Moje dziecko nie chce dorosnąć

Jego pokój przypomina stajnię Augiasza, ciągle coś gubi, notorycznie się spóźnia, nieustannie obwinia dorosłych o swoje porażki i przydziela im nowe zadania: zawieź, odbierz, kup, zorganizuj… Co zrobić, żeby nasze dziecko wreszcie dorosło? – pytają rodzice.

Katarzyna Koper

Reklama

Gdy zapytać gimnazjalistę, z czym kojarzy mu się dorosłość, odpowie, że ze swobodą. Co na to jego rodzice? Dla nich dorosłość to odpowiedzialność. Psychologowie uważają, że to jedno i drugie. Dziecko zaczyna świadomie decydować o swoim życiu, a rodzice stopniowo oddają mu kontrolę i negocjują z nim przesunięcie ustalonych wcześniej granic, dając więcej wolności.

Można dyskutować, co powinno być najpierw. Z reguły opiekunowie są skłonni do ustępstw dopiero, gdy zauważą, że młody człowiek nie robi głupstw. A nastolatki mówią, że rodzice nie dopuszczają do sytuacji, w których mogłyby udowodnić, że nie są dziećmi. – I jest w tym sporo prawdy – uważa psycholog Joanna Matanowska. – Czasami za bardzo matkujemy dzieciom. Mamy wątpliwości: czy to na pewno już i kiedy dziecko przestaje być dzieckiem?

W innych kulturach pomagają w tym pewne rytuały, np. bar micwa u Żydów. Nam, Europejczykom, ich wyraźnie brakuje, dlatego mamy skłonność do przesuwania granicy pomiędzy dzieciństwem a wiekiem wczesnej dorosłości. Zbyt długo traktujemy nasze dorastające dzieci jak przedszkolaki. Prowadzimy za rękę, nie pozwalamy o niczym decydować. We wschodniej kulturze dorasta się znacznie szybciej, szczególnie dotyczy to chłopców.

– Moim pacjentem był kiedyś 12-latek wywodzący się ze wschodniego kręgu kulturowego – opowiada psycholog, psychoterapeuta Izabela Śliwińska z Uniwersytetu SWPS w Warszawie. – Ku mojemu zdziwieniu któregoś dnia oświadczył, że chce zakończyć terapię. Omówiłam dotychczasowe postępy syna z jego mamą, ale zaznaczyłam, że pozostało jeszcze wiele do zrobienia. Mama świadoma sytuacji oświadczyła: „Mój syn podjął taką decyzję, on wie, co robi”. Uznałam najpierw, że w naszej kulturze to nie do pomyślenia, żeby 12-latek decydował, czy będzie chodził na terapię, czy nie.

U nas zazwyczaj nikt nie pyta go o zdanie w kluczowych dla niego sprawach. A mama tego chłopca traktowała go poważnie, jak dorosłego, i chłopiec umiał już podejmować decyzje. Ona była wyjątkowo wspierająca i uważna, jeśli chodzi o to, co dzieje się z synem.

Uzgodniłyśmy jedynie, że jeżeli chłopiec będzie potrzebował wsparcia psychologicznego, to wróci do terapii – opowiada Izabela Śliwińska. Ta historia dowodzi, że młodego człowieka należy traktować po partnersku od małego i liczyć się z jego zdaniem. Warto stymulować dorastanie dzieci, pozwalając im decydować w sytuacjach, do których są przygotowane.

Pozwól decydować

Niedawno zadzwoniła do mnie koleżanka załamana ocenami swojego syna, ucznia pierwszej klasy jednego z elitarnych warszawskich gimnazjów. Chłopak ledwie uniknął jedynki z niemieckiego. Na pytanie, dlaczego dopuścił do takiej sytuacji, odpowiedział cynicznie: „Bo to wy kazaliście mi się uczyć tego beznadziejnego języka. Ja wolałem hiszpański!”. Moją koleżankę martwi także fakt, że nastolatek nie wszedł w bliższą relację z rówieśnikami w klasie. Nigdy nikogo nie zaprosił do domu, u nikogo nie był. Odmówił wyjazdu z klasą na zieloną szkołę. Pytany o powód, wykrzyczał: „To wy zapisaliście mnie do tej beznadziejnej szkoły, w której są same kujony!”.

