Dzieci w wirtualnym świecie. Jak chronić przed szkodliwym wpływem gier

Nie odzywają się. Siedzą z nosami w ekranach laptopów, telefonów. Niektóre z pistoletem w dłoni. Nie ma strachu! To tylko kontroler do konsoli. Większość dzieci gra regularnie. Czy gier komputerowych trzeba się bać? Czy mogą zaburzać rozwój psychiczny? Odpowiem na te pytania. I sprawdzę, co się dzieje, gdy odłącza się dzieci od gadżetów. Czy potrafią funkcjonować bez nich?

Tekst: Jagna Kaczanowska

Reklama

Martyna ma 16 lat. Jej rodzice chcą przeprowadzić się z Warszawy na wieś. „Słuchaj, czy twoja córka nie będzie tęskniła za znajomymi?” – pytam matkę dziewczyny. „A skąd! Zabierze ich ze sobą. Ona ma wszystkich znajomych w sieci: w grze Farmville!”.

Bartek ma 10 lat. Ostatnio jego rodziców wezwano do szkoły. Okazało się, że przez dwa tygodnie Bartek nie przychodził na lekcje. Po wnikliwym śledztwie chłopak przyznał: wchodził do szatni i... zostawał w niej do końca zajęć. Grał na telefonie komórkowym. Mój siostrzeniec ma 9 lat. W jego szkole wprowadzono zakaz posługiwania się telefonami. Dzieci grały przez cały czas. Teraz, gdy któryś z uczniów wyjmie komórkę na matematyce czy angielskim, nauczyciel ją zabiera. Po odbiór trzeba się zgłosić do pani dyrektor. Z rodzicami.

„Czy dzieci nie umieją już żyć bez tych gadżetów? A co, jeśli to uzależnienie? Martwię się o moich chłopaków” – wzdycha siostra w poniedziałek wieczorem, gdy rozmawiamy przez telefon. I wysyła mi na Facebooku link do artykułu. Rosyjska psycholog Katerina Muraszowa przeprowadziła doświadczenie: ochotnikom w wieku 12–18 lat zaproponowała spędzenie 8 godzin w odosobnieniu, bez dostępu do komórek, laptopów, konsol, telewizji. Można było czytać, rysować, spać. Jednak tylko troje na prawie sześćdziesięciu nastolatków dotrwało do końca.

Kilkoro uczestników miało „w samotni” myśli depresyjne, inni przeżyli ataki paniki. Natychmiast po zakończeniu eksperymentu młodzież chwytała za smartfony, włączała gry na komputerze. Na mniejszą skalę spróbuję powtórzyć eksperyment Muraszowej. Odłączę siostrzeńców: dziewięcioletniego Łukasza i sześcioletniego Kubę, na sześć godzin. Sprawdzę, co będzie się działo. Czy chłopcy potrafią bawić się sami? Czy będą tęsknić za elektronicznymi zabawkami?

Do badania zapraszam też 14-letniego Przemka, syna znajomych z Milanówka. Ale najpierw dowiem się: po co oni grają? W co? O co w tym wszystkim chodzi?

Jak oni grają

Wtorek. Późnym popołudniem jadę w odwiedziny do siostrzeńców. Rozglądam się po domu. Przenośna konsola, laptop, tablet, telefony komórkowe. Pod oknem stolik z telewizorem i podłączoną do niego konsolą Xbox, wyposażoną w system Kinect – czujnik ruchu. To znaczy, że konsola może reagować nie tylko na komendy wysyłane przez trzymany w dłoni grającego sterownik, ale i na ruch jego ciała.

Łukasz i Kuba najbardziej lubią program do wirtualnego pływania kanu. Na rwącej rzece trzeba balansować ciałem, by ponton widoczny na ekranie telewizora nie przewrócił się do góry dnem. „Dziwaczne! Nie można po prostu wybrać się na spływ kajakowy?”, prycham w myśli, ale nic nie mówię. Ten dom nie jest wyjątkowy. Regularnie spędza czas, grając na komputerze, 90 procent dzieci i nastolatków, przeciętnie dwie godziny dziennie przebywając w wirtualnych światach.

