Moja córka obwiesza się biżuterią

Jej zdaniem: im więcej, tym lepiej. Nie chce mi uwierzyć, że wygląda to, łagodnie mówiąc, koszmarnie.

Moja 14-letnia córka, Sabina, od zawsze była małą damulką. Już do przedszkola się stroiła. Dobierała spódniczkę do sweterka, nosiła dziecinne pierścionki i bransoletki. Lubiła, żeby wszystko błyszczało i mieniło się. Nie próbowałam tego zmieniać.

W końcu z tego typu upodobań się wyrasta. Ponieważ z czasem jej radość z obwieszania się błyskotkami nie zmalała, po prostu kupowałam jej gustowne rzeczy. I cieszyłam się, że mam obok siebie mała kobietkę. Do czasu.

Reklama

– Co ty masz na sobie? – spytałam zdziwiona, kiedy Sabina wróciła ze szkoły i usiadła do obiadu.  Zarumieniła się i zakryła ręką wisiorek, który zauważyłam wśród sznurów korali.  – Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że byłaś w tym w szkole?

– Mamo, założyłam rano ten łańcuszek, żeby zobaczyć jak wygląda na mojej szyi, a potem zapomniałam... – Zdejmij go. Wiesz dobrze, że nie możesz nosić mojej biżuterii. To wisiorek po babci. Co by było, gdybyś go zgubiła? – Nie zgubię. Nie będę brać twoich rzeczy, obiecuję. Byłam pewna, że to rzeczywiście był przypadek.

Jednak odruchowo po tej historii zaczęłam zwracać większą uwagę na złote drobiazgi. Właściwie codziennie okazywało się, że coś nie leży na swoim miejscu, czegoś brakuje.

Nie mam wielu cennych rzeczy, więc łatwo było się zorientować, że Sabina kontynuuje obnoszenie się z moimi wisiorkami i bransoletkami. – Kochanie, myślałam, że wyraziłam się jasno – zdenerwowałam się, kiedy znowu okazało się, że wraca do domu, a na szyi ma złoty naszyjnik. – Och, mamo... zapomniałam – zaczęła znowu.

– Nie wolno ci ruszać moich rzeczy, rozumiesz? – Proszę cię... – Nie. Nie dość, że obwieszasz się tysiącem błyskotek, to jeszcze sięgasz po moje? Szkoła nie jest miejscem do noszenia drogiej biżuterii.

Złoto nie jest jeszcze dla ciebie. Możesz przecież je zgubić, choćby przebierając się na wuefie. A co jeśli jakiś złodziej zerwie ci łańcuszek z szyi w autobusie? Lub, co gorsza, zrobi ci krzywdę, żeby go odebrać? – Mamo... – wyjęczała Sabi.

– Nie. Koniec dyskusji. Myślałam, że sprawa została załatwiona, ale szybko przekonałam się, że nic z tego. Moje rzeczy wciąż to znikały, to się pojawiały. Swoim gadaniem i zakazem uzyskałam tylko tyle, że córka zaczęła się lepiej ukrywać.

Mogę oczywiście zamknąć biżuterię w szufladzie z zamkiem. Ale chciałabym wytłumaczyć Sabinie, że chodzi mi nie o to, żeby jej dopiec, tylko o jej bezpieczeństwo. Nauczenie jej tego, co wypada, a co nie. Także o to, że musi respektować moje zakazy, nawet kiedy są dla niej tak trudne do zniesienia. Tylko jak to wszystko uzyskać...

Teresa Obuchowska z Płońska

Czytelniczki radzą

Najlepszym lekarstwem jest konsekwencja. I widocznie nie jest ona twoją mocną stroną. Córka to wie i wykorzystuje. Jak ją oduczyć?

Może zacznij np. nagminnie pożyczać od niej telefon komórkowy?

Artykuł pochodzi z kategorii: Dzieci

Chwila dla Ciebie

Zobacz również