Jak nauczyć się sztuki kompromisu?

Kompromis w miłości to czerpanie przyjemności z zadowolenia ukochanej osoby.

Marzyłaś o romantycznej niedzieli we dwoje zakończonej kolacją przy świecach. Już nawet zarezerwowałaś stolik w waszej ulubionej knajpce. A tu mąż oznajmia, że wybiera się na ryby. Jesteś bliska płaczu. Tak się starałaś, tak się cieszyłaś! A on myśli tylko o sobie! Bierzesz głęboki oddech, żeby się uspokoić. Wiesz, że podstawą związku są kompromisy, więc będziesz mądrzejsza i ustąpisz.

Reklama

Poświęcisz się dla niego. „W porządku – mówisz – skoro wolisz wyprawę na ryby, pojedziemy na ryby”. „Razem?!” – w oczach męża nie widzisz ulgi ani radości. Raczej obawę. Czego może się bać? Ano tego, że zepsujesz mu upragniony relaks. Będziesz się nudzić, marudzić i w kółko pytać: „Długo jeszcze?”. W efekcie wrócicie po kilku godzinach, akurat na kolację, ale żadne z was nie będzie już miało na nią ochoty.

Kompromis nie polega na poświęcaniu się, ale na tym, żeby obie strony czuły się wygrane. Po co mąż jedzie na ryby? Żeby odpocząć. Jeżeli tego celu nie osiągnie, wyprawa traci sens. Lepiej puścić go samego niż na siłę uszczęśliwiać swoim towarzystwem. Skoro go kochasz, zadbaj o jego dobre samopoczucie.

Na waszej wspólnej wyprawie, jeśli się na nią zdecydujecie, może być świetnie – o ile nie będziecie sobie nawzajem przeszkadzać ani do niczego się zmuszać.

Bo co jednemu miód, to drugiemu pokrzywa

On nie każe ci nadziewać robaka na haczyk, a ty mu nie każ zbierać kwiatów. Niech sobie łowi w ciszy i spokoju, niech przeżywa męską przygodę na łonie natury. Ty pochodzisz po lesie, dotlenisz się, a jak się znudzisz, poczytasz książkę. Mężczyźni nie czytają w myślach. I raczej nie lubią niespodzianek, które wywracają ich życie do góry nogi. Zresztą kto je lubi?

Uprzedź ukochanego zawczasu, co planujesz, a oboje unikniecie rozczarowań. I nie dotyczy to wyłącznie planów na niedzielę. Skoro chcecie spędzić razem życie, warto się dowiedzieć, jak je sobie wyobrażacie. A gdy już ruszyliście we wspólną podróż przez życie, sprawdzajcie na bieżąco, czy wciąż tak samo wam się podoba jak na początku.

Rozmawiajcie ze sobą. Jeśli w głębi duszy wiesz, że nie osiągniecie kompromisu, nie ma sensu się oszukiwać. Jeżeli na samą myśl o biwaku dostajesz dreszczy, nie zgrywaj traperki. Bo będziesz musiała tak udawać latami. Czasem lepiej odpuścić.

Aby z etapu zakochania przejść do następnego, czyli: „żyli długo i szczęśliwie”, potrzeba nieustającej pracy i starań obu stron. Jeżeli tylko jedna wykazuje dobrą wolę, wcześniej czy później poczuje się wykorzystywana.

Żeby być z kimś, trzeba być sobą. Dbaj o to, co odróżnia cię od partnera, i jemu pozwól na prywatną strefę zainteresowań oraz spraw, w którą ty nie ingerujesz. Bycie razem nie oznacza ciągłego siedzenia sobie na głowie – taka „bliskość” zadusi najgorętsze uczucie. On ma swoje ryby, ty taniec albo szydełkowanie. Dajcie sobie przestrzeń.

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Życie na gorąco

Zobacz również