Rodzeństwo twojego męża - nie musisz ich lubić na siłę

Wyprowadzają cię z równowagi, drażnią, ale przecież jesteś na nich skazana. O tym, jak postępować z nielubianą siostrą lub bratem męża, opowiada psycholog Katarzyna Miller.

Zdjęcie

Nie zawsze ma się dobre relacje z rodzeństwem męża /123/RF PICSEL
Nie zawsze ma się dobre relacje z rodzeństwem męża
/123/RF PICSEL

Olivia: Mówi się, że kiedy poślubiamy mężczyznę, wiążemy się także z jego rodziną. Czy to powiedzenie to wciąż jeszcze prawda?

Katarzyna Miller: Tak, bo jesteśmy społeczeństwem kultywującym tradycję. Kiedy wychodzimy za mąż, „poślubiamy” także rodzinę, którą on nosi w sobie, której jest wytworem, zarówno w sensie odziedziczonych cech charakteru, jak i zwyczajów, wśród których dorastał. „U nas na wigilię je się grzybową, nie barszczyk”, „Nie rozumiem, jak można się tak kłócić” – on takie przekonania wyniósł z do- mu i daje je w prezencie razem z sobą. W tym sensie z rodziną partnera się nie rozstajemy.

Reklama

O.: Ale jego przecież kochamy. A szwagra i szwagierkę – niekoniecznie. Mimo to musimy się z nimi czasem spotykać. A może nie musimy? Czy dla współczesnych par jest ważne, żeby mieć bliski kontakt ze szwagrostwem?

K.M.: Wśród moich klientów są ludzie, którzy wcześnie wyjechali z domu, wybierają własny styl życia i nie tęsknią do rodzinnych kontaktów. A są i tacy, dla których związki rodzinne są ogromnie ważne, lokują w nich masę emocji, wciąż czują się zaangażowani w problemy braci i sióstr. Zakładają razem firmy, pożyczają sobie pieniądze.

Poznałam niedawno taką spółkę rzemieślników, dwóch braci, uroczych, pogodnych ludzi. Pracują razem, prawie się nie rozstają, ich żony się lubią. Dla nich pomysł, żeby się odseparować, jest absurdalny, bo i po co? Ale to nie jest częsta sytuacja. Wielu ludzi jest uwikłanych w skomplikowane rodzinne więzi. Bracia nie przyjaźnią się, tylko rywalizują, siostra ma pretensje, że dostała z domu mniej niż brat. Mieć dobre stosunki z taką mężowską rodziną jest trudniej.

O.: To istotne, by mieć dobre relacje z rodziną partnera?

K.M.: Dobre stosunki z ludźmi zawsze są ważne. W sklepie, wśród przyjaciół, w pracy. A już najbardziej z partnerem i dziećmi. Problem w tym, że ludzie są różni. Są osoby, nazywam je elektrycznymi, które jak się ktoś śmieje, sądzą, że z nich.

Tacy nie wybaczą, gdy powiesz: „Wolałam cię z długimi włosami”. Będą te słowa trawić, cierpieć jak z powodu obelgi i pamiętać latami. Jeśli taka osoba jest siostrą męża, to będzie ciężko mieć z nią dobre stosunki. Oczywiście, warto próbować.

Zawsze gdy mamy do czynienia z trudnym człowiekiem, dobrze sprawdzić, czy są szanse, żeby go zrozumieć, polubić, ugłaskać, przekonać. Częstą przeszkodą w komunikacji jest to, że ludzie nie pytają ani nie odpowiadają wprost: „Powiedz, czy tobie jest przykro, bo zauważyłam, że się nie odzywasz. Zastanawiam się, czy nie uraziła cię moja uwaga”.

My natomiast mówimy często: „Widzę, że znowu się obraziłeś, o co ci chodzi tym razem”. To jest zaczepka, pobrzmiewa w niej obwinianie. A tu chodzi o inny ton. „Powiedz, o co chodzi, ja chętnie wysłucham”. Oczywiście, może być tak, że na takie pytanie usłyszymy burkliwe: „Powinnaś sama wiedzieć”. I wtedy trzeba pozostać przy serdecznym tonie, odpowiedzieć: „Ale właśnie nie wiem, przykro mi”.

Wiele z nas nie jest w stanie przeprowadzić takiej rozmowy, bo same – choć się do tego nie przyznajemy – jesteśmy urażone i myślimy o szwagierce lub szwagrze źle. Ja mam mówić, że mi jest przykro, poniżać się? To oni są przewrażliwieni!

O.: W ten sposób sami stajemy się trudni w kontaktach.