Zapytałam, jak było naprawdę. Okazało się, że wybrał szkołę rejonową, bo tam szli koledzy z klasy. Rodzice uznali jednak, że to poniżej jego możliwości, i sami podjęli decyzję. Potraktowali go jak dziecko, a teraz on w dziecinny sposób próbował udowodnić im, że źle zrobili. Wybór gimnazjum to powinna być jego decyzja, choć podjęta w porozumieniu z rodzicami. – Ich rola polega na delikatnym popychaniu swojej pociechy w stronę dorosłości. Komunikowaniu: podejmowanie decyzji nie jest proste, ale nie bój się, dasz radę. W razie czego możesz liczyć na nasze wsparcie – mówi Joanna Matanowska.

W tej konkretnej sytuacji zabrakło dialogu. Rodzice powinni zapytać chłopca, do którego gimnazjum chce iść i dlaczego. Dobrze by było, aby podyskutowali z nim o wadach i zaletach jego wyboru oraz związanych z nim perspektywach na przyszłość. To powinna być spokojna, rzeczowa rozmowa. Bez krytykowania i perswazji.

– Rodzice powinni też próbować poznać sposób myślenia dziecka i to, jak dochodzi do wniosków – radzi Izabela Śliwińska. To zdecydowanie lepsza droga niż występowanie z pozycji autorytetu, pouczanie i narzucanie własnego punktu widzenia. Warto spokojnie porozmawiać o możliwych konsekwencjach takiego czy innego rozwiązania, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. – Ale celem tej rozmowy nie jest wcale to, aby dziecko nam przytaknęło – uprzedza psycholog. – Chodzi raczej o to, by zasiać wątpliwość, czy wybór, przy jakim obstaje, jest na pewno właściwy. Być może w trakcie tej dyskusji syn dostrzeże minusy forsowanego przez siebie rozwiązania i zacznie szukać innych możliwości.

Może nawet zapyta nas o radę i uzna nasze argumenty. Jeśli jednak tego nie zrobi, ważne, aby bez względu na wszystko go wspierać. Przecież żeby nauczyć się podejmować decyzje, trzeba wcześniej dużo ćwiczyć, a to zwykle oznacza popełnianie błędów. Najlepiej radzić sobie z nimi przy mądrym wsparciu rodziców.

Dlatego o wyborach warto rozmawiać z dzieckiem jak najwcześniej i „trenować” je od lat wczesnoszkolnych. Okazją do tego jest choćby wyprawa po kalosze. Można powiedzieć: te są za drogie, te wyglądają niezbyt solidnie, ale te wydają się porządne. Który kolor najbardziej ci się podoba?

Zamiast wkładać maluchowi do ręki banana, lepiej zapytać: jaki owoc wybierasz – jabłko czy banana? I uszanować jego decyzję. – Nie chodzi o to, by ulegać dzieciom w każdej sprawie, ale by od najmłodszych lat miały poczucie, że będą wysłuchane, że ich zdanie jest dla rodziców ważne, choć nie zawsze wiążące – radzi Joanna Matanowska.

Trening odpowiedzialności

Miałam poważny dylemat, gdy mój 14-letni syn zadzwonił do mnie rano, zanim jeszcze wyszłam do pracy, i błagalnym głosem powiedział: „Zapomniałem tenisówek na WF, a mam już trzy minusy i dostanę jedynkę. Przywieziesz mi?”. Ostatecznie zawiozłam, zaznaczając, że to pierwszy i ostatni raz. Kiedy za dwa tygodnie sytuacja się powtórzyła, z bólem serca odmówiłam. Wiedziałam, że jeśli ugnę się i tym razem, to polegnę jako rodzic. Przez pół dnia miałam moralnego kaca, ale uznałam, że tylko jedynka jest w stanie nauczyć go, by zawczasu pakował trampki do plecaka.

