Dlaczego niezależnym kobietom nie udają się związki?

Zarabiamy, odnosimy sukcesy, radzimy sobie z rzeczywistością – tylko w życiu uczuciowym idzie nam jak po grudzie. Dlaczego silnym kobietom nie udają się związki? Czy to prawda, że trafiają na słabych mężczyzn, którzy nie umieją być partnerami? Można znaleźć wspaniałego mężczyznę, a potem go… popsuć. Jeśli akceptujemy kogoś, wierzymy w niego i go wspieramy, to on staje się taki, jakim go widzimy. Jeśli podcinamy mu skrzydła – tak samo. Karolina Święcicka

Reklama

Basia zawsze była dla mnie przykładem superkobiety. Mądra, ładna. Przez życie idzie jak taran. Świetnie radzi sobie zawodowo, jest troskliwą mamą, w wolnych chwilach maluje i tańczy salsę. Byłam zdumiona, gdy kilka lat temu mąż zostawił ją dla innej.

Basia przeżyła załamanie, ale szybko się pozbierała i zaczęła umawiać na randki. Przebierała, kręciła nosem, „udają ludzi sukcesu, a chcą uwiesić mi się na szyi”, mówiła, aż spotkała Adama. Przystojny, trzy lata od niej młodszy, z zawodu barman. Dowcipny, troskliwy, świetnie dogaduje się z jej synem. Nic, tylko zazdrościć.

Jednak na ostatnim babskim wieczorze Basia wydała mi się przygaszona. Wyszłyśmy pogadać na balkon. Westchnęła: – Mam problem z Adamem. Zupełnie przestał się starać.

Kiedy zaczęliśmy razem mieszkać, to i zakupy zrobił, i zawiózł młodego na piłkę, i odkurzył od czasu do czasu, i umówił się na przegląd samochodu… A teraz? W domu nic nieogarnięte, wszystko jest na mojej głowie. Skończyły się prezenty bez okazji.

Nawet już nie rozmawiamy tak jak kiedyś. Po prostu, jakby… schował się do muszli. Gdy próbuję go jakoś postawić do pionu, to najczęściej wychodzi do siłowni. Nie mam w nim oparcia. Basia nie rozumie, co się stało. Czy to jakiś koniec miodowego miesiąca? A może chodzi o pracę i różnicę stanowisk?

Barman to nie jest perspektywiczne zajęcie, a w porównaniu z jej dyrektorskim stanowiskiem… może Adam poczuł się gorszy? I co on właściwie robi całymi dniami – bo pracuje popołudniami i wieczorami.

Ale mimo jej nalegań pracy zmienić nie chce, ostatnio tylko przymyka oczy i mówi: „Daj spokój”. Basia zbliża się do czterdziestki, chciałaby jeszcze urodzić drugie dziecko, ale czuje się tak, jakby już miała dwoje. Nie chce szukać kolejnego mężczyzny.

Na początku byli przecież szczęśliwi: – Wreszcie byłam pewna, że trafiłam na prawdziwego faceta, który nie chce być pasożytem. Tak długo wydawał się pewny siebie, ciepły, zaradny… Czuję się, jakby ktoś zrobił mnie w balona, po raz kolejny zaczęłam być z fajnym, dynamicznym gościem, a potem on stał się biernym, wycofanym milczkiem.

Na niczym mu nie zależy, o nic się nie stara. Czy już nie ma mężczyzn tak silnych… jak ja? Basia chwyta się wszelkich sposobów, ale im bardziej się stara, tym bardziej on ją odtrąca, jakby robił jej na przekór. Im ona jest silniejsza, tym on jest słabszy. Im on jest słabszy, tym bardziej ona stara się go rozruszać.

