Pasja, ryzyko, rodzina - dotknąć nieba

Pasja daje siłę i motywację do wielkich osiągnięć, ale często łączy się z poszukiwaniem ekstremalnych doznań, na granicy życia i śmierci. Cenę za „dotykanie nieba” razem z ryzykującymi płacą ich rodziny. Czy himalaiści, podróżnicy, rajdowcy mają prawo mieć dzieci? Czy rodzice, odpowiedzialni za czyjeś życie, mogą tak bardzo ryzykować własne? Magdalena Kuszewska

Reklama

Arleta Bojke (32 l.), korespondentka TVP, relacjonowała m.in. konflikt na wschodzie Ukrainy:

„W grudniu zostałam mamą. Na razie cieszę się czasem spędzanym w domu z synkiem, po wakacjach zacznę myśleć o powrocie do pracy. Pojawienie się dziecka wiele przewartościowało w moim życiu, zwłaszcza że miałam trudną końcówkę ciąży.

Nie chciałabym jednak rezygnować z wyjazdów, choć na pewno podróżuję w mniejszym zakresie niż do tej pory. Zawsze najbardziej interesowała mnie praca reportera zagranicznego, dla mnie to sól zawodu. Nie zakładałam, że będę relacjonowała niebezpieczne sytuacje. Po prostu znam rosyjski i Wschód, więc Rosja, Ukraina, Białoruś stały się „moje”.

Trudno odpuścić, kiedy jest się w centrum wydarzeń, o których pewnie napiszą w podręcznikach historii. Gdy byłam na Ukrainie świadkiem zajmowania Krymu przez Rosję, a potem walk w Donbasie, to nie myślałam o strachu, tylko o tym, jak najlepiej wykonać pracę. Choć oczywiście nie przekraczam pewnych granic. Zawsze starałam się dokumentować drogę, wybierać trasy najdalej od strefy walk. Żadne wydarzenie nie jest warte życia dziennikarza.

Przed wyjazdem słyszę od bliskich: „Uważaj na siebie!”, i wtedy budzi się we mnie niepokój. Nigdy nie zapomnę Dnia Matki dwa lata temu. Mieliśmy wracać z Ukrainy, ale zamknęli lotnisko w Doniecku – zaczęła się wymiana ognia, nad nami latały myśliwce. Oczywiście zostaliśmy z operatorem, aby to relacjonować. Wiedzieliśmy już, że nie wylecimy stamtąd samolotem.

Do tej pory nie wiemy, ile osób zginęło tego dnia. Do jednej z kostnic przywieziono kilkadziesiąt ciał, ale separatyści opowiadali, że to nie wszyscy – na lotnisku zabitych zalewano gaszonym wapnem. Walki trwały tam wiele miesięcy. Na miejscu czułam bardziej adrenalinę niż strach, chciałam po prostu przekazać widzom to, co się działo.

Czy mam prawo zostać mamą? – zastanawiała się Eliza Kubarska (37 l.), alpinistka i podróżniczka, z zawodu reżyserka.

Razem z mężem Davidem Kaszlikowskim, jako jedna z niewielu kobiet na świecie, wytycza nowe drogi wspinaczkowe na górskich ścianach. Ostatnio rozważa, czy ludzie owładnięci niebezpieczną pasją powinni zakładać rodziny. Postanowiła zrobić film, w którym zabiera w góry dorosłe dzieci zmarłych na K2 himalaistów. W 1986 roku szczyt ten w paśmie górskim Karakorum zdobyło 27 alpinistów. Trzynaścioro zginęło.

Eliza dotarła do Hanny Piotrowskiej (23 l.), córki wspinacza Tadeusza Piotrowskiego, która najpierw nie chciała słyszeć ani o wyprawie, ani o ojcu. Wyrzuciła go ze swojego życia, bo nie wrócił z gór, zanim się urodziła. – Potem trafiłam na dzieci Julie Tullis – opowiada Kubarska. – Przed śmiercią matka zdążyła wysłać im list: „Mam dosyć, wracam do domu”.

