Jak krytykować konstruktywnie

Krytyka nie boli, a przynajmniej nie powinna. Chyba że stosujemy ją bez znieczulenia. Jak w takim razie powiedzieć partnerowi, że coś nam się w jego zachowaniu nie podoba?

No i się obraził. A przecież nie miała złych intencji! Marta nie mogła zrozumieć, dlaczego Krzysztof, jej mąż, ma do niej pretensje. – Powiedział, że ciągle coś mi się nie podoba – i w ogóle, skoro on jest taki beznadziejny, to chyba powinniśmy się rozwieść! – opowiadała w gabinecie.

Reklama

– Prawda, codziennie mu mówię: umywalkę zostawiłeś brudną, wszystko jak grochem o ścianę! – mówiła Marta. Czara goryczy, zdaniem Krzysztofa, przelała się, gdy publicznie skrytykowała jego pracę. Przy znajomych powiedziała, że nowe stanowisko Krzyśka to degradacja, mniejsze obowiązki, pieniądze – i wszystko to jego wina, bo nie umiał dojść do porozumienia z szefem.

Kłótnia, ciche dni i kolejna wizyta Marty w gabinecie. Chciała wiedzieć: jak ma przekazywać mężowi słowa krytyki, by je przyjmował? Co mówić, by sam chciał zmienić zachowanie?

Krok 1: więcej marchewek!

Po co krytykujemy innych ludzi? Najczęściej celem jest wywołanie zmiany. Logiczne: powiem mu, co robi źle, a zacznie robić dobrze. Niestety, to działa tylko przez chwilę. Dr Elizabeth Hurlo

ck, psycholożka, jedna z pierwszych kobiet wykładających na Uniwersytecie Columbia (prawie sto lat temu!) sprawdziła, jaki wpływ na wyniki uczniów ma informacja zwrotna od nauczycieli: chwalenie, karcenie lub ignorowanie ich wysiłków.

Najgorzej szło dzieciom, na które nie zwracano uwagi, przestawały się starać natychmiast. Te krytykowane i chwalone początkowo przykładały się bardziej, próbowały zdobyć uznanie nauczyciela. Czy więc kij i marchewka motywują nas tak samo? Nie. Już drugiego dnia badań dr Hurlock zauważyła, że uczniowie, którzy otrzymywali negatywne informacje zwrotne, przestali w ogóle pracować.

Wyniki tego eksperymentu potwierdzono później wielokrotnie. To pozwoliło naukowcom na opracowanie matematycznej proporcji 5:1 w domu i co najmniej 3:1 w biurze.

O co chodzi? O to, że na każde słowo krytyki powinno przypadać pięć słów miłych. Jeśli chcesz, by partner znosił krytykę z twojej strony, musisz go też doceniać.

Krok 2: mów o sobie

– No dobrze, ale jednak muszę mu powiedzieć, żeby spłukiwał wannę... Dlaczego miałabym milczeć na temat jego pracy? To prawda, że został zdegradowany, bo pokłócił się z dyrektorem – mówiła Marta. Przekazywanie słów krytyki jest szczególnie trudne w bliskich związkach, gdy chodzi o partnera, rodzica, dziecko, przyjaciółkę. Bo wtedy włączają się emocje, wracają wspomnienia.

„Tak, jasne, jestem beznadziejna, od przedszkola mi to powtarzasz!”, „Przysięgałaś, że będziesz mnie wspierać, a teraz zostawiasz mnie na lodzie, dokładnie tak, jak 15 lat temu na studiach, kiedy nie pomogłaś mi w sesji i przez ciebie oblałem”.

Właśnie dlatego dobrze jest krytykę umiejętnie „opakować” w zdania, które psychologowie nazywają „ja-komunikatami”. Mówisz o sobie, a nie o partnerze. Zamiast „Znowu zostawiłeś brudne skarpety pod łóżkiem! Myślisz, że przyjemnie mi je stamtąd wyciągać?”, Marta może powiedzieć: „Nie jest mi miło, gdy muszę wyjmować spod łóżka twoje skarpetki, czuję się wtedy jak obsługa hotelowa”.

Zdanie: „Nikomu nie przyznajesz racji, dlatego ludzie cię nie znoszą”, można zastąpić: „Myślę, że ludzie nie lubią, gdy ktoś się z nimi nie zgadza. Każdy woli, by czasami przyznać mu rację”. A Krzysztof, zamiast: „Zdrajczyni i egoistka, lubisz wbijać mi nóż w plecy?” – może zacząć tak: „Zdziwiłem się, gdy skrytykowałaś mnie przy znajomych. Czułem się zdradzony”.