Kobiet takich jak Basia jest coraz więcej. Odnoszą sukcesy na wielu polach, ale narzekają na porażki w życiu osobistym. Na warsztaty do life coacha i psycholożki, dr Magdy Fres, dyrektor Katowickiego Centrum Psychologii i Coachingu, przychodzą takie właśnie kobiety: atrakcyjne, wykształcone i zaradne, prowadzące własne firmy, lekarki, designerki, prawniczki. Łączy je jedno: to one w swoich związkach „noszą spodnie”.

– Obecny trend kulturowy wymaga od kobiet, żeby stały się alfą i omegą, żeby były dobrymi matkami, świetnymi pracownicami, miały rozległe zainteresowania i jeszcze zachowały młodość. To bardzo obciążające, ale – jak w przypadku moich klientek – możliwe. Tyle że w efekcie kobiety dochodzą do wniosku, że mężczyzna nie robi niczego tak dobrze jak one.

Moje klientki są wyemancypowane tak, że właściwie facet jest im niepotrzebny – mówi psycholożka. – Nie ma im do zaoferowania nic, czego nie potrafiłyby zrobić same. A kiedy w związku nie ma wymiany, gdy jedna ze stron nie ma co dawać, relacje zaczynają szwankować.

Może źle wybrała?

Basia martwi się, czy dobrze wybrała. Jej były mąż był zupełnie inny. Taki jak ona – dynamiczny, zaradny. Ale po kilku wspólnych latach ich związek zamienił się w zawody, kto lepiej sobie radzi.

Im bardziej się starała, tym bardziej mąż torpedował jej osiągnięcia i tym mniej jej pomagał, aż w końcu zostawił ją dla innej.

Związała się z Adamem między innymi dlatego, że nie był nastawiony na rywalizację. Byli z zupełnie innych bajek: on – barman, ona – bizneswoman. Poznała go w barze, do którego weszła podłamana po przedostatniej rozprawie rozwodowej. Tak dobrze im się rozmawiało, że po rozwodzie wróciła. Potem znowu.

Słuchał, rozśmieszał, wspierał. Było cudownie. Ale teraz Adam jest zupełnie kimś innym. Na początku lubił ją zaskakiwać – wyjazdem na weekend, kolacyjką, gdy miała ciężki dzień. Teraz tego nie robi.

To ona musi go rozbawiać, motywować. Znowu wybrała nieodpowiednio? Jaki mężczyzna nadaje się zatem dla silnej kobiety? Jeśli zwiąże się z silnym, będą walczyć. Jeśli ze słabym, zdominuje go. Emilia Busłowicz, trenerka i dating coach (trener randkowania), mówi, że najpierw warto zadać sobie parę pytań:

– Po co ja właściwie potrzebuję mężczyzny? Jakie są moje oczekiwania i czy są one realne? Co mam mu do zaoferowania i czy to jest to, czego on potrzebuje? Kobietom, które wspaniale radzą sobie w życiu, wydaje się często, że ich niezależność i zaradność imponują mężczyźnie.

I tak jest, owszem, ale czy na dłuższą metę jest im to potrzebne? Większość mężczyzn, szczególnie silnych, szuka w związku delikatności i wsparcia. Bywa, że to, co obie strony mogą sobie wzajemnie zaoferować, zupełnie rozmija się z ich potrzebami – podsumowuje Busłowicz. Terapią par zajmuje się dr Cezary Sękalski z krakowskiej Kliniki Małżeńskiej. Mówi, że jeśli problem powraca w każdym kolejnym związku, to znaczy, że mamy go w sobie i nowy partner go nie rozwiąże.

– Każdy z nas ma wdrukowane wyobrażenia na temat relacji i powiela je, często nieświadomie, w dorosłym życiu – wyjaśnia psychoterapeuta. – Pierwsze dwa lata związku to zwykle walka o dominację – każda ze stron tak steruje związkiem, aby upodobnił się do jej wzorców, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy. Zdarza się, że choć mówimy „szukam oparcia” albo „potrzebuję partnerstwa”, to w praktyce dążymy do tego, by zaopiekować się partnerem czy przejąć inicjatywę w związku.

