Imigrantki rzadziej zgłaszają przemoc

Pani: Dlaczego imigrantki zgłaszają przemoc rzadziej niż Polki?

Witold Klaus*: Bo więcej ryzykują. Na przykład imigrantki z północnego Kaukazu często pochodzą z kultury patriarchalnej, więc zgłoszenie przemocy oznacza, że prawdopodobnie zostaną wykluczone ze społeczności i stracą dzieci. Są narażone na dwa rodzaje przemocy: ze względu na płeć, tzw. domową, a także na przemoc motywowaną uprzedzeniami. Niestety, w Polsce nie ma dla nich ratunku.

Reklama

Jak to?

Wprawdzie prawo je chroni, ale w praktyce to nie działa. Są przepisy, które nakazują sprawcy opuścić mieszkanie, żeby pokrzywdzona mogła w nim zostać. Ale tak się nie dzieje. Problem przemocy w rodzinie wciąż traktowany jest w kategorii pomocy społecznej, a nie przestępczości.

Załóżmy, że pobita przez męża Czeczenka przychodzi na policję…

Po pierwsze, bardzo niewielu funkcjonariuszy nie potrafi się w takiej sytuacji zachować. Niektórzy umywają ręce, zasłaniając się swoją tolerancją wobec innych kultur. Po drugie, w ośrodku interwencji kryzysowej, do którego później ewentualnie ofiara trafia, można być tylko trzy miesiące. Co to zmieni? Można taki pobyt przedłużyć do pół roku, ale nie jest to takie proste.

Jak wygląda to w Austrii albo Wielkiej Brytanii?

Tam prawo jest skuteczne, więc imigrantki czują się bezpiecznie. Jeśli kobieta zgłasza przemoc, to natychmiast jest izolowana od sprawcy. Ma godne warunki, zajmuje się nią szereg doradców psychologicznych i prawnych. Jeśli niebezpieczeństwo jest naprawdę duże, ofiara przemocy trafia do ukrytego ośrodka razem ze swoimi dziećmi.

Jak miałaby wyglądać idealna pomoc?

Ośrodki tego typu powinny być interwencyjne – czyli ofiara zatrzymuje się w nim na noc albo dwie. Potem kobieta wraca do swojego domu, a wyrzucany jest z niego sprawca. A jeśli to niemożliwe, ona dostaje inne mieszkanie, w którym może zacząć budować nową rzeczywistość.

To sporo kosztuje…

Wcale nie. Gdyby zrezygnować z części ośrodków i wynajmować mieszkania na rynku dla takich osób – i je wspierać, spokojnie by wystarczyło. I byłoby bardziej skuteczne niż przeładowane, pełne agresji ośrodki.

Z perspektywy ofiary to bardzo ważne – nie mieć bezustannie poczucia tymczasowości. A rad w kwestii pomocy szukać trzeba przede wszystkim u samych ofiar, prawda? (M.S.)

* Witold Klaus – prezes Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, adiunkt w Zakładzie Kryminologii Instytutu Nauk Prawnych PAN.

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Zobacz również

  • Upływ czasu jest często dużym problemem, szczególnie dla kobiet. Może nawet powodować niebezpieczną dla zdrowia fizycznego i psychicznego gonitwę do urodowej doskonałości. U pań dochodzą do tego... więcej