Lekcja odpowiedzialności okazała się bolesna, ale skuteczna. Syn przez kilka dni krzywo na mnie patrzył, jednak zrozumiał, że w sprawie trampek może liczyć tylko na siebie. Uśmiechnęłam się, gdy na drzwiach wejściowych przylepił żółtą karteczkę, na której napisał: TRAMPKI!

– Odpowiedzialność to nie jest coś, z czym dziecko się rodzi. Ona ewoluuje wraz z wiekiem – tłumaczy Joanna Matanowska. – Można powiedzieć, że rozwija się jak kręgi na wodzie, gdy się do niej wrzuci kamień. Świadomi rodzice wrzucają do wody coraz większe kamienie. W praktyce są nimi adekwatne do wieku dziecka obowiązki i zadania. Im wcześniej zaczniemy je dziecku wyznaczać, tym lepiej. Już od dwulatka można wymagać, by po skończeniu zabawy odniósł zabawki na półkę. Pięciolatek może sprzątać ze stołu po obiedzie, pilnować porządku w swoim pokoju, podlewać kwiatki. Pierwszoklasista powinien sam pakować swój plecak i odrabiać lekcje.

Nastolatkowi możemy śmiało powierzyć segregowanie domowych odpadów, koszenie trawy czy krótkotrwałą opiekę nad młodszym rodzeństwem. Nauka poważnego podejścia do obowiązków jest żmudna i wymaga cierpliwości oraz konsekwencji ze strony rodziców.

A co począć, jeśli młody człowiek nie rwie się do partycypowania w domowych obowiązkach? Nie wyrzucać mu, że jest leniem i darmozjadem, ale przeprowadzić z nim spokojną i rzeczową rozmowę o tym, jak wiele jest w domu do zrobienia. Dorasta, więc liczymy się z jego zdaniem, ale oczekujemy też od niego wsparcia. – Dobrze, aby inicjatywa konkretnej pomocy wyszła od dziecka, dlatego warto je poprosić, by samo sporządziło listę zadań, w których może nas wyręczyć – radzi Joanna Matanowska. Wtedy nie będzie miało wrażenia, że je do czegoś przymuszamy.

Jeśli ta metoda zawiedzie, taką listę powinniśmy sporządzić sami i poprosić, żeby dziecko wybrało sobie z niej dwa-trzy zadania. A potem konsekwentnie egzekwować ich wykonanie. Nie raz i nie dwa będą nam przy tym puszczały nerwy, ale uzbrójmy się w cierpliwość!

Warto w domu wprowadzić starą zasadę: najpierw obowiązki, potem przyjemności. Na przykład możesz włączyć komputer/telewizor po wyprowadzeniu psa, odrobieniu lekcji i wyjęciu naczyń ze zmywarki. Bardzo istotne jest, abyśmy doceniali i chwalili dziecko za wykonanie powierzonych mu obowiązków – np. za „zwykłe” wyrzucenie śmieci. Ono powinno czuć, że jego pomoc jest dla nas cenna. Wówczas będzie bardziej zmotywowane.

– W ślad za powiększającym się zakresem obowiązków powinny iść „dorosłe” przywileje – przypomina Joanna Matanowska. – Nastolatek musi mieć świadomość, że skoro wymagamy od niego więcej niż od młodszego rodzeństwa, to także więcej mu wolno. Rodzice traktują go bardziej po partnersku, bo mają do niego większe zaufanie niż do kilkulatka. Może później wracać do domu, dłużej oglądać telewizję, pójść na pizzę z kolegami, grać w bardziej dorosłe gry komputerowe czy urządzić domówkę.

Partnerstwo i zaufanie procentują, jednak młody człowiek musi zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli zawiedzie, rodzice zrobią krok w tył, a on sam poniesie bolesne konsekwencje braku odpowiedzialności. Nie zawsze łatwo je wyegzekwować. Przekonali się o tym moi znajomi, którzy musieli remontować dom po osiemnastce córki. Zgodzili się zostawić młodzież samą, pod warunkiem że następnego dnia wszystko będzie posprzątane. Po powrocie zastali zniszczone podłogi i poobijane ściany. Dziewczyna odpoczywała nad morzem, gdy matka i ojciec wraz z ekipą remontową gipsowali ściany i cyklinowali podłogi.