Kastrujący perfekcjonizm

Czy siła i zaradność mogą być problemem? Okazuje się, że tak. Basia twierdzi, że pragnie wsparcia, ale pokazuje Adamowi, że wszystko robi lepiej od niego. Mówi, że potrzebuje pomocy, ale jest całkowicie samowystarczalna. Na przykład na treningi piłkarskie sama wozi syna, bo Adam kilka razy się spóźnił. Jest zła, że przejęła ten obowiązek, ale przecież ona nie spóźnia się nigdy. Wolała, gdy zakupy robił Adam, ale często zdarzało mu się o czymś zapomnieć, więc tak jakoś wyszło, że spadło to na nią.

Ona nie zapomina niczego ze sklepu, bo zawsze ma listę potrzebnych produktów. Nie zapomina o urodzinach, rocznicach, imieninach, bo ma wszystko wpisane w kalendarz. Na drugą rocznicę kupiła mu piętnastoletnią whisky (specjalnie dla niej sprowadzoną), a Adam w ostatniej chwili skoczył po kwiaty i zrobił kolację. Niby fajnie, ale kto postarał się bardziej? Oczywiście ona. Była zawiedziona i nie omieszkała mu tego powiedzieć. Przecież nie pracuje w ciągu dnia, ma dużo czasu, prawda? I co on na to? Skończył w milczeniu kolację i… wyszedł do siłowni.

Kosztowna whisky wciąż stoi nieotwarta. Partner osoby, która wszystko robi świetnie, jest wpychany w bierność. W efekcie czuje, że mu się nie ufa, nie polega na nim, nie szanuje jego starań. Po co ma podejmować próbę, jeśli znów narazi się na krytykę? Ustępuje pola. Związek po pewnym czasie zaczyna przypominać dipol: kobieta jest ładunkiem z plusem, wszystko potrafi, a mężczyzna staje się minusem, nie umie nic.

Silny i pewny siebie mężczyzna pozornie się wycofa, a potem szybko zacznie rywalizować i oddawać ciosy. Ten mechanizm zadziałał w małżeństwie Basi. Emilia Busłowicz stawia sprawę jasno: – Można znaleźć wspaniałego faceta, a potem go… popsuć. Jeśli akceptujemy kogoś, wierzymy w niego i go wspieramy, to on staje się taki, jakim go widzimy. Jeśli podcinamy mu skrzydła – tak samo. Ostatnio, w ramach ratowania związku i powrotu do dawnych klimatów, Basia wymyśliła, że pojadą na weekend do Paryża. Adamowi pomysł się spodobał.

– Pomyślałam, że to dobra okazja, by się wykazał – mówi Basia. – Poprosiłam, żeby znalazł tanie bilety lotnicze. Znalazł i kupił od razu, nawet zadzwonił do niej, żeby się pochwalić. Ale wieczorem Basia sama zajrzała do wyszukiwarki. I w kwadrans znalazła ofertę tańszą o 200 zł. Zirytowała się. Nie mógł się bardziej postarać? – Taka reakcja to przejaw perfekcjonizmu – mówi Cezary Sękalski i tłumaczy: – To, że mężczyzna znalazł tanie bilety na wyjazd, jest przecież większą wartością dla związku niż fakt, że można było je kupić jeszcze taniej. Jednak perfekcjoniści często stawiają wymagania, a potem torpedują próby ich spełnienia.

Mówią: pomóż mi wreszcie, a kiedy druga strona zaczyna pomagać, to słyszy: ech, nie robisz tego tak dobrze jak ja. Emilia Busłowicz uważa, że nadmiar krytycznych uwag nie daje nic poza odbieraniem partnerowi chęci do działania. Niektóre z nas uparcie sądzą, że celne osądy skłonią drugą osobę do poprawy, zmotywują do aktywności, ale to nie działa nawet na dzieci.

