Zakaz śmieciowego jedzenia w szkolnych sklepikach. Czy nasze dzieci przestaną tyć?

Ze szkół i przedszkoli mają zniknąć pączki, zapiekanki, chipsy, czekoladki, napoje gazowane. Tak zakłada nowa ustawa. Czy to pomoże zwalczać nadwagę wśród dzieci?

Każdy uczeń powinien zjeść w szkole posiłek. Najlepiej zdrowy, pełnowartościowy. Ale dzieci najbardziej lubią... słodycze, chipsy, pizze, gazowane napoje. Bywa, że marnują jedzenie, wyrzucają kanapki zabrane z domu lub nie chodzą do stołówki na obiady wykupione przez rodziców.

Reklama

W zamian kupują sobie kaloryczne produkty w sklepikach i automatach. Dietetycy ostrzegają, że spożywanie tzw. śmieciowego jedzenia może mieć poważne konsekwencje dla zdrowia, powodować otyłość, cukrzycę, nadciśnienie…

Przygotowana w Sejmie ustawa określa maksymalną zawartość tłuszczów, cukrów i szkodliwych kwasów w żywności i w napojach dostępnych w sklepikach szkolnych i automatach. Dyrektor uzyska prawo do rozwiązania umowy z prowadzącym sklepik, jeśli będzie on sprzedawał zakazane produkty.

O tym, czy planowany zakaz sprzedaży śmieciowych artykułów spożywczych w szkołach może sprawić, że nasze dzieci zaczną się zdrowiej się odżywiać, „Tina” rozmawia ze specjalistką od dziecięcych zachowań i wyborów.

Nowe prawo ma zakazać reklamy i sprzedaży niezdrowej żywności w szkołach. Czy może to ograniczyć jej spożywanie przez nasze dzieci?

To, co jest dostępne, jest dozwolone. Jeżeli dziecko może sobie kupić batonik w automacie na szkolnym korytarzu, z pewnością to zrobi. Nie tylko z tego powodu, że ma ochotę na coś słodkiego. Także dlatego, że koledzy kupują i że takie jedzenie przeważnie sprzedaje się w kolorowych opakowaniach, które przyciągają wzrok.

Gdy takie produkty znikną ze szkół, dzieci nie będą już nimi kuszone. Ale pamiętajmy też, że nikt nie zabroni sprzedawać chipsów i pizzy w sklepie spożywczym niedaleko szkoły. Ogromny wpływ na dzieci mają też reklamy w telewizji.

Maluch, który zobaczył na ekranie reklamę słodyczy, zrobi wszystko, żeby je dostać. Nawet dzieci, które nie umieją jeszcze mówić, potrafią bezbłędnie rozpoznać charakterystyczne logo na pudełku cukierków.

Jak więc ustrzec nasze pociechy przed śmieciowym jedzeniem?

Czym skorupka za młodu nasiąknie… Ważne jest, co dzieci jedzą w domu i jakie przyzwyczajenia z niego wynoszą. Przede wszystkim należy z dziećmi rozmawiać o zdrowym żywieniu i stosować je w praktyce (bo dzieci najlepiej uczą się przez naśladowanie). Jeśli dla dziecka naturalne będzie to, że w domu są jabłka, a nie chipsy czy batoniki, to uzna to za normę. I nie będzie w jego otoczeniu pokus!

Co jeszcze można zrobić?

Doskonałą metodą jest wspólne przygotowywanie posiłków, potraktowane jako rodzinna zabawa, a nie obowiązek. Pokazujemy dzieciom, że domowe jedzenie jest ciekawe. Zróbmy wspólnie niskocukrowe ciasteczka albo warzywne chipsy – wtedy dziecko będzie wiedziało, że ma alternatywę.

Zmniejszymy też ryzyko, że uzależni się od cukru. Starania rodziców będą skuteczniejsze, jeśli w szkole dzieci dostaną komunikat spójny z tym, co mówią mama i tata. Pedagodzy powinni uświadamiać dzieciom (są specjalne programy edukacyjne!), że śmieciowe jedzenie szkodzi.

Uczniowie w szkole jedzą chipsy, a nasze dziecko nie. Czy nie poczuje się gorsze od innych?

