Book of Demons

Już dawno nie miałem z wczesnym dostępem tak pozytywnych doświadczeń jak w przypadku Book of Demons. Siadałem do gry zaciekawiony niezwykłym, „papierowym” stylem graficznym. Wstawałem zaś zachwycony tym, że za unikatową formą kryje się równie niezwykła treść. Boi się tylko ognia: gem

Gatunek: hack’n’slash

Producent: Thing Trunk Data wydania: miejmy nadzieję, że 2016 Jak zagrać: wczesny dostęp na Steamie (ok. 86 zł) Multi: nieee www.return2games.com

Reklama

Stało się tak dlatego, że Book of Demons nie tylko fantastycznie wygląda i fenomenalnie brzmi. I nawet nie tylko przez to, że pod względem mechaniki to po prostu Diablo ze znakomicie wyważonym aspektem ryzyka i nagrody. Także dzięki temu, że stanowi jedynie wstęp i platformę testową większego projektu, nazwanego Return 2 Games, który wskrzesić ma złotą epokę PC gamingu.

Każda z siedmiu planowanych przez twórców gier ma być przy tym odmienna i należeć do innego klasycznego gatunku. Łączyć ma je ten unikalny styl graficzny, wzorowany na pamiętanych z dzieciństwa książkach, których kartonowe strony skonstruowano tak, że po otwarciu wyrastają na nich ruchome trójwymiarowe ilustracje.

W tym rozumieniu otwierająca R2G Book of Demons to hołd składany przez twórców hack’n’slashom fantasy. Jej bohaterowie to klasyczni wojownik, łotrzyca lub czarodziej (w demie dostępny jest tylko woj, który dzięki wyśmienitemu losowaniu imienia w moim przypadku stał się na wieki Żelisławem), powracający do rodzinnej wioski, by zobaczyć, że zaatakowana została przez demony, i usłyszeć „stay awhile and listen” z ust lokalnego mędrca.

Ich dalsze losy też są jakby skądś mi znane, bo kolejne godziny poświęcą na eksplorację coraz niższych pięter rozciągających się pod kościołem podziemi, eksterminując hordy potworów i potężnych bossów, w tym rzeźnikopodobnego Kucharza i biorącego kąpiel w lawie Arcydemona.

Flexiscope i nie tylko

Z chwilą zejścia do podziemi gra staje się Diablo z wyciętymi z papieru i stosownie „animowanymi” postaciami. Poszczególne piętra są naturalnie generowane proceduralnie, przy czym długość rozgrywki możemy zaplanować samodzielnie za sprawą systemu Flexiscope.

Ten pozwala zdecydować, jak wiele pięter zamierzamy zwiedzić za jednym posiedzeniem (skalując stosownie nagrody), i dzięki temu, że bierze pod uwagę w szacunkach styl gracza, z czasem staje się naprawdę precyzyjny.

Jedynym ograniczeniem rozgrywki wobec pierwowzoru jest konieczność poruszania się wzdłuż ścieżek, co zwiększa ryzyko bycia otoczonym przez swobodnie przemieszczających się wrogów. Precyzję wymusza także konieczność trafiania kursorem w stosowne miejsca, by rozbijać wraże osłony lub przerywać czary, jak również „wklikiwania się” we własną pulę zdrowia w przypadku leczenia trucizny, a nawet „poprawiania” pozycji kart zdolności i wyposażenia naruszonych wskutek ataków.

Podoba mi się także stosowanie przez wrogów różnych żywiołów i zdolności specjalnych, których aktywację, a jakże, można i trzeba przerywać.

Świetne są wreszcie mechanika levelowania, która efektywnie zmniejsza odporności wrogów, i pomysł, by mana służyła także do aktywacji artefaktów z ekwipunku, dzięki czemu mój Żelisław nie mógł pompować wyłącznie zdrówka. A przecież dochodzi też identyfikacja artefaktów, usprawnianie ich przy użyciu run, balansowanie ryzyka i nagrody w kociołku karczmarki, a nawet świetna muzyka à la Matt Uelmen i... rewelacyjna polska wersja językowa, której obecność na tym etapie produkcji da się wyjaśnić tylko tym, że twórcy gry to... Polacy.

No właśnie – swoistym dopełnieniem satysfakcji wynikającej z obcowania z tak udanym i tak kompletnym wczesnym dostępem jest to, że i twórcy, i gra są stąd.

Im najbardziej zatem chciałbym pogratulować tego, że ich dzieło już teraz nie ma słabych punktów. Wszystkim graczom zaś polecam steamowy early access, bo Book of Demons to nie tylko papierowe Diablo, ale dużo, dużo więcej.

|CDA|

Artykuł pochodzi z kategorii: Gry i zabawy

Zobacz również

  • Wieprz jest dziki, wieprz jest zły, wieprz ma dla was drugiego Shadow Warriora. Flying Wild Hog jest z nami już od siedmiu lat, a wciąż niewiele o nim wiadomo. Na tle innych developerów... więcej