Jak przygotować dziecko na wyjazd na obóz?

Pierwsze wakacje bez mamy i taty to wielkie przeżycie dla dziecka. A także dla rodziców, którzy dotąd trzymali swój skarb pod kloszem. Jak poznać, że to dobry czas na taki wyjazd? Że dziecko sobie poradzi? I jak je przygotować do tej próby?

Antek jedzie na obóz! Czy mnie też puścicie?” – wcześniej czy później każdy rodzic słyszy takie pytanie. Dziecko roznoszą emocje, a ciebie ogarnia panika. Bo przecież jest jeszcze małe, jeszcze nigdzie samo nie wyjeżdżało. Jak da sobie radę?

To nie dziecko, ale rodzice boją się bardziej. Raz, że są odpowiedzialni za swoją pociechę, dwa, uważają, że oni najlepiej potrafią się nią zająć. A po trzecie, zdają sobie sprawę, jakie ryzyko taki wyjazd ze sobą niesie. Kilkulatek nie ma jeszcze pojęcia, co to znaczy tydzień z dala od rodziców i podporządkowanie się nowym zasadom. Dlatego zanim zgodzisz się na taki wyjazd, zorganizuj domowy kurs przygotowawczy. Sprawdzisz, czy zapał dziecka nie jest słomiany, a przy okazji trochę uspokoisz siebie.

Zdjęcie

Edyta Żółtowska, psycholog, Poradnia  Pedagogiczno-Psychologiczna w Wyszkowie /Arch. Bauer
Edyta Żółtowska, psycholog, Poradnia Pedagogiczno-Psychologiczna w Wyszkowie
/Arch. Bauer

Mały sprawdzian samodzielności

Reklama

Zacznij od spraw najprostszych, dziecko musi umieć o siebie zadbać. Pokaż mu, jak się robi przepierkę, jak składać ubrania i pościel, dopilnuj, by wyrobić w nim nawyk codziennego my- cia. Gdy jesteście w gościach, niech samo załatwia swoje sprawy – prosi o picie, zapyta, gdzie jest toaleta. W sklepie pozwól mu płacić za drobne sprawunki.

Oswajanie nieznanego

Postarajcie się wspólnie wymyślić jak najwięcej sytuacji, które mogą się przydarzyć podczas wyjazdu. Podpowiedz dziecku, jak ich uniknąć albo jak rozwiązać problem na miejscu.

Zrobiło siusiu w łóżko:

Cóż, może się zdarzyć w tak nowej sytuacji. Uprzedź, że lepiej nie mówić o tym kolegom, bo mogą się śmiać. Niech powie opiekunowi na osobności i poprosi o dyskrecję. Wyjaśnij, że to właśnie wychowawca jest osobą, do której trzeba w czasie obozu zwracać się z problemami.

Zgubiło komórkę:

Dawanie dziecku telefonu na obóz nie jest dobrym pomysłem. Łatwo może ją zgubić. Poza tym, na pewno zadzwoni, jeśli zatęskni, a słysząc głos rodzica, rozklei się jeszcze bardziej. W razie potrzeby pani pożyczy mu swój telefon. Lepiej też, abyś i ty nie dzwoniła zbyt często – rozmowa z rodzicem odrywa dziecko od zabawy, rozprasza, wywołuje tęsknotę. Wielu organizatorów zastrzega, żeby komórki nie dawać. Warto ich posłuchać.

Wydało kieszonkowe w ciągu dwóch dni:

Kilkulatek nie umie jeszcze gospodarować pieniędzmi! Dlatego uprzedź go, że dostanie pieniądze na drobne wydatki, ale przekażesz je wychowawczyni, która będzie mu wydzielała np. po 10 zł. Przedstaw plusy: pieniędzy nikt nie ukradnie i wystarczy ich do końca.

Złamało regulamin obozowy:

Wykroczenie może dotyczyć np. zakupu coca-coli, chipsów – na większości obozów to zakazane przysmaki. Tak jak wychodzenie z pokoju po godzinie 22, gra w karty lub spóźnienie na poranną zbiórkę. Przeczytaj regulamin razem z dzieckiem, upewnij się, że wszystko rozumie, wytłumacz, że na obozie należy go przestrzegać.

Zgubiło się na wycieczce:

Musisz poruszyć temat bezpieczeństwa! Wyjaśnij dziecku, dlaczego nie może odłączać się od grupy, wypływać poza wyznaczony teren, dlaczego ma słuchać wychowawcy. Podpowiedz, że gdy opiekun nie będzie się zamartwiał o bezpieczeństwo kolonistów, zostanie mu więcej czasu na organizowanie zabaw.

„Czy nowi koledzy mnie polubią?”

