Oszukane przez kochanków

Pojawił się i zaczarował jej świat. A przy okazji... opróżnił konto. Powiemy: co za naiwność! Ale kiedy zauroczenie jest silniejsze niż rozsądek, można stracić czujność. Lidka i Sandra dały się nabrać oszustom. Przez moment jednak ich życie było bajką. Kto pada ofiarą naciągacza? Zamożne, zapracowane, samotne kobiety, które pragną uczucia. One naprawdę wierzą, że spotkały wyjątkowego mężczyznę. Nikt wcześniej ich tak nie rozumiał, nie był tak zaangażowany i czuły. Kiedy się okazuje, że to wszystko było oszustwem, cierpią i się wstydzą. Jak mogły dać się tak podejść!

Zdjęcie

Przez chwilę życie jest bajką... /123/RF PICSEL
Przez chwilę życie jest bajką...
/123/RF PICSEL


LIDIA 35 lat, mama 12-letniej Janki, mieszka w Kielcach

Zły dzień, kolejny. Rano Lidka dowiedziała się, że córka nie dostała się do szkoły muzycznej, a wczoraj były mąż zadzwonił z informacją, że stracił pracę i przez jakiś czas nie będzie płacił alimentów. Awaria samochodu zepsuła jej humor ostatecznie. Mechanik podał cenę wymiany tłumika, Lidka westchnęła. Aż tyle? – „Zaraz, zaraz, chyba pan przesadził – Jasnowłosy, opalony mężczyzna odszedł od swojego auta i zainteresował się sprawą. – Niedawno zapłaciłem tu dużo taniej za podobną naprawę, proszę nie zdzierać z tej pani” – powiedział. Mechanik coś burknął, mężczyzna uśmiechnął się do Lidki: – „Niech się pani nie da nabrać”. Uff, świetnie, że się za nią wstawił.

Reklama

– „Pani czeka na naprawę, ja czekam na przegląd, może napijemy się kawy?” Kafejka była tuż obok, blondyn wydawał się sympatyczny. Wahała się chwilę, ale pomyślała, że taka kawa może odczarować kiepski dzień. „Nie podrywam pani, żeby było jasne. Akurat to ostatnie, na co mam teraz ochotę” – zastrzegł, i to ją zaciekawiło. Kiedy pili frappe, Lidka opowiedziała mu, że jest stomatologiem, rozwiodła się, sama wychowuje córkę. Bywa. Mężczyzna odwzajemnił się historią o traumatycznym rozstaniu z kobietą, która nie rozumiała, że on – zawodowy żołnierz – musi czasem wyjeżdżać w niebezpieczne miejsca, narażać życie.

Skąd taka wylewność? Roześmiali się oboje, widać potrzebowali się wygadać. Lidia – Emil, przeszli na ty. Ona dała mu swoją wizytówkę, gdyby chciał dopytać o wybielanie zębów zimnym światłem. On zapłacił za kawę. Odszedł do auta sprężystym krokiem. „Od razu widać, że wojskowy”, pomyślała.

Jak się nie zakochać

– Kilka dni później zachorowała moja mama. Szukałam specjalisty dla niej i innej szkoły muzycznej dla Janki. Prawie zapomniałam o tamtym spotkaniu – opowiada Lidka, ładna szatynka w spodniach rurkach i koszulowej bluzce.

Pracuje w publicznej przychodni i własnym gabinecie. „Patrz, jak to się plecie. Rozmawialiśmy, że kłopoty chodzą parami. – Właśnie odkryli u mnie jakieś paskudztwo na skórze. Może to efekt promieniowania słońca na pustyni?”, napisał Emil w mailu. Dodał zdjęcie w mundurze – spodnie moro, koszulka ładnie opięta na bicepsach, okulary jak z Top Gun. Pustyni nie było, tylko jakieś krzaki, jakby tatarak. Emil powiedział, że był w Iraku dwa razy. Szykował się na kolejny wyjazd, ale ze względu na chorobę chyba zostanie w kraju. Współczułam mu, sama bałam się o mamę. Odpisał: „Chłopaki nie płaczą”. „Fajny facet”, pomyślałam.