K.M.: A przecież nie zmienimy trudnej osoby, odpłacając jej tym samym. Taką osobę trzeba obłaskawić. Umiemy to wtedy, jeśli sami mamy mocne poczucie wartości, wtedy nie czujemy się poniżeni. Inaczej pojawi się oburzenie: „Co? Ja mam przepraszać? Niech ona pierwsza…”.

O.: A jeśli się nie udaje mimo wielu prób?

K.M.: Trudno, zainwestowałam, nie wyszło. Zawsze jest moment, w którym trzeba zdać sobie sprawę, że dalej to już tylko marnowanie energii. My w Polsce, z ra- cji historii, od dziecka uczymy się, że trzeba dużo wytrzymać. Znosimy tyranię, podłość, obelgi. Byle tylko związek się nie rozpadł, byle mnie nie przegnali. To się kompletnie nie opłaca.

O.: Nieraz trudno się pogodzić z tym, że szwagierka nie chce naszej przyjaźni. Mamy dobre kontakty z innymi, wszyscy nas lubią, a ona nie.

K.M.: Jeśli wszyscy nas lubią i tylko szwagierka się opiera, to naprawdę nie problem. Chęć bycia lubianym przez wszystkich jest dowodem nierealistycznej samooceny. Można podjąć kilka prób nawiązania kontaktu, ale jeśli to nie wychodzi, powiedzieć: „Chciałam się zaprzyjaźnić, bo czuję do ciebie sympatię, ale jeżeli ty widzisz to inaczej, trudno”.

O.: Nie jest miło spotykać się przy rodzinnym stole z osobami, które nas nie lubią.

K.M.: Owszem, ale można to znieść przez dwie godziny. Zresztą, jeśli szwagierka albo szwagier nas nie lubią, też urządzą wszystko tak, by spotykać nas jak najrzadziej. Wpadną wcześniej, znajdą pretekst, żeby wyjść po kolacji. I to jest w porządku.

O.: Gorzej, jeśli zamiast nas unikać, są uszczypliwi.

K.M.: Powiedzmy, że nas zaczepią: „No, moja droga, kiedy zdecydujesz się na dziecko?”. Wtedy najlepiej odciąć się: „A kiedy ty wreszcie zmądrzejesz?”. I nie ciągnąć rozmowy, wykorzystać moment zaskoczenia,  spytać teścia o plany wakacyjne.

O.: Jednak to może doprowadzić do spięcia.

K.M.: Jeżeli chcemy, by nie po- ruszano więcej tematu, który nas boli, musimy odparować cios. Jeśli szwagrostwo nas nie lubi, ale nie zaczepia, wystarczy zachowywać się kulturalnie. To jest zresztą dobra metoda: być correct.

Najwyżej powiedzą: „O, ale dama!”. I dobrze, taka właśnie dama ze mnie. O nikim źle nie mówię, a jak ktoś się do mnie brzydko zwraca, odpowiadam z uśmiechem: „Chyba masz dzisiaj zły dzień, bo gdybyś się dobrze czuła, takie słowa nie przeszłyby ci przez usta…”.

O.: Trochę to chyba zależy od celu, jaki sobie stawiamy. Czy chodzi nam o ciepłe stosunki rodzinne, czy o bezkonfliktowe spędzenie popołudnia kilka razy w roku.

K.M.: Najwięcej zależy od tego, czego chce nasz partner, bo to jego krewni. Jeśli kontakt z jego rodziną jest dla nas trudny, trzeba namówić go na małżeńską grę. „Słuchaj, może byś poszedł sam na ten obiad?”. On na to: „Wiesz, to święto, zależy mi, żebyś poszła, zrób to dla mnie”. „Dobrze” – mówimy na to – „Ale w takim razie zrób dla mnie coś innego”. Tu wybieramy rzecz, której on nie lubi, a która jest dla nas ważna. „I ty mi będziesz wdzięczny za rodzinny obiad” – mówimy. – „A ja tobie za tamto.

Mało tego, bardzo cię proszę, żebyś mnie wspierał. Chciałabym, żebyśmy siedzieli koło siebie. Będziesz się wesoło uśmiechał i powiesz dwa razy na głos: Moja cudowna żona zrobiła ostatnio to i to. A ja powiem wszystkim, jaki jesteś fantastyczny i że każdemu życzę takiego męża”… Jeśli tylko on cię wesprze, da się przeżyć ten wieczór.

O.: To metoda na przetrwanie wieczoru, ale chyba niczego nie poprawi na dłużej.