Tak może być, jeśli zabronimy dziecku uczestnictwa w zachowaniach wspólnych dla jego rówieśników. Nie chodzi więc o to, żeby dzieci w ogóle przestały kupować, lecz o to, żeby wiedziały, dlaczego batoniki są niedobre dla zdrowia. I o to, żeby umiały same dokonać wyboru.

Śmieciowe jedzenie powinno więc zniknąć ze szkół czy nie?

Oczywiście! Przede wszystkim chodzi jednak o zaprzestanie promocji niezdrowego odżywiania. O zastąpienie wszechobecnych chipsów i batoników owocami i warzywami poprzez edukację naszych dzieci. A szkoła może doskonale temu służyć.

Barbara Dudziak -Janko psycholog dziecięcy

Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie – tak wynika z raportu organizacji humanitarnej UNICEF. W ciągu ostatniej dekady liczba dzieci z nadwagą podwoiła się.

17% dzieci w Polsce ma nadwagę. 80%proc. dzieci, u których stwierdzono nadwagę, stanie się w przyszłości ludźmi otyłymi – twierdzą dietetycy. 46%proc. dzieci spożywa posiłki przed telewizorem. Często jest to tzw. śmieciowe jedzenie.

Dzieci potrzebują zdrowej żywności, a nie pustych kalorii

Olga Flis dietetyczka

Chipsy, batoniki, ciastka, pizze i słodkie napoje są bardzo kaloryczne. Zawierają dużo tłuszczów i węglowodanów, przy równoczesnym niedoborze cennych dla organizmu substancji: błonnika, witamin, minerałów. Regularne jedzenie „śmieciowych” produktów przez wiele lat może prowadzić do otyłości, miażdżycy, chorób serca i wątroby, a nawet choroby nowotworowej.

Dieta obfitująca w tzw. puste kalorie powoduje, że tyje się od nich bardziej niż po spożyciu takiej samej ilości tłuszczów pochodzących ze zdrowych źródeł. W przypadku dzieci jest to jeszcze bardziej niebezpieczne, ponieważ ich organizmy są w fazie rozwoju.

Co zamiast jedzenia śmieciowego

1. Słodkie napoje gazowane lub wysokosłodzone soki możemy zastąpić wodą mineralną. Jeśli nie spotka się to z entuzjazmem dziecka, wodę można „urozmaicić” sokiem domowej roboty, np. malinowym lub porzeczkowym.

2. Dla solonych, ziemniaczanych chipsów też znajdziemy alternatywne rozwiązanie: chipsy z owoców lub warzyw. Można je kupić w sklepie, a jeśli mamy więcej czasu, przyrządzić samodzielnie w domu.

3. Słodycze: batoniki, czekoladki, żelki uwielbia, niestety, niemal każde dziecko. Spróbujmy zastąpić je owocami. Podsuwajmy dziecku regularnie ładne jabłko, gruszkę, suszone morele, daktyle, żurawiny.

Jak zmienić żywieniowe nawyki dzieci?

Magda Wojnarowicz, mama dwojga gimnazjalistów,

To, co jedzą nasze dzieci, ma ogromne znaczenie. Jeśli teraz będą się zdrowo odżywiać, w przyszłości unikną problemów ze zdrowiem. Śmieciowe jedzenie powinno zniknąć ze szkół.

Krzysztof Połczyk, prawnik

Nie jestem pewien, czy po wprowadzeniu zakazu sprzedaży śmieciowego jedzenia dzieciaki nie kupią go sobie gdzie indziej. Moim zdaniem to od rodziców zależy, jakie zasady żywieniowe wpoją swoim dzieciom. Batonik od czasu do czasu nie zaszkodzi.

Sabina Szczepanik- -Burzyk, emerytka

Jestem zdecydowaną przeciwniczką sprzedawania słodyczy w szkołach. Moje wnuczki są przeze mnie przyzwyczajone do tego, żeby nie jeść śmieciowego jedzenia. Z domu codziennie zabierają do szkoły kanapki z ciemnego pieczywa i owoce.

Artykuł pochodzi z kategorii: Dzieci

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Zobacz również