Zaczęliśmy wymieniać maile. Wkrótce zwierzyłam mu się, że chyba będę musiała sprzedać letni domek na Kaszubach. Albo naruszyć lokatę, bo bez alimentów od męża robi się krucho. Nazwał mnie dzielną babką i zrobiło mi się miło – opowiada Lidka.

– Miły był też jego SMS w burzowy dzień: „Mam nadzieję, że zabrałaś parasol”. Kiedy napisał, że ma doła i chciałby z kimś pogadać, odpisałam, że możemy się spotkać. Wyczułam w nim bratnią duszę – mówi Lidka. Emil przywiózł bukiet hortensji, umówili się na włoskie jedzenie. Następnym razem u Lidki.

– Córka była na zielonej szkole, przygotowałam kolację. Emil był smutny, powiedział, że ma kłopoty, o których nie wypada mówić dżentelmenowi. Nie nalegałam, miałam ochotę pogłaskać go po policzku. Wtedy on mnie pocałował. Rozpuściłam się jak lody na słońcu. Tego dnia byłam wściekła, bo mój eks przysłał córce zdjęcia z wakacji z jakąś młodą panią. Ale nagle kłopoty przestały być ważne – wyznaje Lidka. – „Miałem się nie zakochać. Ale przy tobie to niemożliwe”, powiedział Emil.

Slow life i krewetki

„To skandal! Wiesz, jaką składkę zdrowotną płacę? I co z tego mam?” – był wściekły. Rzeczywiście sprawiał wrażenie, że zarabia nieźle. Nosił dobry zegarek, płacił za ich wypady do restauracji. To znaczy – najpierw płacił. Bo potem Lidka się zbuntowała i powiedziała, że jako feministka nie może na to pozwolić.

Coraz częściej wyciągała portfel i była zadowolona, że sama reguluje swoje rachunki. A raczej ICH rachunki, bo w grę wchodziły także bilety do kina, wino, krewetki, za którymi przepadał Emil. No, czasami były to wydatki Emila: benzyna, red bulle, płyta, karnet na siłownię.

Jakoś tak się składało, że on nie miał pod ręką odpowiedniej karty albo blokował mu się komputer i Lidka robiła przelew z własnego konta. Za to Emil robił sobie z nią zdjęcia, które mogła pokazać siostrze i koleżankom w pracy. Jednego nie mogła: wrzucać ich do sieci.

– Przekonywał, że jego praca wymaga dyskrecji. Poza tym przeszedł na filozofię slow life, nie ma go na Facebooku ani Instagramie. „Nie wszystko na sprzedaż”, powiedział... – wspomina Lidka. Urzekło ją takie podejście. Tylko ta choroba skóry, ulokowana gdzieś – jak powiedział Emil – w „intymnym miejscu”, była niepokojąca.

On wyjaśnił: to jakiś rodzaj czerniaka. Zagraniczny lek podobno czyni cuda, ale kosztuje majątek. Ile? – zapytała. Wymienił kwotę, pokręciła głową. Tyle nie ma, ale 20 tysięcy może wyjąć z lokaty. Emil się wzruszył: naprawdę? Przemyśli, ale raczej nie skorzysta, to nie w jego stylu.

– Zbliżał się majowy weekend, zaproponowałam, że póki mam jeszcze dom na Kaszubach, możemy tam pojechać – opowiada Lidka. Emil spochmurniał. Nie może, wylatuje do Zagrzebia na ważną naradę dowódców. Będzie tęsknił.

– W tym czasie wpadłam już po uszy. Marzyłam o jego opalonym ciele, czułościach. Emil był świetnym kochankiem – wspomina z żalem. Po seksie lubił się napić whisky, więc zawsze miała zapas. Czasem wręczała mu butelkę na pożegnanie albo prosiła, by kupił sobie sam, i honorowo dawała swoją kartę, żeby zapłacił nią w Almie. Niestety, mimo wysiłków nie wypatrzyła nigdzie czerniaka.

Znam tę twarz

Odda te 20 tysięcy, jak tylko wpadnie mu większa suma, a takiej się spodziewa, ponieważ na wybrzeżu prowadzi z kolegą firmę rybacką. Właśnie zamierzają ją rozwinąć, pojawił się inwestor ze Szwecji. Trzeba w to włożyć trochę gotówki, ale się opłaci.

