Jak motywować dziecko

Dopust boży czy wyzwanie, z którym trzeba się zmierzyć – to od nas zależy, jak traktujemy nasze problemy

Nie dam rady! – oświadcza twoja córka, wstając od stołu. Czyżby obiad jej nie smakował? Zerkasz na talerz. Zjadła wszystko, więc chyba nie o to chodzi? Córka dostrzega twój pytający wzrok i dodaje: – Nie zdam matury! Zostało pół roku, a ja wciąż nic nie umiem.

– Córeczko... – zaczynasz, ale natychmiast ci przerywa: – Wiem, że nie dam rady i już! Koniec, kropka! No i co tu poradzić w takiej sytuacji? Jak zmotywować bez motywowania i przekonać bez przekonywania?

Reklama

Twoim głównym zadaniem jest przekucie myślenia negatywnego (wyrażanego stwierdzeniem: „Nie zdam matury”) na myślenie kreatywne („Jak mam zdać maturę?”).

Daruj sobie uspokajające: „dasz radę”, podparte emocjonalnym: „ja w ciebie wierzę”. Bo problem właśnie na tym polega, że twoja córka sama w siebie nie wierzy. Powiedz coś oryginalnego, zaskocz córkę, rozbaw, posłuż się anegdotą. Sięgnij do mądrości ludowych. Szukaj po całym świecie.

Np. Amerykanie mają powiedzenie: „Jak zjeść słonia? Kawałek po kawałku”. Sens jest taki, że każde zadanie, nawet najtrudniejsze, można wykonać, byle zrobić pierwszy krok, a potem następne.

Najlepszym sposobem rozwiązania złożonych problemów jest podzielenie ich na mniejsze części, aby z rangi „nierozwiązywalnych” spadły do rangi „trzeba się napracować, ale da się zrobić”. Złożony problem po rozłożeniu przestaje być już taki straszny.

Co innego „ogarnąć” cały program matematyki, a co innego rozwiązać jedno zadanie ze zbioru przygotowującego do matury.

Braku pewności siebie nie można lekceważyć, ponieważ to właśnie on czyni problemy nierozwiązywalnymi. Podbuduj córkę wyliczeniem jej zalet. Przestrzeż przed wadami. Świadoma jednych i drugich, lepiej poradzi sobie z wyzwaniem.

To także wyzwanie dla ciebie, bo rodzice albo nie doceniają swoich dzieci, albo je przeceniają – w obu przypadkach nie pomagają im w budowaniu pewności siebie. Pozbaw maturę aury niezwykłości. Wszak rok w rok przechodzą przez nią kolejne pokolenia młodzieży. I w przeważającej większości zdają (nawet syn sąsiadki, a orłem intelektu nie jest).

Poza tym nawet jak się nie zda – to co? Świat się zawali? Są poprawki, można podjąć próbę za rok, mając na naukę więcej czasu i niebagatelne doświadczenie. Oczywiście zawsze trzeba zaofiarować odpowiednie wsparcie, które jednak nie może oznaczać wyręczania dziecka. Chodzi bardziej o wsparcie duchowe i organizacyjne.

Często zdarza się, że rodzice rozwiązują problemy za dzieci, a nie razem z nimi. To błąd, który w dorosłym życiu może skutkować przykrymi konsekwencjami.

Najmniej przykra będzie polegała na tym, że twoja już dorosła latorośl bez pomocy nie poradzi sobie z żadnym, nawet najmniejszym kłopotem. A kiedy już masz problem zdefiniowany, podzielony na etapy, córkę zmotywowaną przykładami i podbudowaną wzmocnionym poczuciem własnej wartości – wtedy żaden „egzamin dojrzałości” (czy to matura, czy inne wyzwanie dorosłego życia) nie będzie straszny. Misja wypełniona.

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Życie na gorąco
Więcej na temat:

Zobacz również