Graj z dzieckiem w gry planszowe

Gry planszowe święcą wielki powrót! Bawią nie gorzej niż komputerowe, a mają dużo lepszy wpływ na rozwój dziecka. Może to idealny pomysł na gwiazdkowy prezent?

Zdjęcie

Gry planszowe to zabawa dla całej rodziny /123/RF PICSEL
Gry planszowe to zabawa dla całej rodziny
/123/RF PICSEL

tekst: Iwona Milewska

Natalia Gutowska psycholog dziecięcy www.rodziceidzieci.pl

W sklepach jest wielki wybór gier. Kosztują najwyżej po kilkadziesiąt złotych, a grać w nie można wszędzie. Te najprostsze nadają się już dla trzylatków. Fenomen planszówek polega na tym, że wciągają całe rodziny. Psychologowie namawiają, by po nie sięgać, bo dobra zabawa to tylko jedna z ich zalet.

Reklama

Wspólnie spędzony czas

– To rodzaj rozrywki, która pomaga rodzicom budować relacje z dziećmi w każdym wieku – podkreśla Natalia Gutowska. – Najmłodsi mają po raz pierwszy w życiu okazję do partnerskiej zabawy z mamą i tatą. Gry planszowe ustawiają bowiem wszystkich na równoprawnych pozycjach, tu nie ma znaczenia wiek czy jakiekolwiek zwierzchnictwo. To układ atrakcyjny także dla nastolatków, z którymi rodzicom coraz trudniej znaleźć płaszczyzny porozumienia i sposób na wspólne spędzanie czasu.

Podczas gry zanika dystans, do głosu dochodzą emocje i zdrowy niepokój, kto wygra. – Granie sprzyja zacieśnianiu więzi. Dzieci się otwierają, chętniej opowiadają o tym, co ich martwi – mówi Natalia Gutowska. – To dla rodziców świetna okazja do obserwacji dziecka „w akcji”. Jakich dokonuje wyborów, jak szuka rozwiązań, jak sobie radzi z czekaniem na swoją kolejkę.

Pierwsza lekcja zasad

W trakcie gry do trzy-, czterolatka dociera, że nie on jest najważniejszy. Nie może sam bawić się kostką, musi czasem poczekać, aż rzuci nią mama albo starszy brat. To zwykle pierwsze spotkanie z zasadami społecznego życia. – Wytłumaczmy dziecku reguły, zanim zaczniemy grać – uprzedza Natalia Gutowska.

– Gdy będzie się przeciwko nim buntować, powiedzmy, że wymyślono je raz na zawsze i nie należy ich zmieniać, bo to psuje grę. W końcowym rozrachunku doceni te reguły i poczuje się bezpiecznie, bo zauważy, że obowiązują wszystkich.

– Może przyjść moment, że dziecko będzie chciało ustalić własne zasady. To normalne między czwartym a siódmym rokiem życia – mówi Natalia Gutowska. – Pozwólmy mu to zrobić, ba, nawet wymyślić całą grę. Niech ćwiczy kreatywność. Ale spiszmy te zasady i nie zmieniajmy ich, gdy przestaną mu odpowiadać.

Przegrana to nie koniec świata

Pod koniec gry może pojawić się kolejny problem: przegrana. Okazuje się, że mama, która dotąd spełniała jego zachcianki, najszybciej wprowadziła pionki do bazy! – Grajmy uczciwie. Nie dawajmy dziecku wygrać, by je uszczęśliwić – przekonuje Natalia Gutowska. – Ale gdy przegra, zaopiekujmy się jego uczuciami.

Nie mówmy: „To nieważne, nie przejmuj się”. Przeciwnie, podkreślmy, że wiemy, jak trudno mu znieść porażkę, bo każdy kiedyś przegrał. Pocieszmy je, że wkrótce będzie miało szansę na rewanż. Gdy jednak dziecko w złości regularnie niszczy planszę i rozrzuca pionki, odłóżmy na jakiś czas grę, która wzbudza takie skrajne emocje. Albo podzielmy się na zespoły, bo w grupie łatwiej znieść porażkę.

Można też sięgnąć po bajki terapeutyczne, w których bohaterowie mają podobne problemy (np. „Po co się złościć”, E. Zubrzyckiej). – Dziecko stopniowo uczy się radzić sobie z frustracją, gdy coś mu się nie udaje, oraz wytrzymywać stan napięcia, jeśli przyjdzie mu czekać. Gry planszowe są doskonałym polem do treningu – dodaje Natalia Gutowska. – Później łatwiej poradzi sobie z podobnymi problemami w życiu.

Nauka podczas zabawy

Każda gra planszowa ma w sobie element edukacyjny. Małe dziecko, rzucając kostką, doskonali swoje zdolności manualne. Podczas gry w domino uczy się kojarzyć kształty, litery i cyfry. Nawet przy chińczyku musi wybrać strategię. Czy najpierw doprowadzić jeden pionek do bazy, czy poruszać się kilkoma? Uczy się logicznego myślenia i szukania rozwiązań.

– Lubimy, gdy dziecko nabywa nowych umiejętności. Jednak nie próbujmy przejmować roli nauczyciela – ostrzega Natalia Gutowska. – Wybierajmy gry, które sprawiają dziecku frajdę, a nie dają wrażenia, że wciąż jest na lekcji. Tych będzie miało dosyć w szkole.

Maciej Jesionowski, psycholog, znawca gier, prowadzi blog „Jatygry": Czym się kierować przy wyborze gry?

● Dla trzy-, pięciolatka najlepsza będzie gra losowa z małą ilością wyborów, np. klasyczny chińczyk czy „Nogi stonogi”. Ich zasady są proste, a wynik zależy od rzutu kostką. Każdy ma takie same szanse na wygraną – dziecko na pewno ją polubi. Choć fascynacja grą może nie trwać długo.

● Gry typu memory (np. polegające na dobieraniu klocków lub kart pod względem kolorów czy słówek) ćwiczą pamięć i umiejętność skojarzeń. Przykładem będą „Potwory do szafy” – dobry trening dla kilkulatka ze starszej grupy przedszkolnej.

● Dziecko w wieku szkolnym poradzi sobie z każdą grą tematyczną – logiczną (np. „Rój”), ekonomiczną (np. „Splendor”) czy strategiczną (np. „Cyklady”). Wybierajmy ją zgodnie z za- interesowaniami dziecka.

● Nie dajmy sobie wmówić, że gry opisane jako edukacyjne są bardziej wartościowe od innych. Często producenci podbijają w ten sposób wartość tych nudnych, mniej udanych. Najlepiej kupować gry polecane przez kogoś: znajomych, recenzentów czy sprzedawców ze sklepów specjalizujących się w nowoczesnych grach planszowych.

Artykuł pochodzi z kategorii: Gry i zabawy

Olivia

Zobacz również

  • Na pewno znasz zabawę w Kółko i Krzyżyk. Ale my proponujemy nieco trudniejszą wersję. Ta gra poprawia spostrzegawczość, refleks i zdolność przewidywania. A przy okazji to świetny pomysł na... więcej