Piszemy miłosne CV

Na pewno wiele razy pisałaś zawodowe CV. Ale miłosne? Proponujemy ci ten eksperyment. Może stać się początkiem dobrych zmian w twoim życiu uczuciowym.

Anna Czarnecka trener rozwoju osobistego

Reklama

Olivia: Dlaczego warto napisać miłosne CV?

Anna Czarnecka: Bo dzięki niemu zobaczymy nasz potencjał uczuciowy, a także przekonania, które nami kierują, choć sobie tego nie uświadamiamy. Czarno na białym widzimy, jakich wyborów dokonywałyśmy w życiu miłosnym i do czego nas one doprowadziły. Warunek jest jeden – nie ubarwiamy go tak, jak zdarza się, gdy przygotowujemy życiorys zawodowy. Najważniejsza jest szczerość, nawet jeśli jest trudna. Zresztą to CV piszemy tylko dla siebie.

O.: Poprosiła pani trzy kobiety, którym pomagała je pisać, żeby na samym początku określiły swój cel, czyli to, co chcą osiągnąć. Dlaczego to jest takie ważne?

A.Cz.: Bo jeśli chcemy do czegoś dojść, musimy wiedzieć dokładnie, co to ma być. Każda sesja coachingowa rozpoczyna się od zawarcia „kontraktu”, czyli umowy określającej oczekiwany efekt. Ustalamy go oczywiście my sami.

O.: Gdy Ewa napisała: „Nie chcę przyciągać kolorowych ptaków”, powiedziała pani, że cel powinien być sformułowany pozytywnie.

A.Cz.: Tak. Nie zaczynamy zdania od: „Nie chcę” tylko od: „Chcę”. Ale to nie jest odpowiedź na pytanie, jaki ma być ten wymarzony. Trzeba się zastanowić: „Czego potrzebuję?”. I dlaczego to dla mnie ważne, dzielić życie z odpowiedzialnym mężczyzną. Być może w odpowiedzi padną takie słowa jak „spokój”, „bezpieczeństwo”. I wtedy pracujemy, by zadbać o nie samodzielnie, nie uzależniając tego stanu od zewnętrznych okoliczności.

To ważne, by cel był w zasięgu naszych możliwości. Choć nie mamy wpływu na to, czy ktoś nas pokocha, możemy kształtować samych siebie. Jeśli zauważam, że w moich relacjach nie działo się dobrze, a pragnę stworzyć szczęśliwy związek, to koncentruję się na tym, co leży po mojej stronie „mocy”. Co będę chciała rozwinąć, jakie cechy wzmacniać, z czego zrezygnować.

O.: To może oburzyć niektóre kobiety. Pomyślą: „Dlaczego to ja mam się zmieniać?”.

A.Cz.: Jeśli ktoś chce związać się z osobą, która jest zrównoważona emocjonalnie i wierna, to sama musi się taka stać. Jeśli tęsknię do mężczyzny z pasją, to nie siedzę całymi dniami na kanapie. Nie możemy marzyć o jakiś cechach partnera, jeśli same ich nie posiadamy. To znaczy marzyć możemy, ale to marzenia ściętej głowy. Druga osoba nie wypełni naszych braków. Bo nawet jeśli spotkamy kogoś takiego, podświadomie będziemy to niszczyć. Możemy reagować podejrzliwie, prowokować do kłótni, a w konsekwencji doprowadzić do rozstania.

O.: Czy możemy się mylić, jeśli chodzi o cel? Niby pragniemy stworzyć rodzinę. A może chcemy jej tylko dlatego, że większość ludzi tak żyje? Ewa mówi o stabilnym partnerze, ale znając jej CV, trudno w to uwierzyć. Może powinna jasno powiedzieć: panem stabilnym szybko się znudzę.

A.Cz.: Zdarza się, że miotają nami sprzeczne uczucia. Sprawdzamy wtedy, jak nasze cele mają się do siebie, czy się nie wykluczają. Czasem rzeczywiście zmierzamy w kierunku, którego nie wyznaczyliśmy sami. Realizujemy cudzy scenariusz, na przykład rodziców, którzy pragnęli, by ich córka miała oparcie w rodzinie. Miłosne CV pomoże nam pojąć, co jest naszym prawdziwym pragnieniem, a co tym sprzedanym.