Emil opowiadał o planach, nieporadnie plotąc w warkocz włosy Lidki. Ładnie? – Rozkładała mnie jego czułość. Lubiłam z nim być i dlatego żałowałam, że nie udało nam się wyjechać razem w Boże Ciało, a na wakacje Emil zapowiedział miesięczny wypad na Bałkany.

W sumie spotykaliśmy się tylko w tygodniu, bo weekendy on miał zajęte ważnymi sprawami. Nie wnikałam, bo miałam swoją pracę, a poza tym pochłaniała mnie sprzedaż domku. Zgłosił się chętny Niemiec – opowiada Lidka. – „A może, skoro będziesz miała trochę pieniędzy, zostaniesz naszym wspólnikiem?” – puścił oko Emil.

Lidka się roześmiała – to by ich związało na dobre. Czy Emil się tego nie boi?

– „Marzę o tym...” – szepnął jej w ucho. A wieczorem przysłał link do piosenki Boltona When a Man Loves a Woman. Co to miało znaczyć? On i ona... razem? W sumie... Jej córka polubiła Emila, ma do niej świetne podejście. Lidka nawet była zdziwiona, skąd wiedział, że takie dziewczynki lubią Selenę Gomez.

– Był oryginalny. Na imieniny zrobił mi laurkę! Powtarzał „masz obłędne nogi” albo „ten twój eks to bałwan, stracił skarb” – opowiada Lidka. – Zaczynaliśmy żyć razem. Dołożyłam dziesięć tysięcy do nowego auta, które Emil co prawda zarejestrował na siebie, ale mówił o nim „nasze”. Na bocznej drodze uczył Janię prowadzić – wspomina. Domek sprzedała szybko, na imieniny kupiła Emilowi teleskop.

„A czy ty byłaś kiedykolwiek u niego w domu?” – zapytała któregoś dnia jej matka. „Tam jest remont”, wyjaśniła Lidka. Trwa osiem miesięcy? Gruntowny remont, z przebudową ścian. „To niespodzianka”, powiedział Emil, więc zaczęła mieć podejrzenia, że chodzi o gniazdko dla ich trójki.

Jasne, pożyczy mu trochę na parkiet. Oczami wyobraźni zobaczyła, jak chodzi po tej podłodze boso z kubkiem kawy w ręce. Tylko że pewnego dnia koleżanka, której Lidka pochwaliła się zdjęciem z przystojniakiem, powiedziała: „Skądś znam tę twarz. Czekaj... On pracował w kasynie w hotelu B. Pamiętam, bo miałam tam praktyki na studiach. Chyba wylali go za przekręty”.

Po co roztrząsać?

„Odmowa” – Lidka przypomniała sobie nieudaną transakcję kartą, kiedy kupowały buty dla Jani. Brak środków? Była przekonana, że na koncie jest jeszcze kilkaset złotych.

– Dlaczego wtedy nie sprawdziłam zestawienia transakcji? Może dlatego, że dość lekko podchodzę do pieniędzy. Emil to wiedział. Ale przecież ryzykował, bo gdybym jednak sprawdziła, wyszłoby na jaw, że płacił moją kartą za dziesięć butelek, a nie jedną, alkoholu.

Czyli zakładał, że zwinie żagle w każdej chwili. To mnie zabolało – mówi Lidka. „Albo wcisnąłby ci kit, że kasjerka źle nabiła, a on rozmawiał wtedy przez komórkę, automatycznie wbił PIN” – skomentował Jurek, jej kolega, który pracuje w policji. To on pomógł namierzyć Emila, a właściwie Juliana H., poszukiwanego listem gończym za wyłudzenia. Julian ulotnił się natychmiast po tym, jak Lidka zagadnęła go o kasyno.

– „Nigdy nie widziałaś jego dokumentów? – zapytał Jurek. Rzeczywiście. – Nie sprawdziłaś jednostki wojskowej, naszywek na mundurze? No nie, to przecież było top secret.

A nie było podejrzane, że w weekendy i wakacje on znika z miasta?”. Lidka spuszcza głowę. Najgorszy cios. Emil był rozwiedziony, ale miał córkę w wieku Jani. Do niej jeździł co drugi weekend, pozostałe spędzał z jakąś Marleną. Potem okazało się, że dziewczyna – tancerka go go, jest z nim w ciąży – opowiada Lidka.