Co tam robią? Wśród młodszych dzieci – w wieku moich siostrzeńców – prym wiedzie Minecraft. Łukasz pokazuje mi, jak grać, na swoim telefonie komórkowym. „Buduję świat. Mogę tworzyć góry, sadzić drzewa i kwiatki, a tu zrobiłem wodospad” – pokazuje mi. Pytam, co jest fajnego w tej grze. „No... że sam to tworzę. I mogę spalić drzewo albo zrobić wybuch!” – obwieszcza, potwierdzając moje najczarniejsze przypuszczenia.

Ha! A więc to tak. Zanim jednak stwierdzę, że za pomocą gry Minecraft można wychować dziecko na psychopatę i terrorystę, dopytuję, czy nie mógłby spalić drzewa w ogrodzie. Siostrzeniec patrzy na mnie jak na wariatkę. „Nie. Bo ono mogłoby zrobić tak, jak las Fangorn we Władcy Pierścieni!” – tłumaczy cierpliwie. Książkowy las składał się z myślących drzew i zemścił się na swoich prześladowcach, czyli orkach. Łukasz na swój sposób powiedział mi, że drzewo w grze jest sztuczne, tak naprawdę go nie ma, a to na zewnątrz jest żywe. Wieczorem wizyta u Przemka i jego rodziców.

W tym domu nie ma wprawdzie konsoli, ale jest komputer, komórki, tablet. Przemek też kocha książkę i film Władca Pierścieni. Stąd jego fascynacja fantastyką i kultowym World of Warcraft – gra się on-line, z innymi osobami z Polski, a nawet Europy. Jedną z ulubionych gier Przemka jest też The Sims3. Ma coś wspólnego z Minecraft: to także budowanie własnego świata.

Simy to ludzie – wyglądają bardzo realistycznie – którym gracz projektuje nie tylko wygląd, styl ubierania się, ale i charakter. Gracz wybiera dla podopiecznych pracę, hobby, wysyła ich na wakacje, buduje i urządza dom. Może sprawić, że będą bardzo szczęśliwi lub – przeciwnie. Gdy wracam do domu, jest grubo po 22. Ziewam. Gry, którymi tak ekscytują się dzieci i nastolatki, dla mnie są zwyczajnie nudne.

Wspominam, jak w dzieciństwie bawiłyśmy się z siostrą szkiełkami, kamyczkami, z patyków zrobiłyśmy obsadę Ogniem i mieczem, i odgrywałyśmy każdy rozdział w krzakach. Niektóre z zabawek – komplet mebli dla lalek, porcelanowe figurki – odziedziczyłam po mamie, cioci... W pokojach Łukasza, Przemka, ale i innych znajomych dzieci takich zabawek już nie ma. Może to faktycznie uzależnienie od elektroniki? Może one nie potrafią bawić się inaczej? Ciekawe, co zrobią Łukasz i Przemek jutro, gdy ich odłączę od technologii.

Odłączanie

Środa. Godzina 15.00. Wprowadzeni w eksperyment rodzice Przemka zamykają go – za jego zgodą – w pokoju, bez telefonu, komputera, konsoli. Na sześć godzin (można korzystać w tym czasie z łazienki). Ja natomiast jadę do siostrzeńców. Dla Łukasza mam piękną książkę Zróbmy sobie arcydziełko, czyli wstęp do historii sztuki i plastyki dla dzieci, a dla Kuby puzzle do kolorowania z firmy Rozwijaki (z jednej strony kolorowanka przedstawia wieś, z drugiej miasto).

Wręczam siostrzeńcom prezenty i Łukasz idzie na górę, do swojego pokoju na poddaszu. Najbardziej zaawansowanym technologicznie sprzętem jest tam lampa. Telewizor jest wyłączony. Komórki i przenośna konsola ukryte na dnie szafy. Siedzimy z siostrą przy herbacie i kruchych ciastkach.