O.: Kolejny krok – doświadczenia.

A.Cz.: Jak w zawodowym życiorysie zaczynamy od pierwszego związku, kończymy na ostatnim. Wpisujemy nawet przelotne romanse. Określamy typ mężczyzny, z którym byłyśmy, jak wyglądał nasz związek, ile trwał i czemu się rozpadł. Przerwy także są ważne, żeby na przykład zobaczyć, czy byłyśmy kiedyś same. Jeśli tak, na co poświęciłyśmy ten czas? Na rozpaczliwe szukanie drugiej połówki czy na rozwój osobisty?

Dominika uświadomiła sobie, że zawsze wiązała się z lekkoduchami. To jakby wciąż przerabiać identyczny związek, ale z różnymi osobami. Ona troskliwa, ciepła. Oni to wykorzystywali, a następnie odrzucali. Dlaczego? Gdzie nie postawiła granicy? Czy robiła tak ze strachu, czy powodem było co innego?

Nasze związki mówią głównie o tym, jaką mamy relację ze sobą. Często nie zdajemy sobie sprawy, że powielamy schemat tylko dlatego, że jest „bezpieczny”. Warto zadać pytanie: co usiłujemy udowodnić? Może w przypadku Dominiki przekonanie: „Jestem ofiarą”.

Często żywimy do siebie ukryte pretensje, źle się oceniamy. I prowokujemy sytuacje, w których bliska osoba wypowie na głos nasz wewnętrzny monolog: „Jesteś głupia, beznadziejna, do niczego się nie nadajesz”.

O.: Tego chyba dotyczy właśnie rubryka „wykształcenie”?

A.Cz.: Tak. To moment, w którym musimy wrócić pamięcią do rodzinnego domu. Poświęćmy na to dużo czasu, ponieważ ważny jest każdy szczegół. Jaki związek tworzyli mama i tata, jak nas kochali, czego uczyli. Warto wypisać zdania, które powtarzali, np.: „Polegaj tylko na sobie”, „Mężczyźni to dranie”. Ale nie chodzi wyłącznie o słowa.

Na przykład tata zamykał się w swoim pokoju, przez co uczyłyśmy się, że jest niedostępny i trzeba walczyć o jego uwagę. Wybieramy model przećwiczony w dzieciństwie, bo umiemy się w nim odnaleźć. Potrafimy odpowiednio reagować, a nawet jeśli odczuwamy ból, to jest on znajomy.

Dziecko szybko się orientuje, że za każde działanie spotka je albo kara, albo nagroda. Zaczyna kojarzyć, co jest dobrze przyjmowane przez otoczenie. Od wściekłej matki nie dostanie nic, od radosnej – wiele. Tak tworzy się potrzeba zadowalania innych. Uczymy się życia według zasady: „Jeśli spełnię określone warunki, będę wartościowa w oczach tych, na których mi zależy”. W ten sposób nasze prawdziwe potrzeby są marginalizowane.

W dzieciństwie zawarliśmy ze sobą „umowę”, np.: „nie ujawnię swych uczuć, by nie narażać się na odrzucenie”. Albo: „Kiedy będę miła, to istnieje szansa, że nie zostanę samotna”. Często warunkujemy poczucie szczęścia, wierząc, że „nie osiągnę zadowolenia, dopóki nie znajdę ideału”.

O.: Jak „rozbrajać” takie przekonania?

A.Cz.: Osobiście lubię metodę „The Work” Byron Katie. Na czym polega? Na kwestionowaniu swoich myśli i sprawdzaniu, czy odpowiadają rzeczywistości. Myślimy na przykład: „Mąż powinien bardziej o mnie dbać”. Następnie zadajemy pytanie: „Czy mogę być absolutnie pewna, że jest to prawda?”. Sprawdzam, jak reaguję i co się ze mną dzieje, kiedy tak uważam. Kim byłabym bez tej myśli, bez tego przekonania.

Co zmieniłoby się w mojej relacji z mężem, gdybym tak nie sądziła. Następnie próbuję odwrócić to twierdzenie na kilka sposobów i znaleźć takie, które brzmi bardziej prawdziwie. Na przykład: „Powinnam bardziej dbać o siebie”. Lub: „Ja powinnam bardziej dbać o męża”.