K.M.: Nie wzmocni może kontaktów ze szwagrem czy szwagierką, ale małżeńskie jak najbardziej. Na pewno lepiej grać z partnerem, niż ustawiać się w kontrze i zadrzeć z całą rodziną. Nie obgaduj ich przed nim, bo w końcu popsujesz sobie stosunki z mężem. Szwagierka może być o ciebie zazdrosna z nieznanych tobie powodów.

Może mama miała dać jej pierścionek po babci, a dała go bratu i teraz nosisz go ty, obca. Mówię o tym nie dlatego, żeby obgadywać szwagierki, tylko zaznaczyć, że to nie są nasze sprawy. I lepiej nie być stroną w konflikcie.

O.: A jeśli nagle znajdę się w jego środku?

K.M.: Zamknij buzię, policz do stu, pochwal się w duchu za to, że wytrzymałaś. Naucz się odczuwać satysfakcję z takich zwycięstw. Spytaj siebie: chcę być szczęśliwa czy mieć rację? Jeśli chcesz być szczęśliwa, to wycofaj się na chwilę, popatrz, co się będzie działo, kto będzie się wydzierał, kto obrażał. To, co się dzieje między ludźmi, to fascynujący teatr. Patrz i staraj się go zrozumieć.

O.: Czasem nieporozumienia biorą się ze zbyt ciepłych uczuć. Co zrobić, jeśli szwagier nas uwodzi?

K.M.: Warto pamiętać, że szwagrowskie podrywanie mo- że mieć mnóstwo przyczyn. Oprócz pożądania może to być chęć dokuczenia bratu, pokazanie, kto jest samcem alfa. To może być sprawa rywalizacji, a mniej mieć wspólnego z tobą. Bez względu na przyczyny najgorszym wyjściem jest przyjmowanie umizgów. Powiedz: „Jeśli zrobisz to jeszcze raz, zwrócę ci uwagę przy żonie”.

O.: Czy należy powiedzieć o tym mężowi?

K.M.: Jak jest bystry, to sam widzi. A jeżeli partner tego nie dostrzega, nie ma sensu nadawać sprawie nadmiernego znaczenia. Przecież atencja może być miła.

O.: Na forach internetowych roi się od skarg na absorbujące szwagierki. Dzwonią, proszą o pomoc: „Wpadnij, ratuj”. I on biegnie.

K.M.: To jest jego siostra. Można wykazać trochę zrozumienia, w końcu pomagać rodzinie to rzecz ludzka. Często kobiety skarżące się na zaborcze szwagierki są zazdrosne o czas, jaki mąż spędza poza domem. A przecież nie uwiążesz go do siebie, nie będziesz trzymać w kieszeni.

Idź do kina, leż pod kocykiem i czytaj, ba, nawet wyjedź na trzy dni. Kochanie człowieka nie polega na tym, że jest się z nim przez cały czas. Ale jeśli cierpią na tym rodzinne sprawy, bo on wbija gwoździe u siostry i jeszcze wraca od niej rozdrażniony, trzeba powiedzieć: „Mogę się zgodzić, że spotykasz się z siostrą beze mnie, ale jeśli będziesz przychodził stamtąd zły, to ja sobie tego nie życzę, nie zasłużyłam na to”.

O.: A może trzeba spróbować jakoś mu pomóc?

K.M.: Jeżeli problemem jest rodzina rywalizująca o jego obecność, trzeba powiedzieć: „Jeśli będziesz się źle czuł, nie idąc tam, to idź. Ja mogę ci dzisiaj odpuścić. Ale pamiętaj, że my też jesteśmy rodziną, mamy ważne sprawy i jutro trzeba się będzie nimi zająć”.

Jeżeli masz mądrego męża, to nawet jeśli jego rodzina cię nie znosi, on powie: „To moja żona i nie mówcie na nią przy mnie nic złego. Bo przestaniemy do was przychodzić. Wybierajcie”. Powinniśmy pamiętać, że więzy krwi to jest rodzina pierwotna, to brama, przez którą się wychodzi do świata. Prawdziwa rodzina dorosłego człowieka to osoba, którą sam wybrał, i dzieci, dla których my z kolei jesteśmy tą bramą.

Lepiej grać z partnerem w jednej drużynie, niż ustawiać się w kontrze.

„Jak pies z kotem. Mężczyzna i kobieta na co dzień”, Katarzyna Miller, Miłosz Brzeziński, wyd. Zwierciadło

A Rozmawia: Magdalena Jankowska

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Olivia
Więcej na temat:

Zobacz również

  • Przeżyłam z mężem ponad 30 lat i zawsze taki był: we wszystkim szukał przysłowiowej dziury. A to samochód, który kupowaliśmy, „na pewno był bity”, w sklepie sprzedawczyni tylko czeka, żeby mu... więcej