W ostatnim momencie zmieniła zdanie, zdobyła K2 jako pierwsza Brytyjka, niestety, została tam na zawsze. Chris i jego siostra Lindsay od razu chcieli jechać. Do ekipy dołączył też Łukasz Wolf (34 l.), syn Mrówki – Dobrosławy Miodowicz-Wolf, która zginęła na K2, kiedy chłopiec miał cztery lata. Potem Łukasz w Tatrach stracił ojca. 

„K2. Dotknąć nieba” to film dokumentalny HBO Europe i Wajda Studio, w którym czworo dzieci wspinaczy podąża tropem rodziców, aby symbolicznie się z nimi pożegnać. I zrozumieć, dlaczego ta góra tak ich przyciągała. Ale temat straty bliskich osób, które podjęły ryzyko i naraziły swoje życie, przekracza szczyty gór.

Miejsce, w którym odszedł

Jaki zawód jest najniebezpieczniejszy na świecie? Większość ludzi odpowiada: sapera. W końcu on myli się tylko raz… Jednak według amerykańskiego Biura Statystyki Pracy najwięcej śmiertelnych wypadków w USA odnotowano w zawodzie… rybaka. Kolejne ryzykowne profesje to drwale i piloci samolotów. Zawodowi kierowcy znajdują się dopiero na 8., zaś policjanci na 10. miejscu.

Magazyn „Bloomberg” opublikował z kolei listę zawodów, w których przydarza się najwięcej wypadków. Tutaj był i żołnierz, i spawacz, i operator maszyn. Okazuje się, że niebezpieczne zawody czy ryzykowne pasje ulegają ewolucji. Nie tylko himalaiści, ale i rajdowcy, podróżnicy, żołnierze, reporterzy wojenni narażają się, giną i osierocają dzieci.

– To jest tabu, o którym się zazwyczaj nie mówi – uważa dr Marlena Kossakowska z Uniwersytetu SWPS w Sopocie, która bada tematykę żałoby i pożegnania. – Dziecko czy partner widzi pasję bliskiej osoby, która kryje w sobie tajemniczość, niedostępność, ale też przygodę. Ryzykanci kontynuują swoje dzieło, aby uzyskać odpowiedni poziom adrenaliny, rozwijać się, realizować misję, spełniać marzenia. Nikt nie wierzy, że może się to tragicznie skończyć.

Czy można przygotować dzieci na to, że w tę przygodę wpisana jest możliwość straty? Sądzę, że tak. Dzięki filmom, programom, rozmowom o tym, co by było, gdyby rodzica nagle zabrakło. Nie jest dobrze, jeśli śmierć jest w domu tematem nietykalnym.  Dr Kossakowska nazywa wyprawę dzieci himalaistów na K2 rytualnym domknięciem.

– Pójście w góry śladem rodziców było dopełnieniem, bo tam w spokoju – może w modlitwie, a może w medytacji – była szansa symbolicznego połączenia się z bliskimi. Przez chwilę stoisz tam, gdzie oni stali, patrzysz na to, co oni kochali i co widzieli tuż przed śmiercią. W radzeniu sobie z nagłą stratą potrzebne są takie symboliczne chwile, odrobina duchowości – mówi. Duchowość to nie tylko składnik religii, ale też psychologii, historii, kultury, tradycji.

Kiedy chory umiera w łóżku, chcemy znać jego ostatnie słowa, szukamy w nich przesłania. Gdy ginie tragicznie, chcemy zobaczyć miejsce, w którym odszedł, by potem „wrócić na ziemię” bardziej pogodzeni ze stratą. – Bardziej nie znaczy całkowicie – dodaje dr Kossakowska.

– Nie da się poczucia straty wygasić. Można próbować sobie z nim radzić poprzez poszukiwanie sensu, przez próbę zrozumienia, dlaczego tak się stało. Nie zawsze znajdzie się uniwersalną ocenę czy odpowiedź. Jednak warto czerpać z doświadczeń innych, z przeszłości, ze wszystkiego, co w jakiś sposób może zbliżyć nas do odpowiedzi na pytanie o sens życia.

Oszacować koszt

Łukasz Wolf, malarz, architekt wnętrz, zaprasza mnie do domu na warszawskim Mokotowie. Mógł się obrazić na góry, które zabrały mu rodziców, ale w jego mieszkaniu są fotosy z filmu o K2, albumy, kalendarz z górami.