Ta metoda pozwala nam dostrzec swój wpływ na relację i wziąć odpowiedzialność za to, co leży po naszej stronie. Bo często ustosunkowujemy się nie tyle do drugiej osoby, co do naszego wyobrażenia na jej temat.

O.: Kolejny krok to umiejętności...

A.Cz.: Na początku bohaterki wpisały: „Świetnie gotuję”, „Jeżdżę na nartach”. To też są ważne atuty, ale wypunktujmy raczej umiejętności, które pomagają w budowaniu relacji. Cierpliwość, zdolność do przebaczania, empatię...

O.: Poprosiłaś, żeby kobiety dopisały także swoje „deficyty”. Dlaczego to istotne?

A.Cz.: Dzięki temu mogą skupić się na cechach, nad którymi powinny jeszcze popracować. Da im to szansę ujrzenia i zrozumienia popełnianych błędów. Ale gotowość do zmian musi być ich świadomą decyzją. Każdy człowiek jest najlepszym ekspertem od swojego życia. Zdaję sobie sprawę, że to niełatwe wziąć odpowiedzialność za swoje sprawy i zacząć rewolucję od siebie. Jednak to krok w kierunku wolności i satysfakcji. Jak byśmy po długiej zimie spędzonej w ciemnej piwnicy stanęły u progu lasu wiosną i wzięły głęboki oddech. Chce się znów żyć!

41 lat, samotna mama 8-letniej Kaliny

Cel: Zbudowanie stabilnego związku. Wybór mężczyzny, który będzie nie tylko kochankiem, ale i przyjacielem. I najważniejsze: zaakceptuje moją córkę. Doświadczenie: 1990-2000 Pierwszy poważny związek: On mądry, kochający, ale zamknięty w sobie. Nie radziłam sobie z tym, prowokowałam, manipulowałam, zdradzałam.

Z dnia na dzień zostawiłam go dla ojca mego dziecka. 2000-2006 Życie na krawędzi: Ja i Andrzej. Albo bardzo źle, albo bajkowo. Dawał mi to, czego szukałam – adrenalinę, namiętność. Spełniał moje marzenia, dużo podróżowaliśmy. Ale był obsesyjnie zazdrosny, zachowywał się agresywnie. Gdy Iga miała rok, odeszłam od niego. 2007-2010.

Przelotne związki: Flirtowałam z mężczyznami poznanymi w pracy. Żadnego nie wprowadziłam w życie Igi. Nazywałam ich „panami podręcznymi” – byli oddani, ale nie pociągali mnie fizycznie. 2010-2012.

Marcin: Miłość od pierwszego wejrzenia. Po dwóch miesiącach wprowadził się do mnie, wobec Igi zachowywał się jak ojciec. Miał zresztą córeczkę w podobnym wieku, spędzała u nas dużo czasu. Po roku zaczęliśmy się kłócić. „Nie potrafisz tworzyć związków, niszczysz” – krzyczał. Porzucił mnie, zrywając też kontakty z Igą.

Wykształcenie: Mama piła, ojciec odszedł, gdy miałam 10 lat i słuch po nim zaginął. Próbowałam chodzić na terapię, bo nie rozumiem, dlaczego odrzucam dobrych mężczyzn. Chcę to zmienić.

Umiejętności: Potrafię inspirować, dopingować mężczyznę do zmian. Umiem robić niespodzianki i żyć na sto procent. Jestem niezależna, świetnie gotuję. Jeżdżę na nartach, snowboardzie, latem żegluję. DEFICYTY: Brak cierpliwości, egocentryzm.

Ewa: Pisząc CV, uświadomiłam sobie coś, co podejrzewałam już dawno, ale nie umiałam się do tego przyznać. Mam słabość do nieodpowiedzialnych partnerów. Marcin też był taki. Miał za sobą dwa nieudane małżeństwa, sporo romansów. A gdy tylko poja wiły się problemy, wziął nogi za pas. Czy pociągał mnie dlatego, że dokładnie taki był mój ojciec?

Hanna. 35 lat, mężatka, dwoje dzieci 8-letni Antoś i 3-letni Staś

Cel: Odbudowa relacji z mężem na nowych zasadach. Przypomnienie mu, że oprócz dzieci i pracy istnieję też ja. Nauczyć się wyrażać złość. Doświadczenie: 1995-1997.