Generalnie krytykę przekazujemy w cztery oczy i nie wtedy, gdy rozmówca jest zdenerwowany.

Krok 3: w miejsce kijka...

Sama krytyka nie spowoduje zmiany u partnera. Co jeszcze warto, żebyś zrobiła?

• Komplementuj. Bez obaw, słowa szczere i konkretne (zamiast „Jesteś taki wspaniały!”, raczej: „Wspaniale się czuję, gdy wieczorem parzysz mi moją ulubioną herbatę”) nie zepsują nikogo. Chwaląc, wzmacniasz pozytywne reakcje, dzięki temu twój partner częściej będzie się tak zachowywał.

Zamiast w kółko powtarzać, że ubrań nie rzucamy w kąt, można wyczekać chwili, w której koszula zostanie powieszona na miejscu i okazać uznanie: „O! Miło, że dbasz o swoje rzeczy. Bardzo cię w tym lubię, to twój kolor”. Większość z nas lepiej zapamiętuje pozytywne komunikaty i częściej się do nich stosuje.

• Wymieniaj się. Czyli coś za coś. „Krzysztof, wieszaj płaszcz w szafie. Jeśli będziesz o tym pamiętał, nie zostawię więcej szminki w samochodzie!” – może zaproponować Marta.

To wcale nie jest instrumentalne traktowanie drugiej osoby. Takie „wymiany handlowe” są obecne w naszym życiu od zawsze – za dobrą naukę przysługuje piątka, za solidną pracę podwyżka. Ten sam mechanizm zadziała w domu.

• Nagradzaj. To zbliżona taktyka do chwalenia: zamiast wyrażać słowami uznanie dla partnera, daj mu prezent. Drobiazg, który ucieszy. Fajną zakładkę do książki, pendrive’a w ciekawym kształcie. Możesz podkreślić: „Skoro ty zrobiłeś coś, na czym mnie zależy, ja odwdzięczę ci się czymś, co może ci się spodobać”.

• Okazuj zadowolenie. Komplementy, prezenty, wymiany – a przecież czasem wystarczy tylko uśmiech. Znaczące spojrzenie, w którym widać, że się cieszysz z jakiegoś zachowania partnera.

Pamiętaj: w eksperymencie dr Hurlock te dzieci, które były ignorowane przez nauczyciela, radziły sobie równie źle jak te, które były karcone! Brak uznania sprawia, że przestaje nam się chcieć. To droga do porażki. Ci, którzy twierdzą, że „skoro nic nie mówię, to znaczy, że jest OK”, popełniają błąd.

Doprowadzają drugą osobę do frustracji i w efekcie do zaprzestania działań, na których tak im zależy.

• Czasem... odpuść. Zgódź się na coś, co psychologowie nazywają naturalnymi konsekwencjami. Mówisz, żeby on wieszał w szafie swoje rzeczy, tłumaczysz, że wygnieciona marynarka wygląda jak psu z gardła, i nic się nie dzieje? Przestań się tym zajmować.

Pozwól, żeby marynarka się wygniotła. Przewróciło się – niech leży. Może w którymś momencie twój partner sam dojdzie do logicznego wniosku, że o ubrania warto dbać, bo wtedy lepiej wyglądają.

Marta zrozumiała, że przysłowiowe ciosanie kołków na głowie męża nie przyniesie oczekiwanych efektów. Nadal zdarza jej się upomnieć Krzysztofa, ale robi to w odpowiednim czasie, bez świadków i przede wszystkim bez oceniania.

Najważniejsze jest, że wie już: w życiu dwojga bliskich sobie ludzi musi być więcej miłych, ciepłych słów niż tych krytycznych. Wtedy przyjemniej się żyje. I automatycznie obie strony bardziej się starają, by ten stan trwał.

Sylwia Sitkowska jest terapeutką, założycielką Przystani Psychologicznej w Warszawie. Specjalizuje się w terapii indywidualnej i par.

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Zobacz również

  • Trzymamy za rękę najważniejsze osoby, w najważniejszych momentach naszego życia. Często nie zdajemy sobie sprawy, jakie korzyści niesie ze sobą ten piękny, prosty gest. więcej