– Mężczyźni słabo sobie radzą z poczuciem winy i wycofują się, słysząc te wszystkie: „tak się tego nie robi”, „mogłeś się bardziej postarać”, „sam się domyśl, czemu jestem zła”. Słowa, jakich nadużywa Basia, gdy opowiada o Adamie, to „można było lepiej”. Można sprawniej odwozić dziecko na zajęcia. Można mieć lepszą pracę. Lepiej zrobić zakupy. Krytyka bez końca.

Jak zostać księżniczką

Basia mówi, że trudno żyć z takim człowiekiem, jakim stał się Adam. Jednak eksperci, z którymi rozmawiam, zauważają raczej, że trudno żyć z kimś takim jak Basia i dotrzymywać mu kroku. Nie ma, niestety, recepty z dziesięcioma punktami, jak uzdrowić taką relację, ale znamy pierwszy z nich: trzeba zrozumieć, że silna, zdecydowana i skłonna do perfekcjonizmu kobieta jest bardzo trudnym partnerem.

Cezary Sękalski: – Podczas terapii par pierwszy krok do sukcesu to rozmowa oraz próba zrozumienia drugiej strony, bo przecież nikt nie ma zwykle złej woli, każdy ma dobre zamiary. Te początkowe spotkania bywają jednak trudne, bo partnerzy przychodzą przepełnieni złymi emocjami.

Kobiecie łatwo wtedy powiedzieć: proszę naprawić mojego męża, bo jest bierny i leniwy. A mężczyźnie: proszę naprawić żonę, bo jest nadaktywna, nie daje mi żadnego pola manewru. Język, jakiego używają, jest pełen negatywnych ocen, przypisują sobie złe intencje. Tam, gdzie on jest bezradny, ona widzi wygodnictwo i wykorzystywanie jej. Tam, gdzie ona chce pomagać, on widzi chęć zdominowania go i wieczną krytykę.

Terapeuta przyjmuje rolę mediatora. Bo często to nie partner jest winien, tylko brak znajomości siebie i własnych reakcji oraz nieporozumienie. I oczywiście historie, które się ciągną za obojgiem. Basia miała 17 lat, gdy odszedł jej tata. Mama się załamała, a ona holowała siebie i młodszą siostrę ku dorosłości. Chodziła na wywiadówki, robiła zakupy, dorabiała korepetycjami w liceum. Bycie Zosią samosią pomogło jej przetrwać. To, co jej nie zabiło, wzmocniło ją, ale na wszystkich frontach i na stałe. Nie potrafi prosić o pomoc.

To ona zawsze pomagała. Dlatego zdaniem Cezarego Sękalskiego drugi krok polega na zobaczeniu, w jakich sytuacjach jesteśmy nadopiekuńczy. Dopiero wtedy można przekonywać do przymykania oczu na niedoskonałości, do cieszenia się małymi sukcesami, do tego, by dać drugiej stronie przestrzeń zamiast martwić się, że zrobi coś gorzej.

Kobiety często nie zdają sobie sprawy z tego, że tę nadopiekuńczość mężczyzna odbiera jako brak zaufania. Jak jednak zmienić zachowania, które są wieloletnimi nawykami? Jak ktoś, dla kogo metoda Zosi samosi była jedynym sposobem na uporanie się z życiem, ma odrzucić swój „zestaw ratunkowy”? To wydaje się niemożliwe, a Basia ma 37 lat i chciałaby szybkich zmian. Na warsztatach dr Magdy Fres klientki uczą się odpuszczać w drobnych sprawach, takich jak domowe porządki czy załadowanie zmywarki. – Dla wielu kobiet jest irytujące to, że partner np. nieefektywnie układa naczynia i musi ją włączać dwukrotnie. Robią to same, ale potem chodzą rozdrażnione, bo „on znowu nic nie robi”.