Wyjmuję z torby plik artykułów – to wyniki wyszukiwania w akademickich bazach naukowych on-line. Wszystko, co udało mi się zebrać na temat wpływu gier komputerowych na psychikę dziecka. Zabieram się do czytania. Zastanawiam się: jak to jest z grami i agresją? Czy rzeczywiście są ze sobą nierozerwalnie powiązane? Marzeniem Łukasza jest Grand Theft Auto – najnowsza wersja istniejącej od lat gry, której uczestnicy wcielają się w role gangsterów, mogą sprzedawać narkotyki, kraść samochody, chodzić do prostytutek, popełniać morderstwa. Brr! Coś takiego w rękach dziecka?

Tymczasem w sierpniu angielskie gazety rozpisywały się o tym, jak dobroczynne mogą być skutki bawienia się w GTA. Jak jest naprawdę, pokazuje badanie porównawcze wyników z ponad stu przeprowadzonych eksperymentów z udziałem 130 tysięcy osób. Istnieje wyraźne powiązanie między brutalnymi grami a skłonnością do agresywnych zachowań i myśli. To znaczy – argumentuje Craig A. Anderson, jeden z autorów porównania i badacz psychologii gier komputerowych – że dzieci, spędzające dużo czasu z pełnymi agresji grami nie tylko z łatwością mogą wprowadzać podpatrzone na ekranie schematy w życie (ktoś zagradza mi drogę na chodniku – uderzam go w twarz), ale i interpretują cudze zachowania jako złośliwe, zaczepne.

Jednocześnie dodaje: nawet bardzo brutalna gra ma swoje dobre strony. Ciekawe, jakie? Na górze cisza, rodzice Przemka informują mnie sms-em, że u nich też spokój. Przemek siedzi w pokoju, nic nie słychać. Wracam więc do lektury. My, dorośli, wyobrażamy sobie nastoletniego gracza jako samotnika, odrzucone przez rówieśników dziwadło, spędzające całe dnie przed komputerem. Ale dzieci grają towarzysko: na konsolach, jedno obok drugiego, na telefonach w szatni przed WF-em.

Wymieniają się trikami: jak zbudować najdłuższą kolejkę górską w Minecraft? Jak pokonać potwora z World of Warcraft? Zdaniem psychologów to pierwsza zaleta gier: tak naprawdę promują one wśród dzieci zachowania prospołeczne. Nastolatki mogą zawierać w grze przyjaźnie, sojusze, rozwiązywać konflikty, a nawet... flirtować. Wszystko – na sucho, bez konsekwencji. Takie życie w wersji testowej. Można też „przetestować” rozmaite złe, aspołeczne zachowania: oszukać kogoś, zaatakować, używać wulgarnego języka. To normalna faza dojrzewania. Kiedyś kradło się jabłko albo butelkę oranżady w osiedlowym sklepie – dziś ten sam mechanizm działa w grach, głównie sieciowych, takich jak World of Warcraft.

Kolejna, zaskakująca zaleta gier komputerowych: poprawiają... wzrok. Wiadomo powszechnie, że wpatrywanie się z bliska w ekran to pierwszy krok do zostania krótkowidzem. Grając, można poprawić refleks, rozróżnianie barw, zdolności przestrzenne oraz koordynację wzrokowo-ruchową. Do tego stopnia, że – jak dowiaduję się z artykułu „9 powodów, dla których warto grać w gry komputerowe” z portalu The Huffington Post – chirurdzy, fani gier, zaliczają o 37 procent mniej pomyłek podczas operacji metodą laparoskopową. Trzecia sprawa: gry, zwłaszcza strategiczne, to gimnastyka dla mózgu.

Naukowcy chwalą głównie Starcraft (fabuła przypomina nieco sagę Gwiezdne wojny). Podobno wystarczy 30 minut dziennie przez dwa miesiące bawić się grą strategiczną, by spowodować widoczny (na tomografii) przyrost komórek w tych obszarach mózgu, które odpowiadają za pamięć, planowanie i myślenie analityczne. I przede wszystkim: granie to dla dzieci szansa na zdobycie kompetencji potrzebnych w świecie przyszłości – świecie komputerów, ekranów dotykowych.