– Dorastałem na skałkach, to moje naturalne środowisko. Tata prowadził szkolenia wspinaczkowe, spędzałem z nim całe tygodnie – przyznaje. – Wszystko się zmieniło po jego śmierci. Z tego, co wiem, wyleciał z liny. Głupi błąd. 

Łukasz o Himalajach nie myślał, choć do tej pory uwielbia się wspinać. Czuł, że kiedyś nadejdzie moment, w którym zacznie czytać książki o tej wyprawie, ale odkładał to na później. Gdy zaproponowano mu wyjazd, poczuł, że to odpowiedni czas na uporządkowanie przeszłości. – Przeżyłem wstrząs, gdy zrozumiałem, jak wiele mama zaryzykowała, żeby zdobyć tę górę. Z 7-osobowej ekipy przeżyły tylko dwie osoby – mówi. 

Czy można podejmować takie ryzyko, gdy mamy rodzinę, dzieci? – Wspinanie zawsze wiąże się z ryzykiem, a rodzicielstwo z odpowiedzialnością – podkreśla Łukasz. – Każdy musi oszacować, jaki jest koszt bicia rekordu. Moja mama i tata Hani zapłacili najwyższą cenę. Ale my, dzieci, również. Termin „ryzyko” pochodzi podobno od łacińskiego „risicare”, czyli „omijać coś”.

Jednak to słowo nabiera innego znaczenia w kontekście zawodowym. Urzędnicy Unii Europejskiej już w 1989 r. podali definicję ryzyka zawodowego, które dotyczy nie tylko tzw. niebezpiecznych profesji, ale też tych postrzeganych jako całkiem spokojne, jak… urzędnik. Okazuje się bowiem, że w wielu miejscach pracy pojawia się „prawdopodobieństwo wystąpienia niepożądanych zagrożeń powodujących straty oraz ich skutków dla zdrowia lub życia”.

Charakter zdobywcy

Austriak Kurt Diemberger przeżył wyprawę na K2. Tę, podczas której zginęły Julie oraz Mrówka. Napisał książkę o tym tragicznym wydarzeniu. Eliza ją czytała i podejrzewa, że był zakochany w Julie. Od wielu lat w dzień zdobycia przez nich K2, który poprzedza dzień śmierci Julie, wysyła na jej domowy adres kartkę z gratulacjami.  Kurt zabierał w góry jedną ze swoich córek.

– Brałem ją tam, aby otworzyć jej drzwi do mojego świata – wyjaśnia. Tłumaczy, że życie zdobywcy jest wąską granią: – Podążając drogą na szczyt, chcesz być wierny swojej idei. Siódmy zmysł mówi ci, aby iść naprzód, ale szósty ostrzega przed niebezpieczeństwem. Musisz zdecydować. 

Łukasz Wolf dodaje, że trudno jest wyjaśnić sens ryzykowania życia komuś, kto tego nie rozumie sam z siebie. – Przecież wspinanie jest po nic! Nie ratuje życia, nie ma wymiernego celu. Ale jest pięknie, góry są wspaniałe. Tam mamy niespotykane gdzie indziej poczucie wolności. Jest też zmaganie się z sobą. W tym zawiera się esencja życia. Docierasz tam i wreszcie jest przyjemność, zwierzęca przyjemność ze zmęczenia. I haj, bo z powodu braku tlenu mózg himalaisty działa inaczej…

– Im było bliżej szczytu, czyli symbolicznego spotkania z bliskimi, tym było trudniej – opowiada o „wyprawie pożegnalnej” Kubarska. Z każdym krokiem bohaterowie filmu coraz bardziej zamykali się w sobie. – To wyglądało tak, jakby tajemnica góry zaczynała ich przytłaczać. Łukasz pierwszy raz w życiu odwiedził grób mamy w bazie – na wysokości 5600 m n.p.m. Hania Piotrowska wpatrywała się w górę, gdzie w jakiejś szczelinie „śpi” jej tata.

A 50-letnia Lindsay powiedziała mi, że przyszła się tu pożegnać i zamknąć pewien rozdział. To ona – pielęgniarka, gospodyni domowa, mama dwójki dzieci, całkowite przeciwieństwo swojej matki – wyznała, że teraz ją rozumie! Będąc blisko szczytu, trudno jest zawrócić, mimo ryzyka. Bo taka jest natura człowieka.