Sięga po chusteczkę. Nie będzie roztrząsać swojej naiwności. Po co? Wystarczy, że pół roku po aresztowaniu Emila żyła na prochach. Dała się podejść jak zakochana kobieta. – Czułam się adorowana i doceniana. Na kilka miesięcy życie stało się kolorowe, romantyczne. Która z nas o tym nie marzy? – pyta. Julian H. jest jej winien blisko 40 tysięcy złotych. Szczęście, że nie zdążyła przelać na jego konto większej sumy na udział w spółce poławiającej dorsze. Nieistniejącej. Adwokat mówi, że odzyskać pieniądze będzie trudno. Choroba okazała się fikcją, a mechanik w warsztacie – podstawionym kumplem Emila. Tylko złamane serce Lidki jest jak najbardziej prawdziwe.

Sandra 27 lat, mieszka w Warszawie, menedżerka w firmie logistycznej

Sandra miała dość samotności, znajomych tylko na Facebooku, ciepłych relacji wyłącznie z kotem wałęsającym się po jej pustym mieszkaniu. Ostatniego chłopaka odprawiła przed obroną dyplomu, a potem przez trzy lata w korporacji nic, asceza.

Zaczęła dobrze zarabiać, ale śniadania wciąż jadła sama. Tylko jak zdobyć fajnego faceta, skoro wszyscy od rana do nocy siedzą w biurach? – Koleżanka namówiła mnie, żebym zalogowała się na portalu randkowym. Ona znalazła tam superchłopaka, „zażarło” im też w realu, jadą właśnie na wakacje do Chorwacji. Też tak chciałam – opowiada Sandra.

Szczupła, wysoka blondynka, córka biznesmenów z Podlasia. Założyła profil na portalu, nie czekała długo. Kilka ofert, zdjęcie dyskretnie uśmiechniętego bruneta wyłowiła od razu. „Taka ładna dziewczyna i wciąż samotna? Pewnie pracujesz, zamiast żyć?” Wciągające. Odpisała, że owszem, jest zapracowana, ale na życie ma wielką ochotę, więc szuka furtki, przez którą da się uciec z reżimu korporacji. Jakoś tak, starała się być niebanalna. „Niebanalne” – odpowiedział.

– Po dwóch dniach przeszliśmy na kontakt przez prywatny e-mail, Aleks pisał o sobie dużo. Dowiedziałam się, że stracił w wypadku rodziców, wychowywała go babcia. Mieszka w Łodzi, skończył AWF, jest fizjoterapeutą i podobno ma wzięcie. W sensie – zawodowe, bo z kobietami trudno mu się jak dotąd dogadać – opowiada Sandra. Skąd ten problem? Aleks zadeklarował: jest praktykującym katolikiem, ma zasady, które wielu dziewczynom nie mieszczą się w głowie. Na przykład wspólne mieszkanie dopiero po ślubie. Uśmiechnęła się do siebie.

Co za zbieżność poglądów. Ona też jest wierząca, regularnie chodzi do kościoła. „Co myślisz o liście biskupów z ostatniej niedzieli?” – zagadnął Aleks. Okazało się, że mają wiele wspólnych tematów. Zwierzęta, rower, zdrowa żywność – wszystko się zgadzało.

Prawdziwy skarb

Przeszli na Skype. Zdjęcie nie kłamało, facet był przystojny. W tle za nim prosty regał, dużo książek. Wynajęta kawalerka – poinformował Sandrę. Mikroskopijna, ale to etap przejściowy, bo marzy o dużej rodzinie. Nie ma rodzeństwa, w święta przy stole był tylko on i dziadkowie.

Kiedyś przy tym samym stole zasiądzie z trójką swoich dzieciaków. I to nie mrzonki, bo po śmierci babci odziedziczył dom. Żeby w nim zamieszkać, musi spłacić wuja, ma nadzieję, że to kwestia najbliższych dwóch lat. Kupi psa i posadzi magnolie.

– Był uroczy. Odkrywał przede mną coraz ciekawsze fakty. Na przykład to, że zna język migowy i jako wolontariusz bierze udział w imprezach. Ucieszył się, że ja też jestem wolontariuszką, choć tylko wirtualną, bo co miesiąc przelewam sto złotych na konto fundacji, która zajmuje się dziećmi w Afryce.

