziei, nie przywiązuj się do tego, co masz, bo w jednej chwili możesz stracić wszystko”. I rzeczywiście: wszystkim członkom rodu towarzyszyło poczucie tymczasowości, lęku.

Odkodowanie rodzinnej historii – przykazań, mitów, powtarzających się rocznic, przedmiotów kluczy (jak ten kapelusz), widm z krypty – pozwala wreszcie na życie naszym własnym życiem.

Opatrunek na stare rany

A jak tę historię odkodować? Oli pomagał terapeuta. To on zadawał pytania, na które odpowiedzi Ola nie znała, musiała więc zacząć zbierać informacje o swojej rodzinie.

Dowiedziała się, że prababcia wcale nie zginęła podczas wojny – popełniła samobójstwo, co rodzina starannie zatuszowała. Na swoje życie targnęła się także cioteczna babka Janka. Tego faktu nie dało się już ukryć, proboszcz nie zgodził się na pochówek na rodzinnym cmentarzu, Janka spoczęła więc w innym mieście. Teraz Ola rozumiała już rodzinny niepokój: wszyscy się bali, że ona jest taka jak Janka i że tak samo skończy. Dziwne, ale Olę ta wiedza uspokoiła.

Napady paniki znikły. Ola wiąże to z czymś jeszcze: pojechała do miasta, w którym znajdował się grób ciotecznej babki Janki. Zapaliła znicz. Miała wrażenie, że oto sprawiedliwości stało się zadość. Rodzinne rachunki zostały wyrównane. Jakby widmo zostało na zawsze zamknięte w krypcie.

U Anki i Basi pomógł przypadek. Basia otworzyła firmę internetową i kiedyś zaproszono ją do telewizji śniadaniowej. Po emisji programu do telewizji zgłosił się człowiek, podający się za wuja Barbary.

Spotkali się. Basia usłyszała historię rodziny z Kielecczyzny: jej ojciec nie chciał zostać na ojcowiźnie, pracować na roli, wolał szukać szczęścia na Śląsku.

Został inżynierem, ale rodzina go wyklęła, odrzuciła, bo zadziałał wbrew wielowiekowej tradycji rodu i jego regule: „ziemia jest najważniejsza”. Barbara odwiedziła cioteczne siostry i braci. Zorganizowała rodowy zjazd we wsi, z której uciekł jej tata w poszukiwaniu lepszej przyszłości. Wakacje spędziła w gospodarstwie ciotecznej siostry, tej najstarszej, z którą Basia szybko znalazła porozumienie.

Nigdy nie miała przyjaciółek, a tu nagle bratnia dusza. I do tego siostra! Gdy matka Ani zmarła, trzeba było uporządkować rzeczy w jej mieszkaniu. W którejś z szuflad Anna odkryła pamiętnik matki. I nagle wszystko stało się jasne. Matka pochodziła z tradycyjnej rodziny. Miała dwadzieścia dwa lata i krewni pewnie wytykaliby jej, że jest starą panną.

Na szczęście od czterech lat była zaręczona z majętnym kawalerem. I wtedy on poznał inną. Zerwał z matką Ani. Jej rodzina nie mogła się pogodzić z taką „hańbą”. „Zmarnował ci najlepsze lata!”, „Wykorzystał cię, pewnie zepsuł, i żeni się z inną!”. Za namową kobiet z rodziny matka poszła do byłego narzeczonego. Zabrała ze sobą butelkę malinówki.

Trzy miesiące później była już w ciąży. Kawaler umiał się zachować, ale małżeństwo okazało się kompletną klęską. Nieszczęśliwa i sfrustrowana matka o niepowodzenie obwiniała Anię. Nawet kiedyś wyrwało jej się: „Jesteś największym błędem mojego życia”. Dopiero lektura pamiętnika uświadomiła Ance, że nie ona była błędem: pomyłką była obrana przez matkę strategia. To było jak opatrunek na starą ranę.

Anka przestała czuć się winna. Przestała też zadręczać się myślami o nieudanym małżeństwie, mężu, który ją zdradzał. Zrozumiała: warto zaczekać na mężczyznę, który pokocha ją taką, jaka jest. Na komodzie w salonie Ania ustawiła oprawioną w ramki fotografię mamy, jedyną, na której widać jej uśmiech. Może na nią teraz codziennie patrzeć. I ma wrażenie, że to do niej matka się uśmiecha. Klątwa została zdjęta.

Jagna Kaczanowska, psycholog

Odkryj rodzinną historię

Zastanawiasz się, czy twoja rodzina ukrywa jakieś tajemnice? Spróbuj zrekonstruować dzieje rodu, najlepiej do pokolenia pradziadków. Jak to zrobić?

 Rozrysuj genogram – psychologiczne drzewo genealogiczne twojej rodziny. Zapisz na nim wszystko, co wiesz: daty narodzin, śmierci, typ relacji pomiędzy poszczególnymi osobami. Możesz skorzystać ze wskazówek choćby z Wikipedii (hasło genogram).

 Nie zapomnij o dodatkowych informacjach: datach ważnych wydarzeń historycznych. Zwróć też uwagę na fakty, które często pomijamy: zwłaszcza te związane z utratą czegoś, co dany człowiek szczególnie kochał. Czy dostrzegasz cykliczność w dziejach rodziny: jakieś wydarzenia powtarzają się zastanawiająco często (dzieci zawsze rodzą się jesienią; mężczyźni giną tragicznie przed skończeniem 50 lat), określony typ relacji przewija się jak refren (np. wszystkie matki łączy z pierworodnymi córkami bardzo silna, ale jednocześnie konfliktowa więź). Zastanów się, o czym to może świadczyć?

 Czy widzisz luki w historii rodu? Czego nie wiesz? Spróbuj porozmawiać z żyjącymi krewnymi i uzupełnić dane.

 Jakie przekazy wędrują przez kolejne pokolenia? Jak wpływają na ciebie?

 Czy w twojej rodzinie istnieją przedmioty klucze (wyjątkowe zdjęcie, stary dzbanek, który ma ogromną wartość niematerialną dla starszych osób itp.)? Skąd się wzięły, jaki sekret skrywają?

 Postaraj się wymyślić alternatywne wersje szczególnie trudnych, bolesnych zdarzeń czy relacji. Matka ozięble traktuje swoje dziecko? Może nie dlatego, że go nie kocha? Nic nie szkodzi, że nie wiesz, jaka jest prawda, bo np. nie jesteś w stanie jej ustalić, brak ci istotnych informacji. Chodzi o to, by dostrzec wielość rozwiązań, nie skupiać się na tym jednym jedynym.

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Zobacz również