Sama musisz wiedzieć

Kai, syn Elizy i Davida, skończy niedługo dwa lata. Kubarska dopytywała bohaterów filmu o to, czy osoba ryzykująca życie może mieć dzieci. – Sama musisz to wiedzieć – mówili. – Na takie pytanie nie da się odpowiedzieć – twierdzi dr Marlena Kossakowska. – Ale warto zastanowić się, czy naprawdę chce się zostać rodzicem i jak bardzo.

Na ile ja, pasjonatka czy ryzykant, jestem w stanie zrezygnować z dotychczasowego życia? Przynajmniej na pewien czas. Czy będę umiała realizować swoje marzenia inaczej? Zamiast jechać na wyprawę, napisać książkę? Trzeba odpowiedzieć sobie na to samemu. 

– Emocje towarzyszące pojawieniu się dziecka przypominają te, których doświadczałam, zdobywając górę albo realizując film – twierdzi Kubarska. – Z tą różnicą, że projekt wyprawy czy filmu może trwać kilka lat, a „projekt dziecko” zawsze! Po poznaniu historii moich bohaterów już wiem, że pewnych rzeczy zrobić mi nie wolno… Film Kubarskiej jest na tyle czytelny dla ludzi niezwiązanych z tak ryzykownymi pasjami jak wspinaczka wysokogórska, że był prezentowany zarówno na prestiżowych festiwalach filmów dokumentalnych (w tym IDFA w Amsterdamie), jak i na międzynarodowych festiwalach filmów górskich, gdzie zdobywał główne nagrody – m.in. w Banff w Kanadzie, w Graz w Austrii czy w Kendal w Wielkiej Brytanii. 

– Pasja jest stanem umysłu, siłą napędową, najważniejszą i najbardziej fundamentalną motywacją wewnętrzną – przypomina psycholog sportu, dr Ewa Moroch w Uniwersytetu SWPS. – Jednak to również taki stan, który łączy się z poszukiwaniem doznań, czasem ekstremalnych, ryzykownych, na granicy życia i śmierci.

Amerykański psycholog, prof. Marvin Zuckerman, który badał to zagadnienie, ustalił, że skoczkowie spadochronowi nie skaczą dla ryzyka, ale pomimo ryzyka. Czy to egoizm? – Może – dodaje dr Moroch. – Niemniej odnosząc się do myśli pisarki i filozofki Ayn Rand: „Człowiek ani nie żyje na rzecz innych, ani nie powinien od innych oczekiwać, by ci żyli na jego rzecz”.

Dotknąć nieba

Ania Rusowicz (33 l.), wokalistka, kompozytorka, córka artystki Ady Rusowicz:

„Miałam siedem lat, kiedy mama zginęła w wypadku samochodowym. Nikt nie jest przygotowany na takie wieści, zwłaszcza dziecko. Śmierć tak bliskiej osoby staje się częścią osobowości. Powoli zaczęło do mnie docierać, że to sytuacja nieodwracalna. Mama zawsze do nas wracała z koncertów, a tu nagle jej nie ma. Mierzenie się ze skutkami straty objawia się potem w różnych sytuacjach, np. jako lęk przed utratą bliskich, przed własną śmiercią (to najsilniejszy jego rodzaj!). Nie każdy sobie z tym radzi. Wszystko zależy od tego, na jaki grunt pada ziarno straty. Ja na pewnym etapie życia czułam tak ogromny ciężar, że poszłam na terapię – pomogło. Uważam, że co nas nie zabije, to… zostawia blizny, osłabia! Postanowiłam zaufać sobie, skoro nie mogłam nikomu innemu. Wybrałam drogę naprzód. Myślę, że całe życie jest ryzykiem. Albo je podejmujesz, albo nie wychodzisz z domu.

Niepowtarzalny defekt

PANI: Jakie relacje z bliskimi mają ryzykanci?