Przypomina mi się, jak nie potrafiłam dać sobie rady z nowym smartfonem – poprosiłam o pomoc Łukasza. Z podziwem obserwowałam, z jaką biegłością posługuje się nowoczesnymi gadżetami: konsolą, komputerem, telefonem. Nagle rozumiem, o co w tym wszystkim chodzi: nasze dzieci są w tym świecie tubylcami – my przybyszami z przeszłości, z zamierzchłych czasów, w których dziewczynki bawiły się szkiełkami i patyczkami, a chłopcy odgrywali czterech pancernych (bez psa). Być może ten nowy świat wcale nie jest gorszy? Ale jak być w nim przewodnikiem dla dziecka? zagrajmy razem!

Środa wieczorem. Równo o 21 Łukasz zbiega po schodach. Przygotował – zgodnie z instrukcjami ze Zróbmy sobie arcydziełko kilkanaście prac. Rysunki są fajne, a siostrzeniec nie wygląda na ofiarę napadu duszności czy paniki. Jedyny efekt? Był głodny. No i pyta zaraz: „Gdzie moja komórka?”. A czy Przemek tęsknił za grami? Dzwoni jego tata. Przemek czytał Ziemiomorze Ursuli Le Guin. „Czuje się świetnie. Jesteś pewna, że badania tej Rosjanki to nie jest jakiś żart?” – pyta. Zastanawiam się, czy sama Muraszowa spędziła kiedyś osiem godzin odcięta od telefonu, komputera i telewizji. I jak się z tym czuła. Wiem, jak ja się czuję, gdy zapomnę z domu komórki. Niby nic wielkiego, a przez cały dzień jestem podenerwowana.

Mama Martyny, tej z początku tekstu, która ma wszystkich znajomych w grze Farmville i żadnego przyjaciela w świecie rzeczywistym, około czterech godzin dziennie spędza przed telewizorem, oglądając seriale. Tata Bartka, który wagarował, żeby grać na komórce w szatni, nie wyrabia się z pracą i do wieczora siedzi przed laptopem w salonie. Ja i moja siostra częściej porozumiewamy się przez Facebook (to dotyczy zresztą, niestety, większości moich bliskich), niż widujemy w cztery oczy. Niedaleko pada jabłko...

Pewnie są dzieci uzależnione od gier. Łukasz i Przemek do nich nie należą. I wiem, dlaczego. Rodzice Przemka nałożyli ograniczenia na korzystanie z telefonu, tabletu i komputera: godzina dziennie. Tata chłopaka działa w grupie zajmującej się rekonstrukcjami historycznymi: ma zbroję, miecz, jeździ na zloty i wciąga w swoją pasję Przemka. W domu siostry konsola stoi w salonie i też obowiązują ograniczenia czasowe. Gdy Łukasz gra z Kubą w FIFA 2014 i dostaje czerwoną kartkę, krzyczy na cały głos: „Co?! Sędzia kalosz, głupek!”. Siostra przychodzi z kuchni, mówi: „Jak ty się wyrażasz? Pokaż powtórkę. Widzisz? Twój Sneijder sfaulował obrońcę w polu karnym, i to jak! Sędzia zrobił dobrze, a ty się na przyszłość trzymaj reguł”.

Z moich obserwacji wynika, że w przypadku dzieci, które bawią się z rodzicami klockami, robią wyklejanki z papieru, malują, rysują, muzykują, jeżdżą na rowerze, grają w piłkę, w monopol i scrabble’a, gry krzywdy raczej nie wyrządzą. Oczywiście – pod kontrolą dorosłych. A być może nawet pomogą? Trochę mi wstyd, że jestem taka staroświecka.

W najbliższy weekend nadrobię technologiczne zaległości i umówię się z Łukaszem na rozgrywki FIFA 2014 na konsolę. Na pewno przegram, Ale... przyda mi się turbodoładowanie dla mózgu. Okazuje się bowiem, że najbardziej boimy się tego, czego nie znamy.

