Fotograf czy podglądacz?

Zobacz, mamo, jakie fajne zdjęcie mi wyszło! – mój 15-letni Krzysiek podsunął mi pod nos swoją komórkę.

– Rzeczywiście, ładne – pochwaliłam, widząc na ekranie zbliżenie liścia z doniczkowej roślinki w pokoju. – I te ptaki, które sfotografowałeś wczoraj przez okno też były świetne. – On to na pewno fotografem będzie! – zawyrokowała babcia. – A wiesz, Halinko – zwróciła się do mnie. – Chyba nawet mam gdzieś w domu ten stary aparat Kazika, twego brata…

– Aparat? – ożywił się syn. – Mogę go dostać? Zawsze to lepsze niż komórka!

Aparat okazał się całkiem dobrym, sprawnym sprzętem

Reklama

Krzysiek kupił kilka klisz i od tamtej pory robił zdjęcia, gdzie się dało. – W szkole szpanuje tym aparatem, mówi, że zabytkowy – podśmiewała się Magda, moja starsza córka. – Dziewczyny czaruje, portrety nawet im robi… – dodała. Roześmiałam się wtedy, ale kilka dni później już nie było mi do śmiechu. Gdy wróciłam z pracy, zadzwonił telefon.

– Pani synalek podgląda dziewczyny w szatni! – usłyszałam podniesiony kobiecy głos. – Robi im zdjęcia, gdy się przebierają! Moja córka skarży się, że Krzysiek zagląda nawet do damskiej toalety. To oburzające! – To, to… jakaś pomyłka – zaczęłam dukać. – On nigdy by czegoś takiego nie zrobił… – Widocznie słabo go pani zna! – odparowała kobieta. – Niech pani przypilnuje smarkacza, bo jak to się powtórzy, to inaczej porozmawiamy – zagroziła i rzuciła słuchawką. – Krzysiek, czy to prawda? – zrelacjonowałam synowi rozmowę z matką Agaty.

– No… tak, robię zdjęcia, przecież wiesz, te ptaszki i kwiatki już mi się znudziły.

Teraz fotografuję życie, prawdę, no wiesz…

– Zwariowałeś? Jaką prawdę? Nie możesz robić zdjęć nikomu, kto sobie tego nie życzy, a już na pewno nie w damskiej szatni! To podglądactwo! – Wcale nie! – syn poczerwieniał na twarzy. – Jestem fotografem, nie podglądaczem! Zdjęcia muszą być śmiałe, inne nikogo nie zainteresują, a ja je na fejsie za…

– Krzysiek ugryzł się w język. – Na fejsie? A więc i to jeszcze! Czy ty nie rozumiesz, że to jest nie tylko niemoralne, ale i karalne? – Sztuka wymaga ofiar – tym patetycznym wyznaniem syn po prostu mnie dobił! Mąż uważa, że należy natychmiast zabrać mu aparat, a najlepiej także komórkę. Już z nim rozmawiał, ale niewiele to pomogło.

Krzysiek uważa się za artystę, względy moralne ma w nosie. Ale ja przecież nie mogę się na to zgodzić. Co robić? Jak dobrze ukierunkować talent chłopaka? Jak nie zabić jego pasji, ale uświadomić mu, że „sztuka” także ma swoje granice…

Halina Wolska z Myśliborza

Artykuł pochodzi z kategorii: Dzieci

Chwila dla Ciebie

Zobacz również

  • Gdy nasze pociechy buszują w Internecie niech nas nie zwiedzie fakt, że są tuż obok w pokoju. W wirtualnym świecie czeka na nie mnóstwo zagrożeń, wobec których mogą być bezbronne. Kampania... więcej