Robert Rutkowski, psychoterapeuta, współpracuje z Akademią Psychologii Przywództwa Jacka Santorskiego: Kilka lat temu zacząłem pracować z zawodnikami reprezentacji Polski w żużlu, którzy osiągają ekstremalne prędkości. Zaobserwowałem, że kiedy wchodzą w bliższe relacje, zaczynają jeździć mniej agresywnie. Z punktu widzenia kibica: gorzej. Tomek Gollob został mistrzem świata wtedy, gdy miał duże problemy w związku.

Ryzykujemy bardziej, kiedy nie mamy zobowiązań?

Ludzie, łącząc się w pary, wypełniają misję dziejową. To jest atawizm, czysta neurobiologia. Z założenia powinni się rozmnożyć, odczuwać potrzebę bliskości. Pomijam okres zakochania, kiedy są „odcięci” od rozumu, a ich hormony czynią spustoszenie. Mówię o fazie dojrzałego uczucia, gdy wydziela się hormon „prospołeczny”, tj. oksytocyna.

Więź dwojga ludzi powoduje, że nie ma „ja” i „ty”, tylko „my”. Każde dłuższe rozstanie bliskich osób jest przerwaniem pewnego zobowiązania biochemicznego. Brak bliskości wywołuje cierpienie.

A gdy pasja zabiera bliskich?

Każdy, kto spełnia swoje fanaberie i fantazje, podejmując ryzyko, zaspokaja potrzebę przyjemności. To czysty hedonizm. A że przy okazji ma wymiar szlachetny lub bohaterski, że imponuje innym? Jest wiele prawdy w twierdzeniu, że mistrzowie świata – czy to w sporcie, czy w biznesie – są szaleńcami, bo działają wbrew naturze. Zwykle odcinają się od ludzi, wobec których zobowiązali się być blisko.

Prowadzę terapię kobiety, której mąż jeździ na misje wojenne. Przez rok nie ma go w domu, potem wraca na kilka miesięcy, wychowuje syna za pomocą pasa i znika. Syn zostaje z czerwonym tyłkiem i pustką. Niestety, w rodzinach, w których pojawiają się nadmierne ryzyko i oddalenie, może dojść do patologicznych zachowań. Nawet jeśli wyjazd na misję ma wymiar patriotyczny!

My tych ludzi traktujemy jako bohaterów, bo sami byśmy się na to nie zdecydowali. Nie dlatego, że nie jesteśmy tak odważni, ale dlatego, że jesteśmy tak rozsądni! Ryzykant musi liczyć się z tym, że żona, partnerka czy dziecko będą cierpieć. Choć jednocześnie mogą być z niego dumni.

Przychodzą do mnie faceci, którzy przestali szaleć na motocyklach, bo żony się martwiły. To nie pantoflarze, tylko odpowiedzialni partnerzy uwzględniający troskę bliskich.

Kuba Przygoński (30 l.), kierowca rajdowy, najszybszy z Polaków w Rajdzie Dakar 2016, sześciokrotny wicemistrz świata:

„Jako profesjonalista nie mogę stawać do odcinka przestraszony, muszę być skoncentrowany. Strach postrzegam jako niepotrzebny element, który by mnie ograniczał. Półtora roku temu miałem na motocyklu wypadek, złamałem kręgosłup. To mnie utemperowało, przesiadłem się do samochodu, odtąd startuję w tej kategorii.

Wszystko zbiegło się z moimi 30. urodzinami. Wziąłem ślub, a posiadanie rodziny bardziej uświadamia stopień ryzyka. Jeśli moja żona chciałaby mnie ograniczać, to mogłoby to mieć negatywny wpływ na wyniki, jakie osiągam. W pasję i związek wkładam całe serce.

Nie da się wybierać: miłość czy sport. Na początku kwietnia zaczynam sezon. Startuję w pucharze świata, m.in. w Abu Zabi. Żona jeździ ze mną na zawody w kraju, gdzieś dalej jej nie zabieram, i tak nie miałbym dla niej czasu. Nic złego się nie dzieje, jak nie widzimy się przez dwa tygodnie.

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Zobacz również

  • Już w przedszkolu wkraczamy na arenę walki o władzę. Wszędzie spotykamy potencjalnych sojuszników, osoby neutralne i wrogów. Aby w tej grze przeforsować własne interesy, musimy nauczyć się reguł... więcej