Tekst: Jagna Kaczanowska, psycholog

Gdy gra staje się nałogiem

Jak poznać, że dziecko gra za dużo? Gdzie szukać pomocy? Radzi Kinga Kaczmarek, terapeutka dzieci i młodzieży, współautorka (wraz z Karoliną Van Leare) poradnika dla gimnazjalistów Internet i komputer. Instrukcja bezpiecznej obsługi.

Gry mogą być uzależniające. Objawy choroby to zmienność nastrojów – od zdenerwowania, gdy dziecko jest z dala od sprzętu grającego, do uspokojenia i euforii, gdy znów zajmuje się ulubioną czynnością. A także ciągłe myślenie i rozmawianie o grach, wynikach, nagłe i nieuzasadnione obniżenie ocen, wagary, spadek zainteresowania innymi hobby, kolegami, rodziną, wchodzenie w konflikty z otoczeniem, izolowanie się.

Mogą pojawić się także objawy fizyczne, np. nadwaga, suchość oczu, zapalenie spojówek, bóle pleców i kręgosłupa, a nawet dłoni, nadgarstków. Te sygnały nie świadczą jeszcze o uzależnieniu, ale na pewno o tym, że dziecko jest na drodze do niego. I samo na pewno sobie nie poradzi.

Wszystkich zaniepokojonych rodziców zapraszam na stronę www.uzaleznieniabehawioralne.pl – można tu znaleźć artykuły, materiały dla rodziców i dzieci, listę ośrodków, w których dziecku zostanie udzielona pomoc. Lada moment uruchomimy możliwość zadawania pytań do ekspertów e-mailem.

Dekalog bezpieczeństwa

1. Przetestuj. Zanim zdecydujesz się na kupno jakiejkolwiek gry, sprawdź ją bardzo dokładnie. Poczytaj opinie w internecie, obejrzyj galerię zdjęć, zorientuj się, czy to na pewno dobra rozrywka dla Twojego dziecka. Byłoby idealnie, gdybyś sama w nią zagrała.

2. Dowiedz się, czy dziecko rozumie akcję gry i wie, że to wszystko jest na niby. Tłumacz wirtualną rzeczywistość: w grze Angry Birds rzucamy ptaszkiem, ale w „realu” nigdy nie robimy tego z żadnym zwierzęciem.

3. Dbaj o to, by dziecko nie spędzało przed ekranem więcej niż 1–2 godzin dziennie. W ramach tego limitu mieści się: oglądanie telewizji, gry na konsoli, telefonie, komputerze.

4. Staraj się zachęcać dziecko do gier zręcznościowych i strategicznych, a nie „strzelanek”.

5. Graj z dzieckiem. Rywalizujcie, porównujcie wyniki, ale przede wszystkim rozmawiajcie w trakcie wspólnej gry.

6. Dawaj przykład. Nie chcesz, by dziecko ciągle siedziało przed ekranem? Sama też tego nie rób. Dzieci biorą przykład z rodziców, zamiast słuchać tego, co mówią.

7. Staraj się tak zaprojektować domową przestrzeń, by „gralnia” mieściła się w części wspólnej, np. w salonie. Tam ustaw komputer, konsolę. W ten sposób masz kontrolę nad tym, co się dzieje.

8. Dbaj o wszechstronny rozwój dziecka. Gry to tylko jedna z wielu rozrywek. Oprócz tego rysujcie, lepcie z ciastoliny, uprawiajcie razem sport, chodźcie do kina, teatru, na koncerty, czytajcie.

9. Rozmawiaj o grach z innymi rodzicami. Dbaj, by i oni znali ich dobre i złe strony, działajcie razem, by nie zdarzyło się tak, że wasze dzieci będą grać u jednego z kolegów w brutalną „strzelankę”.

10. Pamiętaj, że agresja to nie domena gier komputerowych. Tak dobieraj programy telewizyjne, gazety, by przemoc i wulgarność nie gościły w waszym domu.

Konsultacja: Monika Grześ, psycholog dziecięcy, Przystań Psychologiczna

Artykuł pochodzi z kategorii: Dzieci

Zobacz również