Równie ważne jest przygotowanie emocjonalne. Im mniejsze dziecko, tym trudniej będzie przeżywało rozłąkę. Zadbaj więc, by już teraz zanocowało raz czy dwa poza domem. I to nie u troskliwej babci, a u kolegi. Obserwuj, jak zachowuje się wśród rówieśników. Czy potrafi z nimi współpracować, bronić własnego zdania? Czy umie radzić sobie w konfliktowej sytuacji? Do wakacji zostało jeszcze trochę czasu, zdążysz więc doszkolić dziecko. Wyjaśnij, że w razie problemów z kolegami musi o nich powiedzieć wychowawcy. A gdy zapowie, że będzie się wstydziło, to ustalcie, że w trudnych sprawach może poprosić wychowawcę o telefon i zadzwonić do domu. Niech wie, że może na ciebie liczyć, choć nie ma cię na miejscu.

Nie za daleko, nie za długo i ze swoimi

Na pierwszy obóz lepiej nie wysyłać dziecka zbyt daleko. Musisz się liczyć z tym, że pomysł okaże się nietrafiony i po kilku dniach trzeba będzie po nie jechać! Taką decyzję warto skonsultować z wychowawcą, ale z drugiej z drugiej strony nie ma sensu zmuszać dziecka do pobytu na obozie, jeżeli będzie tam nieszczęśliwe. To może zniechęcić je do kolejnych wyjazdów. Czasem dobrym pomysłem są odwiedziny. Mogą one złagodzić tęsknotę za domem, ale z reguły kilkulatek chce wracać razem z rodzicami. To jest powód, dla którego niektórzy organizatorzy nie przewidują wizyt rodziców.

Nie od razu na głęboką wodę

Nie wrzucaj od razu dziecka na głęboką wodę i nie wybieraj zbyt długiego wyjazdu. Kilka dni bez mamy można przeżyć, ale trzy tygodnie to duże wyzwanie. Nie dziw się, gdy dziecko dopadnie kryzys. Często już pierwszej nocy, ale to nie jest reguła. Kolejny nadejdzie po trzech dniach, gdy obozowicz już wszystko zna, nasycił się nowością i właśnie pokłócił z kolegami. Następny – siódmego dnia. To już naprawdę długo, kilkulatek ma prawo być zmęczony. I to może być ten moment, kiedy zadzwoni i wyszlocha, że chce wracać. Lepiej więc, byś mogła mu powiedzieć, że świetnie się składa, bo obóz zaraz się kończy! Jest większa szansa, że dziecka nie dopadnie tęsknota, jeśli pojedzie na pierwszy obóz z grupą znajomych.

Dlatego najlepiej wybierać oferty ze szkoły, klubu, w którym trenuje, drużyny harcerskiej, do której należy. Idealnie, gdy na ten sam obóz jedzie starszy brat lub siostra (chociaż zazwyczaj starsze rodzeństwo nie jest takim pomysłem zachwycone) bądź najbliższy przyjaciel.

Wakacje z trudnymi zadaniami

Co jednak zrobić, gdy dziecko nie jest jeszcze harcerzem ani zuchem, nie należy do kółka sportowego i, jak większość maluchów, lubi zajmować się wszystkim po trochu? Jeśli powie, że chce pojechać na obóz żeglarski, a nigdy wcześniej nie miało okazji nawet siedzieć w łódce, zgódź się, ale pod warunkiem że potrafi i lubi pływać. Zanim zapłacisz za obóz jeździecki, zawieź dziecko do pobliskiego klubu i sprawdź, czy nie będzie się bało podejść do konia. Zawsze jednak musisz uwzględnić taką ewentualność, że po powrocie dziecko może stwierdzić, że to nie było to. Co innego bowiem oglądać filmy o żeglarzach, uczyć się teorii czy pojeździć konno na lonży w czasie wakacji z rodzicami, a co innego całe dnie spędzać na padoku i w stajni lub na wodzie. To oczywiście nie oznacza, że popełniłaś błąd. Wręcz przeciwnie, wyjazd na obóz to znakomita szkoła życia i sprawdzian zainteresowań. Gdy po powrocie do domu dziecko stwierdzi, że to nie dla niego, nie miej do niego pretensji i nie uważaj swojej inwestycji za nieudaną.

Światełko dla nieśmiałych

Nie wszystkie dzieci mają chęć i odwagę na eksperymenty. Wiele nie potrafi nawet jeszcze określić, co lubi. Nie chcą więc chodzić na żadne zajęcia ani zdecydować się na obóz. Możesz wtedy pomyśleć o wyjeździe terapeutycznym. To oferta dla dzieci zamkniętych w sobie, nadwrażliwych, nadpobudliwych, dyslektycznych. Tego typu wyjazdy wakacyjne organizowane są przez prywatne i państwowe poradnie psychologiczne. Na niektóre rodzice mogą jechać razem ze swoimi pociechami – mieszkają wtedy razem, ale większość zajęć mają osobno. Może to dobry początek lekcji samodzielności?

Jaki wiek jest najlepszy

Wyjechał mały Jasio, a wróci dzielny druh Jan!