Zadanie pierwsze: powstrzymaj się od uwag, a w zamian doceń zyskany czas. Jeśli on coś robi, ty się tym w ogóle nie zajmuj. Magda Fres zachęca do ćwiczenia się w roli księżniczki (najlepiej w czasie weekendu). – Wiadomo, księżniczka wielu rzeczy nie robi sama: nie nosi, nie podaje, nie gotuje.

Ćwiczenie polega na tym, że, po pierwsze, tego nie robisz, po drugie, bezkrytycznie akceptujesz. Jeśli jest to śniadanie – zjadasz, co dostajesz, nawet jeśli jest ono mniej dietetyczne i gorzej podane niż to, które przyrządziłabyś sama. Jeśli księżniczka wejdzie w rolę ochmistrzyni i zacznie mnożyć uwagi, skutki będą opłakane. Nikt nie obsługuje ochmistrzyń.

Można też, jak radzi Emilia Busłowicz, zacząć od początku, czyli wrócić myślami do pierwszych etapów związku i zastanowić się, co pociągało mnie w tym mężczyźnie. Czy da się to odbudować? Basi na przykład podobała się uważność, z jaką Adam jej słuchał, i bezpośredniość w stosunku do jej syna. To on przekonał chłopca do piłki nożnej.

Może powinna pozwolić mu znowu jeździć na treningi? I znowu zacząć inicjować zwykłe rozmowy? Prosić go o radę? Pokazać się od słabej strony, skoro właśnie to jej się kiedyś spodobało – ta jego chęć pomocy i słuchania?

– Przede wszystkim dobrze by było, gdyby to Basia posłuchała Adama – radzi Cezary Sękalski. Nie krytykowała na przykład pracy, jaką sobie wybrał, mimo że według niej jest nieodpowiednia. Robiąc coś – nawet dla czyjegoś dobra – warto zastanowić się, czy druga strona też wybrałaby takie rozwiązanie.

Sterując i wyręczając, uderza się w samodzielność drugiej osoby. Zamiast popychać i pomagać, warto zapytać: a jaką pracę chciałbyś wykonywać w przyszłości? Co chcesz robić w życiu? Albo: jak się podzielimy obowiązkami w domu? I dać mu samodzielność, razem z prawem do popełniania błędów.

– Nadmierne przejmowanie za kogoś sterów sprawia, że zamiast kochanka i partnera mamy pasażera. Żeby druga strona wykazała inicjatywę, trzeba dać jej przestrzeń – dodaje dr Fres. Co najtrudniejsze, trzeba zauważyć własną niedoskonałość i pogodzić się z niedoskonałością partnera. I zrozumieć, że w związku nie chodzi o to, żeby wszystko było zrobione idealnie, lecz żeby obie strony miały co w nim robić.

Język serca

Nauka pozytywnego mówienia w ośmiu krokach, czyli jak mówić, żeby nie ranić, według psychologa Marshalla B. Rosenberga:

• NIE: Można było lepiej/TAK: Dzięki, że to zrobiłeś

• NIE: Źle to zrobiłeś/TAK: Dzięki, że to zrobiłeś

• NIE: Uch, sama to zrobię/TAK: Czy możesz mi pomóc?

• NIE: Znowu dziś zapomniałeś…/TAK: Czy możesz jutro…?

• NIE: Zrób to tak:…/TAK: Jak chcesz to zrobić?

• NIE: Ja wiem lepiej/TAK: Mam inne zdanie

• NIE: Nie masz racji/TAK: Ja tak nie uważam

• NIE: Czy TY zawsze…/TAK: Denerwuje MNIE, gdy…

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Zobacz również

  • Zakochałam się w koledze z pracy. Nie zamierzam rozbijać jego rodziny, ale on twierdzi, że nigdy nie był szczęśliwy w małżeństwie. Zapewnia, że od dawna nic go z żoną nie łączy i kocha tylko mnie.... więcej