Internet narzędziem niszczenia człowieka

Kiedyś mogliśmy zaszkodzić komuś plotką, donosem. Dziś do eliminacji konkurentów używamy internetu, który stał się bronią masowego rażenia, a używa się jej bezkarnie – mówi dr Konrad Maj, psycholog społeczny z uniwersytetu SWPS.

Zdjęcie

Przemocy w sieci nie można bagatelizować /123/RF PICSEL
Przemocy w sieci nie można bagatelizować
/123/RF PICSEL

Twój STYL: „Zaszczuli mnie, nie dali możliwości, żeby się bronić”, mówi o swoich wrogach bohaterka naszego raportu. Co panu przypomina taka sytuacja?

Konrad Maj: Średniowieczny lincz, palenie na stosie. Czasy, kiedy podejrzaną jednostkę wyciągało się za włosy z glinianej chaty i rozprawiało z nią publicznie, bez możliwości obrony. Internet obudził w nas najgorsze instynkty i w jakimś sensie zbliżył do społeczeństwa prymitywnego.

Reklama

TS: Dlaczego nie radzimy sobie z nienawiścią?

KM: Nienawiść drzemie w każdym z nas. Czy zostanie uśpiona, czy z nas wypełznie, zależy od indywidualnych wyborów, zdolności radzenia sobie z impulsami, ale też od czynników zewnętrznych. Na przykład od tego, w jakim kraju żyjemy. Tolerancyjnym, szanującym obywateli? Kluczowa jest także postawa rządzących, bo to oni kreują normy, od nich zależy, czy ludzie podają sobie ręce, czy opluwają się w sieci.

TS: Napięcie społeczne i podział między Polakami dawno nie był tak silny jak dziś. Doszedł kolejny powód do obrzucania się błotem.

KM: Jako społeczeństwo padliśmy ofiarą mowy nienawiści. Politycy wykopali między nami potężny rów. Podzielili na lepszych, gorszych. Trudno wyobrazić sobie powszechną zgodę, gdy argumenty sporej części społeczeństwa są lekceważone, mówi się o niej „ci gorsi”. Konflikt więc eskaluje.

TS: Co by nas mogło połączyć? Wspólny cel, symbol?

KM: Kiedyś takim symbolem był papież. Przez lata, choć z zastrzeżeniami, był też Lech Wałęsa. Tej legendy już nie ma. Do niedawna łączyło nas przywiązanie do Europy i jej wartości, ale dziś kraj zmierza w innym kierunku. Nawet patriotyzm i tożsamość definiujemy inaczej. Nie ma autorytetu ani biskup, ani prezydent, ani sędzia.

TS: To prawda, ale nie powód, by siać nienawiść. I kto to robi? Wszyscy korzystamy z internetu, ale nie każdy zostaje napastnikiem.

KM: Naukowcy badali ludzi „hejtujących” w sieci. Okazało się, że mają problem z samoregulacją emocji i kontrolowaniem impulsów. Internet jest dla nich łatwą drogą do pozbycia się napięcia. Inna grupa hejterów to ludzie sfrustrowani, pełni lęków, na życiowym zakręcie. Boją się o przyszłość, zawiodło ich państwo, szukają obiektu, na którym mogliby wyładować niezadowolenie. Najczęściej ich celem stają się politycy, celebryci, ale też wszyscy „inni”: Żydzi, homoseksualiści, uchodźcy.

TS: Nasze bohaterki nie należały do żadnej z tych grup. To zwykłe kobiety. Internet zaczął nam służyć do eliminowania tych, którzy nam się nie podobają?

KM: Piętnaście lat temu mogliśmy zaszkodzić plotką, donosem, ale takie działanie miało mniejszy zasięg, a więc i skutki. Internetowym hejtem docieramy do tysięcy. No i łatwiej zaszkodzić koledze z pracy, oczerniając go w sieci, niż stanąć do uczciwej rywalizacji w firmie. Zdajemy sobie sprawę, że internet jest bronią masowego rażenia. Można się skrzyknąć przeciwko komuś, znaleźć setki frustratów, którzy dołączą do linczu osoby, której nawet nie znają.

TS: Tylko skąd pomysł, żeby atakować osobę, której się nawet nie zna?

KM: To zjawisko nieracjonalne z kategorii: ktoś zaczął, inni się przyłączyli. Będą wśród nich internetowi wandale, ale reszta zrobi to bez świadomości konsekwencji.

TS: Zarazi się nienawiścią?

KM: Można tak powiedzieć, że to jest zaraźliwe. Wyobraźmy sobie, że ktoś nosi w sobie gniew do nauczycieli, którzy go gnębili w podstawówce. Taka osoba na forum swojego miasteczka czyta negatywne opinie o pewnej polonistce. Przyłącza się do ataku, bo chce jej dokopać za cały świat nauczycieli. Ładna dziewczyna trafia do firmy? Pewnie będzie się wywyższać, a szef zacznie ją faworyzować, może więc na wszelki wypadek ją skompromitować, pisząc bzdury w internecie?

TS: Tak po prostu, na wszelki wypadek?

KM: Ludzie pochłonięci celem często eliminują rozterki. Jesteśmy społeczeństwem, które walczy o pracę. Utrata etatu niesie często ryzyko straty mieszkania, które mamy na kredyt. Jeśli byliśmy wychowani w poczuciu, że wszystko nam się należy, będziemy w stanie zrobić wiele, by osiągnąć cel.

TS: Jak możemy walczyć z internetową przemocą?

KM: Organizować się w sieci, nie bagatelizować: „To tylko internet”, bo świat wirtualny to część normalnego życia.

TS: Wchodzenie w dyskusję z hejterami nie nakręca ich agresji?

KM: Może ich rozgniewać, ale jeśli pokażemy agresorom siłę, zobaczą, że nie są tak skuteczni. Trzeba tworzyć akcje wspierania z myślą o ofierze, by nie miała poczucia, że jest sama. Człowiekowi, którego linczuje tłum, wydaje się, że większość ma rację.

Rozmawiała Natalia Kuc

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Zobacz również

  • Czas buntu nastolatka

    Jesteśmy z Markiem późnymi rodzicami. Nie wiemy, jak radzić sobie z buntem naszego syna. Jan nas odtrąca, w ogóle nie chce słuchać naszych rad. Mira z Płocka więcej