– Córka zawiodła zaufanie, ale konsekwencje ponieśli rodzice – komentuje sytuację Joanna Matanowska. – Powinna zakasać rękawy i pomagać przy remoncie, a potem zająć się sprzątaniem. W ten sposób nauczyłaby się, jakie skutki pociąga za sobą nieodpowiedzialne podejście do organizacji imprezy. W przyszłości zapewne trzy razy zastanowiłaby się przed podjęciem tak lekkomyślnego kroku. Obawiam się, że reprymenda to za mało, by wyciągnąć z tej sytuacji wnioski na przyszłość. Ten przykład pokazuje, że to my, rodzice, uczymy dziecko odpowiedzialności, jednak nierzadko swoimi niewłaściwymi decyzjami możemy nauczyć je… nieodpowiedzialności – dodaje psycholog.

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Nastoletni syn albo córka pyta, czy może dzisiaj nie iść do szkoły, bo ma trudny sprawdzian, a zła ocena może zepsuć średnią. – Odradzam uleganie presji, bo stosowanie uników wejdzie młodemu człowiekowi w krew – mówi psycholog. Unikanie to reakcja na lęk przed konsekwencjami niepowodzenia. Jeśli młody człowiek nie skonfrontuje się z jego źródłem, nigdy się od niego nie uwolni. Lepiej pozwolić mu ponieść negatywne skutki tego, że nie przygotował się do sprawdzianu, i jednocześnie wesprzeć. Można powiedzieć: trudno, świat się nie zawali, jak dostaniesz gorszy stopień. Zawsze możesz go poprawić.

Traktuj serio

– Jednym z najczęstszych powodów przeszkadzających dzieciom w dorastaniu jest fakt, że rodzice nie traktują ich poważnie – uważa Joanna Matanowska. – Nie słuchają, nie pozwalają na wyrażanie emocji, szczególnie tych negatywnych, zaprzeczają im albo z nich żartują. Wymagają, aby zawsze były posłuszne i uśmiechnięte. A przecież dziecko to nie maskotka! – zauważa psycholog. Ma lepsze i gorsze dni, swoje powody do radości i smutków. Tymczasem dorośli widząc, że młody człowiek jest smutny czy zdenerwowany, mówią: czym się przejmujesz, no już, uśmiechnij się!

– Uszanujmy jego emocje i spróbujmy dowiedzieć się, co przeżywa. Damy mu w ten sposób sygnał, że jest dla nas ważny, że zależy nam na tym, by był szczęśliwy – radzi Joanna Matanowska. – Najgorsze, co możemy w takiej sytuacji zrobić, to próbować umniejszać problemy dziecka czy krytykować je za to, że przeżywa jakąś nieistotną z naszego punktu widzenia sytuację – zwraca uwagę Izabela Śliwińska. – W ten sposób podkopujemy zaufanie dziecka do nas i naruszamy dobrą relację, którą potem trudno odbudować.

Wypuść spod klosza

W większości warszawskich podstawówek świetlice pękają w szwach. Kłębią się w nich nie tylko najmłodsze dzieci, ale i starsze. Czekają godzinami, aż rodzice po pracy zawiozą je do domu albo na dodatkowe zajęcia. Jeszcze 15-20 lat temu widok kilkulatka z kluczem na szyi był normą. Dziś jest rzadkością, według niektórych nawet przejawem patologii. Bo przecież codziennie zdarzają się napady, porwania, morderstwa, gwałty…

Rodzice w trosce o bezpieczeństwo izolują dzieci od świata zewnętrznego. Można zrozumieć dlaczego, ale to błąd. – Poczucie, że żyjemy w niebezpiecznym świecie, przed którym trzeba chronić swoje dzieci, jest poważnym problemem naszych czasów – zauważa Joanna Matanowska. – Zamiast trzymać je pod kloszem, lepiej wyczulać na niebezpieczne sytuacje i uczyć właściwych reakcji w ich obliczu – radzi psycholog.