– „A na waciki ci zostaje?” – zażartował, a ja powiedziałam, że na szczęście do biednych nie należę – wspomina Sandra. Przyznała się, że rodzice opłacili jej studia i mieszkanie. Ale ona już się usamodzielnia, odkłada pieniądze, żeby mieć na grubsze wydatki. Była na przykład na wakacjach w Grecji, może mu przysłać zdjęcia.

– „Wyglądasz jak miss universum – ocenił i dodał: – Ja ci przyślę coś równie smakowitego”. Myślała, że to będzie jego zdjęcie. Nie. Na fotografii była... muffinka. „Moje dzieło”, oświadczył, a Sandra dopisała Aleksowi punkty nie tylko za poczucie humoru, ale także za to, że piecze.

– Za którymś razem usiadł przed kompem bez koszulki, powiedział, że wyszedł spod prysznica. Zapytał, czy mogę poczekać, zaraz coś na siebie wrzuci. Mogłam zobaczyć, że ma ładnie zbudowaną klatkę i plecy – opowiada Sandra.

– „Mówiłem ci, że biegam?” – zapytał pewnego dnia. Wkrótce przyjedzie na Maraton Warszawski, może się wtedy spotkają? – Szłam na spotkanie z walącym sercem – wyznaje Sandra.

Anioł i tatuaż

Spotkali się w klubie, Aleks przyniósł czekoladki. Rozmowa toczyła się gładko, w pewnym momencie zauważył, że Sandra siedzi zgarbiona, pewnie jest spięta. Zaproponował masaż.

– Stanął za mną i masował mi kark. To było cudowne – wspomina. Niedługo po pierwszym spotkaniu zapytał na Skypie, czy ma w Warszawie jakieś koleżanki, które raz na jakiś czas chciałyby skorzystać z usług dobrego masażysty.

Co prawda jest drogi, ale może kogoś stać na taki luksus – zażartował. Obiecała, że popyta. Może szefowa? Nie wierzyła w to za bardzo, ale o dziwo, zareagowała z entuzjazmem – od zimy walczy z kontuzją po nartach, może ten protegowany miałby na to jakiś „myk?”.

„Myki to moja specjalność” – stwierdził Aleks i Sandra umówiła go z szefową.

On mruknął: chyba musi zainwestować w nowoczesne łóżko do masażu. Ale niestety, sprawy się komplikują. Wujek jest gotów szybko odsprzedać swoją część spadku, ma do spłacenia długi. Tylko że to musi być już i Aleks jest w kropce. Brakuje mu 33 tysięcy. Przyjaciel miał pożyczyć, ale się wycofał. Pech. – „A ja mogłabym zostać twoim przyjacielem zastępczym?” – Sandra uśmiechnęła się do kamerki. Ma trochę oszczędności. „Nie przyjaciel, tylko anioł” – powiedział Aleks i dwa dni później przysłał jej bukiet. Klasa. – „Jak to załatwimy? Może lepiej gotówką, bo urząd skarbowy lubi się czepiać o takie przelewy – zapytał. Jasne.

– Przygotuję umowę na piśmie” – powiedział i Sandra się oburzyła. Przecież nie są dla siebie obcymi ludźmi! Pieniądze zapakowała w kopertę, napili się wina, on pokazał jej swój tatuaż. Tego wieczoru kochali się pierwszy raz. Aleks powiedział, że dla takiej dziewczyny złamie swoje konserwatywne zasady.

– „Ależ z ciebie torpeda” – pochwalił jej temperament. Poczuła się jak królowa. Poprzedni partner narzekał, że straszna z niej ciotka-cnotka.

Posłuchaj, książę...

„Nie mówiłeś mi, że jesteś szlachcicem” – Sandra pogroziła Aleksowi palcem. Szlachcicem? – Pani prezes zdradziła, że opowiadałeś jej o rodowym herbie. A masaż podobno genialny, zaczynam być zazdrosna – Sandra teatralnie wydęła usta, a Aleks załapał. No tak, oczywiście, jest szlachcicem. Prawie księciem – wziął ją na ręce, zaniósł do łóżka. Właśnie, à propos.