Wyjazd na obóz harcerski czy kolonię zuchową nigdy nie jest dziełem przypadku. Wszystkie dzieci wcześniej chodzą na zbiórki. Mają okazję poznać rówieśników, rodzice zaś zobaczyć, jak pracuje drużyna harcerzy i kim jest jej opiekun. Wyjazd na obóz to prawdziwa szkoła życia. Nie jest on nieprzerwanym pasmem zabaw – dzieci biorą udział w grach terenowych, warsztatach. Poznają przyrodę, uczą się radzić sobie w terenie. Sprzyjają temu miejsca, w których organizuje się obozy: w lesie, nad jeziorem, z dala od cywilizacji. Dzieci pełnią też służbę w kuchni, gdzie wykonują podstawowe prace. Można się domyślić, jak dumny z siebie jest 8-latek, który w domu zasypiał przy zapalonej lampce, a w czasie obozu pełni nocną wartę! To doskonała szkoła zaradności i odpowiedzialności za siebie oraz innych. Dodatkowym plusem obozu harcerskiego jest niski koszt, bo wszyscy opiekunowie pracują za darmo.

Pierwsze obozy organizowane są dla dzieci z zerówek. Jednak większość maluchów dojrzewa do takich samodzielnych wyjazdów, gdy ma 8-9 lat – potwierdza Katarzyna Modzelewska, nauczycielka nauczania początkowego z warszawskiej podstawówki.

– To najlepszy moment, bo odczuwają wtedy naturalną chęć przynależności do formalnych grup rówieśniczych, stąd ich ochota do zapisania się do klubu sportowego czy drużyny harcerskiej. Potrafią też już nawiązać przyjaźnie bazujące na wspólnych zainteresowaniach. Wyjazd na obóz ułatwia im wejście w ten nowy okres.

Nie przekazujmy dziecku swoich rozterek

Rodzicom wydaje się, że tylko dziecko wymaga emocjonalnego przygotowania do pierwszego samodzielnego wyjazdu. Zapominają, że także dla nich będzie to przeżycie, do którego warto się odpowiednio nastroić.

Uciszcie emocje. Dziecko świetnie wyczuwa, co dzieje się z uczuciami rodziców. Jeśli w trakcie przygotowań będziecie niepewni i zdenerwowani, przekażecie dziecku swój lęk i ono też poczuje się nieswojo. Zamiast mnożyć opowieści o czyhających na nie niebezpieczeństwach, postarajcie się przybliżyć mu wizję świetnej przygody.

Porozmawiajcie bez dziecka o swoich obawach. Zróbcie to, zanim pomachacie mu na pożegnanie. O tym, czego się boicie, jakich reakcji swoich i dziecka się spodziewacie, jakie macie oczekiwania wobec wyjazdu. Może się okazać, że będziecie dla siebie źródłem wsparcia. Ustalcie plan postępowania w czasie obozu. Jeśli do dziecka będzie można dzwonić, nie róbcie tego co kilka godzin każde z osobna, tylko umówcie się, że będziecie dzwonić co drugi dzień. Ustalcie też wspólny front postępowania, gdy z płaczem zadzwoni, że chce do domu.

Pasja trenera udziela się dzieciom

Są dzieci, które od najmłodszych lat wiedzą, jaki sport uprawiać. Wtedy wystarczy umożliwić im realizację pragnień. Jednak najczęściej o tym, czy dany sport stanie się pasją dziecka, decydują pierwsi nauczyciele. Dlatego warto zwrócić szczególną uwagę na to, z kim wysyłamy dziecko na obóz. Powinien to być klub czy organizacja, która z dziećmi pracuje przez okrągły rok. I której celem nie jest wyłącznie zarobek ani wynik sportowy, tylko wszechstronny rozwój dzieci.

Treningi wpływają nie tylko na kondycję

Treningi wpływają nie tylko na przygotowanie kondycyjne, ale też kształtują osobowość. Dlatego tak ważne jest kto i jak je prowadzi. Jeśli w nauczycielu będzie pasja i pozytywna energia, udzieli się ona małym uczestnikom i wtedy szansa, że wyjazd będzie udany i na długo zapadnie w pamięć, jest znacznie większa. W czasie mojej 20-letniej pracy z dziećmi zorganizowałem ok. 100 obozów. Bardzo rzadko zdarzały się sytuacje, kiedy uczestnicy rezygnowali z uprawiania karate po powrocie.

Początki zawsze są trudne, więc jeśli to możliwe, warto przed takimi wakacjami zaprowadzić pociechę na kilka treningów do klubu. Aby mogło poznać się z rówieśnikami i trenerami. I pamiętajmy, jeśli już decydujemy się wysłać dziecko na obóz sportowy, zaufajmy jego opiekunom. Będąc na miejscu, lepiej i skuteczniej rozwiążą problemy dziecka niż mama i tata – przez telefon.

Artykuł pochodzi z kategorii: Dzieci

Olivia

Zobacz również

  • Opiekuję się 6-letnią wnuczką. Przyprowadzam ją ze szkoły i zajmuję się nią, dopóki nie odbierze jej córka lub zięć. Coraz częściej słyszę pretensje, że rozpuszczam Amelkę. Podobno jest nieznośna.... więcej