Kiedy dziecko dostanie komunikat: świat jest niebezpieczny, pełen złych ludzi i lepiej się od niego odgrodzić, to będzie bało się konfrontacji z nim, unikało nowych sytuacji. W ten sposób wychowamy młodego człowieka, który gdy poczuje się niepewnie, zamiast zmobilizować się do działania, będzie się wycofywał.

Zamiast pojechać na obóz surwiwalowy z rówieśnikami, wybierze bezpieczniejszą opcję wczasów all inclusive z rodzicami. Nie odwiedzi kolegi na drugim końcu miasta, nie pójdzie po zakupy do pobliskiego sklepu, nie zamieszka w akademiku.

Uczmy więc raczej ostrożności niż unikania. Pod kloszem żyje się wygodnie, ale brakuje tam miejsca na poszerzanie horyzontów, zdobywanie doświadczeń, przeżycie konsekwencji swoich dobrych i złych decyzji. Nie chodzi o to, by klosz całkowicie zdjąć, lecz by go uchylić.

Jak stymulować dziecko do dorastania

• Nie wyręczaj go w sytuacjach, które sprawiają mu trudność lub zajmują więcej czasu, niż powinny. W ten sposób uczysz je, że trudne zadania lepiej powierzyć komuś innemu. Towarzysz mu wtedy, pomóż pokonać trudność, zdobyć tę umiejętność.

• Ucz odpowiedzialności od najmłodszych lat. Pozwól dziecku wybrać, w jakich obowiązkach domowych chce partycypować. Konsekwentnie je z nich rozliczaj.

• Nie krytykuj! Doceniaj pracę włożoną w wykonanie jakiegoś zadania.

• Nie pozwól dziecku na unikanie niewygodnych dla niego sytuacji. Lepiej wesprzyj je, mówiąc: spróbuj i daj z siebie wszystko, ale jeśli nie dasz rady, nic złego się nie stanie.

• Daj dziecku decydować, na początek w sprawach mniej ważnych. Jeśli jego decyzja wydaje ci się kontrowersyjna, spróbuj nakłonić je do dyskusji o możliwych skutkach.

• Pozwól dziecku ponosić negatywne konsekwencje jego wyborów, to fundament dorastania. Bądź blisko i w razie potrzeby je wspieraj.

Przydatne adresy

• Stowarzyszenie Aslan, Warszawa, ul. Nowolipie 17, www.aslan.org.pl

• Uniwersytet dla Rodziców – Specjalistyczna Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna, Warszawa, ul. Raszyńska 8/10, www.sppp-udr.org

• Gabinet Psychologiczno-Pedagogiczny Ważna Sprawa, Warszawa, ul. Barei 5/34, www.waznasprawa.pl

• Poradnia Poza Schematami, Warszawa, ul. Mickiewicza 8/6, www.poza-schematami.pl

• Poradnia Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży, Gdańsk, ul. Oliwska 62, www.gcz.com.pl

• Fundacja Aria, Szczecin, ul. Niedziałkowskiego 6A/10, www.fundacja-aria.pl

• Fundacja Psychoterapii Rodzinnej, Kraków, ul. Lubicz 17A/43, www.twojafundacja.pl

Najczęstsze błędy popełniane przez rodziców:

• Krytykowanie wyglądu i zachowań dziecka – szczególnie w obecności innych.

• Ingerowanie w prywatną sferę życia – kontrolowanie SMS-ów, czytanie e-maili czy pamiętnika, przeszukiwanie plecaka czy szuflad biurka.

• Brak konsekwencji w traktowaniu dziecka – gdy raz jest naszym partnerem, a innym razem podejmujemy za jego plecami ważne decyzje.

• Udzielanie dobrych rad. Wysyłamy w ten sposób komunikat: wiemy lepiej, sam sobie nie poradzisz.

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Zobacz również

  • Jeśli twój wnuk jest niejadkiem, warto wypróbować proste lecz skuteczne sposoby. Dzięki nim maluch nie będzie dłużej kręcił nosem nad talerzem. więcej