Czy płaczem można zmiękczyć każde serce?

Jowita usiadła na krześle, położyła na stole paczkę chusteczek i zaczęła opowiadać. W ciągu kilku minut trzy razy ocierała łzy.

– Jestem jedynaczką. W dzieciństwie byłam rozkapryszoną dziewczynką, ale mogę to ocenić dopiero dziś, po latach, gdy sama jestem matką. Nauczyłam się, że jak popłaczę, dostanę to, czego chcę. Zwłaszcza od taty, który mnie uwielbiał. – Nieźle zaczynasz, Jowita. Aż boję się pomyśleć, co będzie dalej... – Kiedy wyszłam za mąż, początkowo też to działało. Z czasem, gdy już mieliśmy dzieci, nowe obowiązki, moje łzy coraz bardziej go irytowały. Doszło do tego, że miał mnie dość. Jak zaczynałam płakać, wściekał się i wychodził z domu. – Ja mu się nie dziwię, bo sama wiesz, że płacz miał służyć wymuszeniu czegoś, co uznałaś, że będzie dla ciebie korzystne. Działało to nieźle w odniesieniu do rodziców, ale nie ma prawa tak samo działać na męża. Też jesteś dla niego ukochaną, ale przecież dorosłą partnerką! – Nasz związek wiele razy wisiał na włosku. Potem znów się godziliśmy. Z tego wszystkiego płaczę coraz częściej... – Tobie już wszystko się pomieszało! Jak dla mnie, po prostu nie wyrosłaś z dziecięcego rozkapryszenia. Nie sądzę, żeby mąż miał dość łez – on ma dość małej dziewczynki w ciele dorosłej baby! – Mąż wiele razy groził, że mnie zostawi. „Gdybym wiedział, że jesteś taką wariatką, nigdy bym się z tobą nie ożenił!” – krzyczy. Przed tygodniem dowiedziałam się, że jestem... w ciąży. Po siedmiu latach od ostatniego dziecka. Wiem, że jak mu to powiem, rozryczę się, a on się wścieknie. I mnie zostawi... – Wścieknie się i zostawi bo jesteś w ciąży? Czy dlatego, że się rozryczysz mówiąc mu o tym? On uważa cię za „wariatkę”, bo bez przerwy się chowasz za tym płaczem. Zamiast brać się za rozwiązywanie problemów. – Ale jak to zrobić? – Myślę, że pora dorosnąć. I możesz sobie dalej płakać, bo nie uda ci się przestać, jeśli robiłaś to całe życie. Ale ma to sens, jeśli twoje łzy będą towarzyszyły sensownemu, dorosłemu działaniu. I przestaniesz udawać, że masz znowu dziesięć lat i bez pomocy rodziców, już sobie nie poradzisz.

Psycholog Dorota Krzywicka

Reklama

Opinie czytelniczek

Ola (42 l.): Jesteś w dalszym ciągu rozpieszczoną gówniarą, która myśli, że jest pępkiem świata. Mąż ma racje, że chce cię zostawić. Nikt nie lubi marnować najpiękniejszych lat na życie u boku osoby niezrównoważonej emocjonalnie. Wiem, że zostaniesz wkrótce sama z małym dzieckiem na rękach. Już niejedna kobieta tak skończyła. A twoje miejsce zajmie normalna, spokojna, równie atrakcyjna babka...

Monika (50 l.): Całkowicie zdajesz sobie sprawę z sytuacji i problemu, więc głupia nie jesteś, dlatego jedynym ratunkiem jest psycholog! Tatuś zapewne pomoże ci zawsze, ale pytanie: czy chcesz żyć z mężem czy z tatusiem?

Karolina (36 l.): Masz dziecko w drodze. Nie jesteś małą dziewczynką. Sama musisz być dla męża i dzieci życiową podporą. Głowa do góry!

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Chwila dla Ciebie

Zobacz również

  • Wkrótce po ślubie mój syn wydawał się szczęśliwy. Teraz jednak coraz częściej młodzi się kłócą. Synowa nieustannie go krytykuje i ma mu coś do zarzucenia. Widzę, że on traci cierpliwość. Mojemu... więcej