Musi kupić na kredyt to łóżko do masażu. Bank wymaga masy zaświadczeń, a on zupełnie nie ma do tego głowy, bo planuje wyprawę na safari do Kenii i załatwia milion spraw. Z kredytem byłoby o wiele łatwiej, gdyby Aleks miał stałą umowę o pracę.

Cholerne polskie przepisy, chcą zniszczyć drobnych przedsiębiorców. Kenia? – zainteresowała się Sandra. No tak, miał jej powiedzieć dopiero, kiedy wszystko będzie przygotowane. Bo tak w ogóle, on ją na te wakacje zaprasza...

Sandra zaniemówiła z wrażenia. Byłoby cudownie. A z kredytem to może zrobią tak, że ona weźmie go na siebie. Ma etat, sprawa się uprości. Aleks pocałował ją w szyję, znowu się kochali. „Dzikuska...” – mruknął, gdy było po wszystkim. Była z siebie zadowolona. Przytuliła się do niego i postanowiła zwierzyć.

– Kiedy byłam w gimnazjum, molestował mnie nauczyciel. Trauma była tak wielka, że przez lata unikałam seksu. Wcześniej nikomu się do tego nie przyznałam. Aleks pocałował ją w czoło, zapewnił: – Odblokowałaś się. – Dzięki tobie” – szepnęła, a nazajutrz wysłała wniosek do banku. Piętnaście tysięcy wystarczy? Tak. Poprosił o numer jej konta, żeby przelewać raty. A potem powiedział: „W moim życiu była tylko jedna tak dobra kobieta jak ty. Mama”. Sandrze zaszkliły się oczy. Po miesiącu szefowa wezwała ją do siebie. „Zginęła mi z domu biżuteria i laptop. Podejrzewam pani masażystę”.

Gdyby nie wstyd...

„Jeden zły ruch i pożałujesz” – nie wierzyła w treść SMS-a, który wyświetlił się na ekranie. Jakiś nonsens. Chciała zadzwonić do Aleksa, ale numer nie odpowiadał. Była w szoku: co się dzieje?! „Pewnie jest już za granicą”, powiedział detektyw wynajęty przez szefową. I to było o jej chłopaku, o Aleksandrze K. poszukiwanym przez prokuraturę za wyłudzenia i groźby karalne. – Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Usiłowałam się do niego dodzwonić, pisałam maile.

Nic, cisza – opowiada Sandra. Policjant zapytał, czy chce wnieść oskarżenie. Zgłupiała. Po co, przecież za chwilę wszystko się wyjaśni. I się wyjaśniło. Poszukiwany jest mężem Dominiki K., karanej wcześniej za handel narkotykami. Pochodzi z wielodzietnej, patologicznej rodziny, nie ma stałego meldunku. Obciążające go zeznania złożyło już kilka kobiet. Będzie odpowiadał z artykułu 286 kk: „Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd...”.

Więcej Sandra słyszeć nie chciała. Wzięła tydzień urlopu, żeby się wypłakać bez świadków. Jak mogła dać się tak nabrać? Przecież mu zaufała, tyle mu o sobie opowiedziała. No i te pieniądze.

– Nie wiedziałam, która szkoda jest większa: zawiedzione uczucia czy puste konto – wzdycha. Na odchodnym Aleks opróżnił je do zera. Później odkryła, że ukradł jej z portfela listę haseł do przelewów. Ale nie to bolało najbardziej.

Po jakimś czasie dostała anonimowy SMS: „Za kasę dziękuję, oddam w następnym życiu. A w łóżku jesteś zimna jak ryba w galarecie”. – To mnie rozwaliło. Mógł sobie darować. Najpierw ryczałam, potem postanowiłam, że złożę zeznania. Gdyby nie wstyd przed znajomymi i rodziną, pewnie bym to zrobiła – mówi Sandra. Do dziś się zastanawia, czy Aleksander K. uprawiał seks także z jej szefową. I ile ona mu „pożyczyła”.

Agnieszka Litorowicz-Siegert

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Zobacz również

  • Zawsze spędzaliśmy Boże Narodzenie z synem, jego żoną i dziećmi oraz córką i jej mężem. W tym roku córka oświadczyła, że wyjeżdżają w góry i nie przyjadą do nas na Wigilię. Nie wyobrażam sobie... więcej