Chorobliwa zazdrość

Dorota, która mnie odwiedziła, była kłębkiem nerwów. Trzęsły się jej ręce, wzrok błądził po ścianach.

– Spokojnie, opowiedz, co się dzieje – zachęciłam. – Poznałam Marcina i przez trzy miesiące oboje byliśmy szczęśliwi. A potem... Wystarczyło, że spojrzał na inną kobietę, a ja od razu wpadałam we wściekłość. Nie potrafiłam nad tym zapanować...

Doszło nawet do tego, że nie spotykamy się towarzysko ze znajomymi, bo zawsze kończy się to awanturą – zaczęła Dorota.

Reklama

– Są sytuacje, w których zazdrość ma uzasadnienie. Gdy mamy dowody, że rzeczywiście dzieje się coś złego.

Ale ty, zdaje się, masz tylko swoje podejrzenia, którymi dręczysz siebie, męża i otoczenie?

– Ma pani rację. Ale stało się coś gorszego. Odwiedziła nas moja przyjaciółka z lat młodości. Już drugiego dnia zrobiłam awanturę mężowi, bo pojechał z nią do miasta, a po powrocie wciąż ze sobą trajlowali. Stałam się dla niej oschła.

Gdy się żegnaliśmy, nawet nie wyszłam jej pomachać. A potem znów zaczęłam zamęczać męża pytaniami...

– Twoja chorobliwa zazdrość ma prawdopodobnie podłoże nerwicowe.

Głównym objawem nerwicy jest lęk. Boisz się, że stracisz ukochanego mężczyznę, że on cię zostawi. Lękasz się samotności i odrzucenia... – Ale co zrobić? Zastanawiam się, czy do niej nie zadzwonić. Tylko pewnie się obrazi i zerwie ze mną znajomość. Ale jak zadzwonię, to się uspokoję. Już nie mam siły tak żyć! – rozpłakała się.

– Efekt dzwonienia do przyjaciółki będzie dokładnie taki, jak przewidujesz. Wyciszysz się na pięć minut, a ona obrazi się na całe życie.

– To może powinnam spróbować przez Marcina? Ale on mówi, że jestem chora z zazdrości, i nie chce o tym słyszeć.

– Nie tędy droga. Proszę cię, zacznij leczyć tę nerwicę. Idź do psychiatry i poddaj się terapii, jaką ci zaleci. To jedyne rozsądne wyjście. Musisz się ratować.

Artykuł pochodzi z kategorii: Psychologia

Chwila dla Ciebie

Zobacz również