Pierwszy związek: Artur był egoistyczny i kontrolujący. Trochę despota. Próbowałam go zmienić. W końcu się poddałam. 1997-2000.

Samotność. Skupiłam się na studiach prawniczych. 2000-2003.

Drugi związek. Mój partner był dużo starszy, też kontrolujący. Wszystko wiedział lepiej, pouczał i krytykował. Długo ustępowałam, aż miałam dość.

2003 do dzisiaj: Małżeństwo z Olkiem i urodzenie dzieci.

Wykształcenie: Rodzice wciąż się kłócili, ale się nie rozstali. Z domu pamiętam albo awantury, albo ciche dni. Zawsze chciałam żyć inaczej.

Umiejętności: Elastyczność. Potrafię znaleźć się w każdej sytuacji. Nieźle zarabiam, dbam o dom. Ale też jestem dobrym kompanem w zabawie. Cierpliwość. Odpowiedzialność i tolerancyjność.

DEFICYTY: Nie potrafię mówić o swoich potrzebach. Dla świętego spokoju idę na kompromisy. Brak konsekwencji. Uległość.

Hanna: W moim małżeństwie najbardziej doskwiera mi to, że daję sobie wchodzić na głowę. Macham ręką i odpuszczam, choć potem jestem sfrustrowana. Z CV wynika, że od początku wiązałam się z despotycznymi typami. Olek długo wydawał mi się inny, bo nigdy nie krzyczy, tylko spokojnie przekonuje. Ale zawsze stawia na swoim. Zarówno w drobnych, jak i ważnych kwestiach np. wychowania synów, wyboru miejsca zamieszkania i wakacji. Jest wierny, ale rzadko pyta mnie o zdanie. Jakbym była domowym sprzętem, a nie jego żoną.

Dominika. 28 lat, bezdzietna singielka

Cel: Bycie silną kobietą, która nie szuka wsparcia w mężczyźnie.

Doświadczenie: 2001-2006 Mikołaj. Fajny, bezkonfliktowy związek. Nasi rodzice się znali, lubili. „Zostańmy przyjaciółmi” – powiedział, gdy poprosiłam, żebyśmy razem zamieszkali. Rozstanie bardzo przeżyłam.

2006 Rafał. Plaster na złamane serce po Mikołaju. Nieatrakcyjny, ale mądry i czuły. Po siedmiu miesiącach odszedł, widząc, że czuję do niego tylko sympatię.

2007-2010. Kilkanaście prób. Większość kończyła się nagłym „zniknięciem” wybranków albo SMS-em: „Wybacz, duszę się”. 

2010-2012 Piotr. Wydawał się silny, niezależny. Ale gdy zamieszkaliśmy razem, odpuścił. Stracił pracę, był na moim utrzymaniu, lecz nie szukał zajęcia. Bez przerwy się kłóciliśmy. Mimo to nie potrafiłam odejść. Czułam się za niego odpowiedzialna. To on wreszcie wyniósł się do nowej kobiety.

Wykształcenie: Zawsze wydawało mi się, że pochodzę ze szczęśliwego domu. Kochający się rodzice, troje dzieci. Dziś wiem, że jako ta średnia zawsze musiałam walczyć o uwagę. Nienawidziłam młodszej siostry. Starszej zazdrościłam. Często słyszałam: „W życiu należy ustępować”, „Bądź grzeczna”, „Nie myśl tyle o sobie”.

Umiejętności: Życiowa zaradność. Odporność na stres. Wytrwałość. Lojalność.

DEFICYTY: Brak pewności siebie. Zazdrość. Przekonanie, że kobieta bez mężczyzny jest mniej warta. Szybkie uzależnianie się od partnerów.

Dominika: Gdy przeanalizowałam swoje CV, zrozumiałam, że naprawdę kochałam tylko pierwszego chłopaka – Mikołaja. Po nim wiązałam się z mężczyznami ze strachu przed samotnością. Dlatego były to przypadkowe i złe wybory. To także lęk powodował, że stawałam się zbyt zaborcza. Doszłam do wniosku, że potrzebuję chwili spokoju. Muszę zrozumieć, czego szukam u partnera.

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Olivia

Zobacz również

  • Zostajesz w pracy po godzinach kosztem chwil dla siebie i rodziny? Oto proste sposoby, które pozwolą ci to zmienić i zaoszczędzić cenne minuty. więcej